Europa

Francuscy taksówkarze osiągnęli swój cel, ale Uber nie zamierza odpuszczać

MS
Maciej Sikorski
34

Parę dni temu pisałem o protestach w Paryżu - taksówkarze wyjechali (i wyszli) na ulice, by wyrazić swój sprzeciw wobec działalności Ubera we Francji. Wyrażali go dość głośno i stanowczo: palono opony, przewracano samochody, używano pieści, sparaliżowano dojazd do lotnisk i na dworzec. Zrobiło się g...

Parę dni temu pisałem o protestach w Paryżu - taksówkarze wyjechali (i wyszli) na ulice, by wyrazić swój sprzeciw wobec działalności Ubera we Francji. Wyrażali go dość głośno i stanowczo: palono opony, przewracano samochody, używano pieści, sparaliżowano dojazd do lotnisk i na dworzec. Zrobiło się gorąco. Władze postanowiły szybko reagować - wsparły taksówkarzy i pogroziły palcem Uberowi. Ale amerykańska firma niewiele sobie z tego robi.

Oglądając filmy i zdjęcia z Paryża, można dojść do wniosku, że taksówkarze są gotowi posunąć się bardzo daleko, by bronić swoich interesów. To nie były spokojne przejazdy spowalniające ruch w mieście, ale regularna bitwa wymierzona w kierowców korzystających z aplikacji Ubera. Jedni stwierdzą, że trudno im się dziwić, inni będą zniesmaczeni i powiedzą, że nie można załatwiać swoich spraw siłą. Francuskie władze potępiły przemoc i wandalizm, lecz jednocześnie stanęły po stronie taksówkarzy oraz korporacji. Sprawa zaszła daleko - zajął się nią m.in. minister spraw wewnętrznych, pojawiły się również wypowiedzi prezydenta.

Przekaz jest jasny: działalność Ubera, konkretnie usługi UberPOP, jest we Francji zakazana. Sęk w tym, że regulujące to przepisy weszły w życie blisko pół roku temu i od tego czasu niewiele się zmieniło. UberPOP powinien zniknąć na początku roku, lecz nadal funkcjonuje. Stąd protesty taksówkarzy. Jak temu zaradzić? Prawo ma być egzekwowane, a to oznacza więcej kontroli, większe i częściej nakładane kary. Wspomina się nawet o konfiskowaniu samochodów, ale z tym państwo może mieć już problem.

Czy to zadziała? Uber przekonuje, że się nie podda i czeka na opinię sądu najwyższego. A to oznacza dalszą zabawę w kotka i myszkę: firma nie odpuści, będzie pewnie płacić kary nakładane na kierowców, policja będzie ściągać tych ostatnich, a taksówkarza prawdopodobnie podejmą walkę. I mam tu na myśli dosłowną walkę - samochody "uberowców" będą demolowane, może nawet podpalane, kierowcy spotkają się z agresją. Czyli po staremu, bo tak to wygląda od jakiegoś czasu. W końcu dojdzie pewnie do tragedii.

Sytuacja bardzo skomplikowana i trudno stwierdzić, jak można ją rozwiązać. Zwłaszcza, iż każda strona przekonuje, że ma rację i chyba nie ma zamiaru rozmawiać. Gdyby Uber był francuską firmą możliwe, że sprawa wyglądałby inaczej. Ale nie jest, więc decydenci korporacji mogą czuć się bezkarnie rozgrywając ten temat. Nie tylko we Francji - podobnie będzie z innymi państwami, jeśli sytuacja się powtórzy. A wiadomo przecież, że problem jest znacznie szerszy i wykracza daleko poza granice Francji.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

ParyżZakazuber