26

Apple ma dosyć kabli? Najnowszy patent na to wskazuje

Z technologii bezprzewodowych korzystamy każdego dnia – używamy słuchawek Bluetooth czy sieci Wi-Fi, jednak aż w takiej skali „bezprzewodowa rewolucja” nie dosięgnęła funkcji ładowania baterii w naszych urządzeniach, jeszcze. Nowo zgłoszony patent przez firmę Apple przedstawia projekt pozwalający na bezprzewodowe ładowanie naszych urządzeń w sposób o jakim moglibyśmy jedynie pomarzyć. Telefon zawsze gotowy do użycia […]

Z technologii bezprzewodowych korzystamy każdego dnia – używamy słuchawek Bluetooth czy sieci Wi-Fi, jednak aż w takiej skali „bezprzewodowa rewolucja” nie dosięgnęła funkcji ładowania baterii w naszych urządzeniach, jeszcze. Nowo zgłoszony patent przez firmę Apple przedstawia projekt pozwalający na bezprzewodowe ładowanie naszych urządzeń w sposób o jakim moglibyśmy jedynie pomarzyć.

Telefon zawsze gotowy do użycia z pełni naładowaną baterią – oto marzenie dzisiejszych posiadaczy „prawdziwych” telefonów komórkowych, czyli smartfonów. Niestety warunek jest jeden – na stałe podłączona do gniazdka stacja dokująca w której umieścimy telefon lub pamięć o podłączeniu kabla do telefonu jak tylko wejdziemy do domu, biura.

Dlatego zaraz po premierze najnowszych Lumii byłem bardzo podekscytowany jedną z ich kluczowych cech – bezprzewodowym ładowaniem. W porównaniu do aktualnego, lecz moim zdaniem archaicznego sposobu ładowania baterii w naszych urządzeniach jest to spory krok naprzód. Co prawda podkładka, poduszka czy jakkolwiek byśmy tego akcesorium nie nazwali, jest niezbędna by móc naładować telefon to i tak jest to bardzo dobry sposób na redukcję ilości wszechobecnych przewodów i maksymalne uproszczenie czynności ładowania telefonu – jedyne co musimy zrobić to umieścić telefon właśnie na wspomnianej podkładce. Ale czy nie może być jeszcze lepiej i wygodniej?

Już jakiś czas temu zastanawiałem się czy możliwe byłoby umożliwienie bezprzewodowego naładowania telefonu, lecz z odległości dalszej niż te kilka zazwyczaj milimetrów, powiedzmy metra. W takim wypadku jedyne co nam pozostaje uczynić to znaleźć się w zasięgu „pola”. Co prawda wniosek patentowy Apple nie udowadnia, że jest to możliwe, lecz potwierdza fakt, że taki projekt jest co najmniej w fazie początkowej.

Jest to oczywiście nadal ładowanie indukcyjne, lecz niesamowicie będę kibicował tej inicjatywie. Jak widać na powyższej grafice zamysł Apple jest prosty aż do bólu – zakłada on wbudowanie zasilania typu NFMR (near-field magnetic resolution) wprost do iMaca, dzięki czemu znajdujące się w jego pobliżu urządzenia jak klawiatura, mysz czy tablet będą nieprzerwanie „podłączone” do źródła zasilania. Oczywiście nie jest to rozwiązanie idealne, bo tej „ładowarki” nie zabieralibyśmy ze sobą. Z drugiej zaś strony wystarczyłoby właśnie mieć ze sobą pojedyncze akcesorium, wyposażone jedynie w tą technologię, by naładować dwa, trzy a być może i więcej urządzeń jednocześnie.

Ostatnimi czasy Apple nie zaskakiwało nas zbyt często, dlatego cała ta karuzela „innowacyjności” zaczęła nieco zwalniać. Taki projekt mógłby okazać się strzałem w dziesiątkę, o ile w ogóle zostanie on opracowany i wprowadzony na rynek. A może konkurencja okaże się szybsza? Tym lepiej.

Źródło: Wired.