15

Apple wypuści narzędzie do tworzenia e-booków? Czyli, mam dla Ciebie pomysł na startup

Jak połączyć wszelkie multimedia edukacyjne w jedną całość, by były faktycznie edukacyjne, a jednocześnie wygodne w użyciu? Najlepiej wrzucić je w interaktywnego e-booka. Problemem jednak jest tutaj brak porządnego narzędzia, które takie połączenie by umożliwiało – to, co jest dostępne na rynku niestety nie zadowala. Plotka niesie jednak, że Apple może już w ten czwartek […]

Jak połączyć wszelkie multimedia edukacyjne w jedną całość, by były faktycznie edukacyjne, a jednocześnie wygodne w użyciu? Najlepiej wrzucić je w interaktywnego e-booka. Problemem jednak jest tutaj brak porządnego narzędzia, które takie połączenie by umożliwiało – to, co jest dostępne na rynku niestety nie zadowala. Plotka niesie jednak, że Apple może już w ten czwartek udostępnić narzędzie oczekiwane przez wielu, dzięki któremu to narzędziu możemy być świadkami kolejnej rewolucji. Pomijając jednak Apple, kwestia budowy takiego narzędzia może być istną żyłą złota.

Primo, Apple znane jest z tego, że nie tworzy treści – udostępnia jednakże narzędzia do tworzenia treści, a także miejsca dystrybucji i narzędzia do korzystania z tych treści – tworzy w ten sposób ekosystem, w którym zyskują twórcy treści. Wyobraźmy więc sobie takiego twórcę treści – powiedzmy, autora podręcznika. Umieścimy go teraz w XXI wieku – autor, dajmy na to profesor fizyki, ma ochotę napisać nowy podręcznik dla studentów. Tworzy więc treść, wzbogaca ją zdjęciami i… musi ją potem wydać. Wiadomo jednak, że klasyczne wydawnictwa, zwłaszcza te specjalizujące się w podręcznikach, nie są zbyt intratnym biznesem – to znaczy, dla naszego profesora.

Profesor wyszedł by na swoim podręczniku lepiej, gdyby sam go wydał – złożył do kupy, zrobił korektę, dorzucił multimedia i udostępnił po znacznie niższej cenie studentom. Nie dość, że studenci zyskają odpowiednią treść, to profesor zarobi więcej na swoim dziele, niż gdyby wydawał przez klasyczne wydawnictwo. Nasz przykładowy profesor jednak natyka się na podstawowy problem – nie ma odpowiedniego narzędzia, które umożliwiałoby profesjonalny, ale też własnoręczny skład podręcznika i stworzenie odpowiedniego dokumentu EPUB2, nie wspominając o EPUB3.

Właśnie tutaj Apple być może już w czwartek zrobi kolejną rewolucję, udostępniając narzędzie, dzięki któremu szary profesor (ewentualnie szary Kowalski) będzie mógł bezproblemowo tworzyć własne interaktywne e-booki, które jakością nie będą odbiegać od tych tworzonych przez profesjonalistów w czasie wielu godzin pracy. Jeśli plotka się potwierdzi, to Apple zyska dużo nowej treści na swojej platformie iBooks. No właśnie – tutaj pies jest pogrzebany, bowiem nie ma chyba co liczyć, żeby Apple udostępniło narzędzie dla mas – to znaczy dla tych, co to w ekosystemie nadgryzionego jabłka nie funkcjonują.

I tutaj wchodzę ja z pomysłem na startup do oddania. E-publishing jest męczony wieloma problemami – podatki to jedno, stare (pozbawione paragrafu o e-bookach) umowy z autorami to drugie. Ale wspólnym problemem dla e-publishingu i self-publishingu jest brak porządnych, graficznych narzędzi, dzięki którym każdy Kowalski jest w stanie wydać profesjonalnie wyglądającego e-booka. A w miarę pojawiania się coraz to nowszych formatów i e-czytników, problem ten będzie narastał. O ile bowiem napisać tekst w Wordzie i dokonać konwersji do formatu EPUB jest prosto (choć jakość pozostawia dużo do życzenia), to już stworzenie interaktywnego e-booka ze zdjęciami, filmami i nagraniami audio dla Kowalskiego jest wyzwaniem.

Uważam, że tutaj pojawia się szansa dla e-przedsiębiorców. Stworzyć wygodne webowe narzędzie do tworzenia e-booków – od prostych EPUBów, po interaktywne podręczniki. Ten, kto pierwszy udostępni takie narzędzie, które będzie zapewniało jakość, wygodę i prostotę przy jednoczesnym wysokim stopniu jakości i interaktywności e-booków, ten zdobędzie majątek.

Trendy są dość oczywiste – ludzie tworzą treść – przedsiębiorcy powinni zaś tworzyć ekosystem, w którym to twórcy mogę swoją treść udostępniać i rozpowszechniać. Ktoś stworzy narzędzie do tworzenia treści, ktoś inny udostępni narzędzie do sprzedaży treści – aż trzy osoby są wtedy zadowolone, a biznes się kręci.

Sam piszę i publikuję e-booki. Problemem, z którym trochę się namęczyłem, była właśnie konwersja do formatów EPUB i MOBI – a przecież to takie proste, wręcz łopatologiczne formaty. Żadne, absolutnie żadne narzędzie do konwersji z ODT/DOC do EPUBa nie było satysfakcjonujące – tekst albo był źle sformatowany, albo nie miałem żadnego wpływu na ostateczny wygląd dokumentu. Dopiero ręczne rozwiązanie dało mi osobistą satysfakcję – ręczna konwersja do HTML, a potem konwersja przez darmowe oprogramowanie Calibre do EPUBa – tam miałem wpływ na akapity, dodatkowe obrazki, odpowiednie nagłówki i tak dalej.

E-booki dają jednak znacznie większe możliwości, niż tekst + obrazek. Można dodawać video, nagrania audio, interaktywne diagramy i dodatki. Tablety i coraz bardziej zaawansowane e-czytniki powoli przejmują rynek. Ale jeśli w ekosystemie nie pojawi się narzędzie, które umożliwi budowanie zaawansowanych, interaktywnych e-booków, to możliwości nowych narzędzi i potencjał edukacyjny nie zostanie w pełni wykorzystany. Jeśli Kowalski za pomocą graficznego interfejsu będzie mógł zrobić sobie profesjonalnego interaktywnego e-book, to i self-publishing na tym zyska, a i klasyczne wydawnictwa będą mogły zaoszczędzić na kosztach utrzymywania freelancerów czy własnych “konwerterów”.

To kto z was się za to zabiera? Oczywiście, jest to dość ogólny pomysł, który jak zwykle wymaga odpowiedniej analizy. I równie oczywiście, jest to pomysł w stylu “wyprzedzającym” – rynek dziś jeszcze jest mały, ale za kilka lat, kto wie…

Źródło obrazka