Filmy

Bartkowiak na Netflix to mizerna kalka zachodniego akcyjniaka

PW
Paweł Winiarski
2

Polskie filmy na Netflix wypadają raz lepiej, raz gorzej - przy czym dominuje ten drugi scenariusz. Bartkowiak niczego w tym temacie nie zmieni i tylko utwierdza w przekonaniu, że jeśli szukacie dobrego polskiego kina, to nie na tej platformie.

Życie pisze przedziwne scenariusze i myślę, że na naszej polskiej ziemi wydarzyło się sporo historii, które można byłoby zekranizować. Również historii sportowych, w tym związanych z wciąż zyskującym na popularności MMA. I cicho liczę, że któregoś dnia ktoś tak właśnie zrobi, bo Bartkowiak na Netflix to kolejna kalka amerykańskiego kina akcji. Niestety słaba i nieudolna.

Świetnie radzący sobie zawodnik MMA przerywa karierę w atmosferze skandalu i nie...nie będzie walczył o swoje. Zamiast tego ląduje w nocnym klubie na bramce gdzie mimo swoich mniejszych niż oponenci rozmiarów, niczym Bruce Lee pierze wszystkich chuliganów, a na jego czole nie pojawia się nawet kropelka potu. Kiedy jednak dotyka go rodzinna tragedia, wraca do domu i przejmuje rodzinny interes - klub nocny, no bo gdzie mógłby pracować emerytowany zawodnik MMA? Jakby tego było mało, staje na drodze deweloperowi i gangsterowi, który w chce w miejscu jego lokalu postawić biurowce. Normalnie miałbym wyrzuty sumienia zdradzając tak wiele z fabuły, ale w tym przypadku czuję wręcz namiastkę społecznej misji w myśl której ostrzegam Was przed zmarnowanym czasem.

Nie wiem ile razy widziałem bliźniaczo podobne historie, ale wielokrotnie też z do bólu sztampowego szkieletu, twórcom filmu udawało się wykrzesać coś ciekawego, przedstawić historię nieco inaczej. Może zdobyć serca widzów głęboką analizą postaci, ciekawymi bohaterami albo chociaż nietuzinkowym podejściem do prezentowania wydarzeń. Nic z tych rzeczy nie występuje jednak w "Bartkowiaku", historia prowadzona jest po sznurku, postacie nie mają szans na zainteresowanie widza, a aktorzy na pokazanie czegoś więcej niż standardowe grymasy i niezbyt wyszukane dialogi. Grający główną rolę Józef Pawłowski jest tego doskonałym przykładem - gra jedną miną, jest okrutnie nudny i nijaki, budzi się dopiero w scenach walki. Te to jednak niestety przede wszystkim barowe bójki bez polotu i finezji. Razi też dysonans między powodem przejścia na sportową emeryturę, a jego bohaterstwem, które momentami wręcz nienaturalnie wylewa się z ekranu. Ostatni sprawiedliwy, który staje przeciwko podłemu gangusowi jest często tak przerysowane, że podczas seansu aż bolą zęby.

Na ekranie możemy zobaczyć Bartłomieja Topę, który dostał chyba fatalny scenariusz, bo ten występ nie zostanie mi w pamięci nawet na kilka dni. To może grający zapijaczonego trenera Szymon Bobrowski? Też nie, skupia uwagę jedynie zauważalnym spadkiem formy fizycznej. Danuta Stenka gra...jak Danuta Stenka, ale do tego już chyba wszyscy przywykliśmy. Jak widać, Bartkowiakowi nie pomogły nawet duże nazwiska i mam wrażenie, że nawet gdyby aktorzy się starali, nie wyszliby ponad kiepski scenariusz, który został im przekazany.

Za Bartkowiaka odpowiedzialny jest Daniel Markowicz i wystarczy tu wspomnieć o filmie Diablo. Wyścig o wszystko, by narysować sobie w głowie to, czym jest opisywany obraz. To ponownie kalkowanie zachodu, w taki nie do końca umiejętny sposób, bo Bartkowiakowi zbrakło chyba i budżetu, i pomysłu na wejście do wyższej ligi. A ewidentnie czuć, że Markowicz chce pójść nieco ambitniej niż Patryk Vega, ale ta poprzeczka jest zawieszona tak nisko, że żadna to sztuka. Widać próby naśladowania zachodniego stylu nagrywania i zdarza się, że Bartkowiak wygląda naprawdę nieźle, by później razić ujęciami podpatrzonymi właśnie u Vegi. Często miałem wrażenie, że oglądam sklejkę pomysłów, a nie zaplanowaną realizację. Znowu przy takiej fabule raczej trudno o fajerwerki, a początkowa scena walki w klatce przyprawia o oczopląs i ból głowy, więc może i lepiej, że twórca w to nie brnął.

Bartkowiaka na Netflix możecie sobie darować

Cały czas zastanawiam się, dla kogo w zasadzie jest ten film. Miłośnicy polskiego kina znajdą tu jedynie kalki z zachodu, bez próby sensownego przeniesienia ich na polskie realia. Fani kina akcji otrzymają raptem kilka bardziej dynamicznych fragmentów, resztę prześpią. To może chociaż maniacy MMA? To nie jest film o sportowcu, karierze czy kulisach tej dyscypliny, więc ci też nie znajdą niczego dla siebie. Bartkowiak to film dla nikogo i jeśli macie wolne 1,5 godziny, można je zdecydowanie lepiej spożytkować - również na platformie Netflix.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy: