42

Berlin mocno ogranicza działalność Airbnb. Czy miasta powinny tak ingerować w biznes?

Ekonomia współdzielenia różne ma oblicza, inne formy i wielu przedstawicieli. Najgłośniejszym przykładem w skali globalnej jest chyba Uber, ale w jego przypadku coraz częściej pada pytanie, czy to rzeczywiście sharing economy? Amerykańska korporacja jest ostro krytykowana i nierzadko atakowana, z takim odbiorem nie zderzała się np. firma Airbnb, która też działa na wielką skalę i wpływa na "stary biznes", czyli np. hotele. W końcu jednak i ta kosa trafiła na swój kamień - okazał się nim Berlin, który podciął skrzydła serwisowi. Przynajmniej u siebie.

Berlin wykonał ruch, który może się okazać ewenementem w skali świata, ale nie zdziwi, jeśli inne miejscowości wezmą z niego przykład i wprowadzą podobne przepisy. Co ciekawe, prawdopodobnie spotkają się one ze zrozumieniem i wsparciem sporej części mieszkańców, a już na pewno z aplauzem ze strony branży hotelarskiej. Sprawa równie ciekawa, co spór z Uberem, ale zagadnienia trudno uznać za tożsame.

W Airbnb tylko pokoje

Kilka dni temu zaczęły obowiązywać przepisy, które powstały przed dwoma laty – Berlin rzucił rękawicę Airbnb i przyciągnął uwagę mediów. Zmiany mocno uszczupliły bazę noclegową Airbnb oraz podobnych mu serwisów w niemieckiej stolicy – wyparowały z niej mieszkania i domy w całości wynajmowane w ramach ekonomii współdzielenia. Jeżeli zatem zechcielibyście teraz skorzystać ze wspomnianego serwisu lub jemu podobnych i wynająć na weekend czy tydzień całe mieszkanie w Berlinie, to ta sztuka raczej się nie powiedzie. W serwisie nadal można jednak wynajmować pojedyncze pokoje – nie wprowadzono zatem całkowitego zakazu funkcjonowania amerykańskiej firmy w niemieckim mieście.

Jeżeli ktoś się nie zastosuje i nadal będzie udostępniał całe mieszkaniami w Airbnb, musi liczyć się z karą, a ta może sięgnąć nawet stu tysięcy euro. Mocny straszak, przy tym miasto zapewnia, że będzie monitorować temat i zachęca mieszkańców do dzielenia się informacjami, czyli do donosów na ludzi, którzy nie zastosują się do zakazu.

Pojawia się pytanie: skąd ta decyzja? Podłoże zmian jest takie, jak fundament konfliktu Ubera z niektórymi miastami, np. Paryżem? Chodzi o prawo, pieniądze, ochronę lokalnego biznesu, chęć zaszkodzenia amerykańskiej firmie? Oficjalnie jest to tłumaczone… usychającą bazą mieszkań na wynajem długoterminowy – Berlin nie chce być miastem „na weekend”.

Berlin pomaga mieszkańcom

Władze miasta stawiają sprawę jasno: musimy działać, bo Berlin zmaga się z „głodem mieszań”. Właściciele lokali podobno doszli do wniosku, że bardziej opłaca im się wynajmowanie mieszkań na kilka dni z pomocą serwisów typu Airbnb niż wynajem długoterminowy, a to doprowadziło do zmniejszenia bazy, z której wybierać mogą osoby zainteresowane wynajmem na dłużej. Mniejsza baza przekłada się na wzrost cen, w ciągu kilku lat podskoczyły one ponoć o ponad 50%, co uderza Berlińczyków po kieszeni. W takiej sytuacji najwyraźniej nie pozostało nic innego, jak zmusić właścicieli mieszkań, by wynajmowali je „swoim” na miesiące/kwartały/lata.

Berlińczycy prawdopodobnie nie będą protestować, bo ten ruch może mieć pozytywny wpływ na zawartość ich portfela – skutek inny niż w przypadku walki z Uberem, który proponował niższe ceny. Zadowolona będzie także branża hotelarska, która może przejąć/odzyskać część klientów. Stratny może być właściciel, chociaż on jest w stanie wynająć lokal na dłużej lub zarejestrować usługę jako hotelarską i działać po staremu. Najbardziej ucierpi zatem Airbnb, który do tej pory rósł naprawdę szybko.

Analizując tę sprawę, warto zastanowić się nad tym, czy na wzrost cen wynajmu w Berlinie rzeczywiście wpływ miała głównie ekonomia współdzielenia? Może ta wspinaczka wyglądałaby podobnie i bez serwisów typu Airbnb (ciekawe, jaki odsetek mieszkań na wynajem przeznaczony był na takie weekendowe udostępnianie?). A co jeśli po zmianie przepisów ceny będą nadal rosnąć? Miasto narzuci górną granice wynajmu? Pojawia się także pytanie, czy miasto ma prawdo/powinno angażować się tak mocno w sprawy tego typu? Z jednej strony dba o mieszkańców, z drugiej, można przyjąć, że ogranicza osoby przedsiębiorcze i pomaga hotelarzom. A to przypomina już pomoc, jakiej niektóre miasta udzielają taksówkarzom zmagającym się z Uberem. Jestem przekonany, że taka polityka nie spodoba się wszystkim. Ale to akurat można napisać o każdej decyzji – zawsze znajdą się niezadowoleni.