37

Apple za 300 dolarów strzela sobie wizerunkowo w stopę

Tim Cook zawsze był lepszym technokratą i księgowym niż wizjonerem od sprzętu, co miało dla Apple dobre i złe strony. Koncern zarabiał kosmiczne pieniądze, ale Jony Ive, bez merytorycznego nadzoru ze strony CEO, zepsuł w dużym stopniu użyteczność i jakość sporej grupy produktów. Ten brak balansu pomiędzy wynikami finansowymi, a jakością spowodował, że Cooka, z jego wizerunkiem niesympatycznego Sknerusa McKwacza ciężko lubić, a samo Apple zaczęło wyglądać jak zwykła korporacja. Ostatni ruch firmy wobec twórców oprogramowania, związany z koniecznością zwrotu Developer Transition Kit dla Maców z procesorami ARM ten niekorzystny wizerunek tylko wzmocni.

Za garść dolarów

Nie o sam zwrot jednak chodzi, to że urządzenia mają zostać oddane Apple było wiadome od samego początku, ale o sposób finansowego rozliczenia z deweloperami. Osobom niezorientowanym przypomnę, Apple Developer Transition Kit, zwany w skrócie DTK, to komputer z procesoram Apple A12Z, wsadzony w obudowę Maca Mini służący do przygotowania aktualizacji oprogramowania dla architektury Apple Silicon, przed oficjalnym debiutem „regularnych” urządzeń tego typu.

Żeby wejść w jego, czasowe, posiadanie trzeba było zapłacić 500 dolarów, podpisać NDA i zobowiązać się do jego zwrotu. Apple właśnie rozpoczęło rozsyłanie tych wezwań, oferując deweloperom kod rabatowy na zakup Maka z procesorem M1, opiewający na kwotę… 200 dolarów. Biorąc pod uwagę, że wprowadzono je „na rynek” w okolicach wakacji (prezentacja w czerwcu) i używano ich raptem kilka miesięcy, wychodzi, że są to jedne z najszybciej tracących na wartości Maków w historii.

Apple, zamiast nagrodzić tych deweloperów, którzy spowodowali, że premiera Maków z M1 jest praktycznie niezauważalna w sensie kompatybilności oprogramowania, skosiło ich po 300 dolarów za w praktyce kilkumiesięczne wypożyczenie sprzętu. Trzeba tu jeszcze podkreślić, że DTK trafiło do drobnych deweloperów, oferujących niedrogie lub darmowe aplikacje. Adobe, Microsoft czy Blackmagic pracowały nad swoim oprogramowaniem dla ARM przed uruchomieniem programu DTK, i najprawdopodobniej sprzęt otrzymały od Apple zupełnie za darmo.

Jobs pokazał, jak się to robi

Jak należy nagradzać ludzi, z którymi jedzie się na jednym wózku, pokazał nie kto inny jak Steve Jobs, podczas wcześniejszej procesorowej rewolucji w Apple. Gdy opuszczano tonący statek PowerPC i przeskakiwano na Intela, Apple także przygotowało do wypożyczenia zestawy Developer Transition Kit. Były to komputery z Pentium na pokładzie, wsadzone do obudowy PowerMac G5 i kosztujące 999 dolarów. Kiedy program się zakończył, każdy z twórców w nim uczestniczących otrzymał nowego 17-calowego iMaca CoreDuo 1,83 GHz o wartości 1299 dolarów…

Dziś, deweloper przeskakując na Mac Mini, najtańszy komputer z procesorem M1, musi szybciutko (zwrot do 31 marca) wyskoczyć z dodatkowych 499 dolarów. Cała sprawa wywołał dość powszechny niesmak i uczucie zażenowania w tym środowisku. Bez wątpienia jest też PR-owym strzałem w stopę dla tak bogatej firmy jak Apple, a Tim Cook po raz kolejny umocnił swój wizerunek człowieka zestawiającego tabelki w Excelu, przepraszam, Numbers, w każdej możliwej sytuacji. Szkoda, Apple w ostatnim czasie cofnął się trochę z czysto korporacyjnej drogi, jaką podążał od dekady, a takie małe, ale głośne akcje, przypominają, że to może być tylko chwilowe.

Źródła: [1], [2]