Apple

Naiwny, ale piękny. Luck to droga, która Apple TV powinno podążać 

Patryk Koncewicz
3

Szykujcie chusteczki i magiczne grosiki. Nowa animacja od Apple zabierze was w emocjonalną podróż do krainy wiecznego (nie)szczęścia.

O produkcjach dostępnych na Apple TV+ zwykłem wypowiadać się dość ciepło, z uwagi na zupełnie odmienną politykę wydawania filmów i seriali, niż choćby uwielbiany przez Polaków Netflix. Czerwona platforma idzie na ilość i populizm. Baza dostępnych tytułów jest ogromna i rozrasta się z tygodnia na tydzień. Problem polega jednak na tym, że ciężko doszukać się tam faktycznie jakościowych produkcji. W TV+ jest zupełnie inaczej. Filmy i serial dodawane są stosunkowo rzadko, ale jeśli już trafiają na platformę, to można mieć całkiem sporą pewność, że czas z nimi spędzony nie będzie należeć do zmarnowanych.

Do tej pory Apple stawiało raczej na poważne i dojrzałe produkcje dla dorosłego widza, z pewnymi wyjątkami w postaci Snoopiego czy Fistaszków. Treści dla dzieci w TV+ są poprawne, ale swoim rozmachem nie mogły równać się z animacjami Disneya, Pixara czy DreamWorks. Aż do teraz. Apple wpływa na nowe wody z rezolutnym kotem na pokładzie. Debiutujący kilka dni temu Luck, to bowiem pierwsza tak duża animacja na jabłkowej platformie, do której Apple zaprzęgło samego Johna Lassetera, reżysera takich hitów jak Toy Story czy Auta. Czego oczekiwać po tej kooperacji? Cóż, na pewno kanapy pełnej załzawionych chusteczek.

Czarny kot przynosi szczęście

Czy czujecie się pechowcami? Budzik z rana nie zadzwonił, chleb z tostera wyskoczył przypalony, a w drodze na odjeżdżający autobus weszliście w kupę. Brzmi przerażająco, ale tak właśnie wygląda rzeczywistość głównej bohaterki Luck, 18-letniej Sam. Dziewczynę poznajemy w momencie przymusowego opuszczania domu dziecka i obserwujmy pierwsze kroki w dorosłym życiu. Pełnoletność nie jest łatwa, a Sam dodatkowo musi zmagać się z nieustannie prześladującym ją pechem.

Źródło: Apple

Wszystko zmienia się po przypadkowym spotkaniu z czarnym kotem, dzięki któremu Sam wchodzi w posiadanie magicznego grosika. Moneta sprawia, że jej właściciel zyskuje nieograniczone pokłady szczęścia, co dla głównej bohaterki okazuje się wybawieniem. Nie wszystko jest jednak tak proste jak mogłoby się wydawać, a grosik okazuje się źródłem jeszcze większych kłopotów.

Seans dla dużych i małych od weterana animacji

Łut szczęścia – bo taki tytuł nosi polska wersja filmu – opowiada historię o trudach dorastania w domu dziecka. W zasadzie już od pierwszych scen widz dostaje mocnego liścia na otrzeźwienie, uświadamiającego, że animacja od Apple i studia Skydance nie będzie po prostu kolejną bajką o walce dobra ze złem

Od strony wykonawczej filmem zajmował się prawdziwy weteran branży, były wiceprezes Pixar, John Lasseter. Współautor takich produkcji jak Auta czy Dawno temu w trawie zakończył swoją przygodę z Pixarem z uwagi na zarzuty o złe traktowanie pracowników. Luck miał być okazją do nowego otwarcia i odkupienia win. I trzeba przyznać, że od strony technicznej nie ma się do czego przyczepić.

Źródło: Apple

Magiczne przygody gadającego kota i nastoletniej Sam są po prostu piękne. Żywe kolor z dominacją zielonego i charakterystyczna dla Pixara kreska tworzą naprawdę świetne połączenie. W animacji czuć typowy dla TV+ wysokobudżetowy, kinowy klimat, a to przecież tytuł udostępniony w ramach abonamentu. Jednak to nie kwestie wizualne znajdują się na pierwszym miejscu. Luck emocjami stoi — od śmiechu, aż po płacz.

Przyznaje, uroniłem łzę

Nie jestem jakimś szczególnym fanem animacji. Do najnowszych dzieł Disneya czy DreamWorks pochodzę raczej z potrzebą bycia na bieżąco, bez większych oczekiwań. Tak też miało być i tym razem, ale Łut szczęścia okazał się czymś więcej. Zacznijmy od tego, że film z widzem się nie patyczkuje. Prosto z mostu ukazuje smutną rzeczywistość dzieci z domu dziecka, ich emocjonalny rollercoaster powodowany wizytami rodzin zastępczych i dogłębny smutek po odrzuceniu. Ponure realia mieszają się tam jednak z niewymuszonym humorem i sytuacyjnymi żartami, opartymi głównie na bezwzględnym pechu młodej Sam.

Pech to także jeden z niepisanych członków obsady filmy. Stanowi on punkt wyjścia do wątku fabularnego, ale w sprytny sposób obrazuje nieugiętą postawę bohaterki i umiejętności adaptacji w niesprzyjającym środowisku. Zmagania Sam z jednej strony budzą współczucie, z drugiej niemały podziw dla kreatywności w rozwiązywaniu najbardziej beznadziejnych problemów. Nie oznacza to oczywiście, że film jest idealny. Znalazło się też miejsce na kilka niedociągnięć.

Źródło: Apple

Łut szczęścia można podzielić na trzy części: fantastyczny początek, poprawny środek i poruszającą końcówkę. Dlaczego tylko poprawny? Cóż, jakby nie patrzeć, jest to animacja skierowana głównie do najmłodszych odbiorców. Twórcy pozwolili sobie więc na trochę nieścisłości i naiwnych motywów bez konkretnego uzasadnienia. Rozwiązania niektórych wątków są niczym deus ex machina. Pojawiają się znikąd i tłumaczone są magią tak, aby wszystko skończył się pozytywnie. Lwia część filmu rozgrywa się w krainie wiecznego szczęścia zamieszkanej przez mitologiczne istotny, a tuż pod nią znajdują się odmęty wiecznego pecha. Wątek drugiej lokacji został potraktowany nieco po macoszemu i w zasadzie sprzecznie z całym założeniem. Żeby nie było zbyt smutno, pech jest tam w sumie tylko z nazwy, a atmosfera jest równie sielankowa co na powierzchni.

Ostatecznie jednak film okazał się niemałym zaskoczeniem. Luck to pouczająca opowieść o dorastaniu bez rodziny, poszukiwaniu swojej drogi i balansowaniu między szczęściem a pechem. Pełna zabawnych momentów, ale i przygnębiających scen, przy których nie wstyd uronić łzę. Piszę o nim, bo Apple TV+ wciąż jest traktowane w Polsce jako streaming trzeciej kategorii. Dla Luck warto jednak chociaż skorzystać z darmowego okresu próbnego i poświęcić na seans półtorej godziny, nawet jeśli nie masz pod ręką młodego odbiorcy, którym mógłbyś wytłumaczyć oglądanie bajki. Tym bardziej, że film – jako jeden z nielicznych na streamingu od Apple – posiada pełną polską wersję językową.

Obrazek wyróżniający: Apple 

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu