Apple

Jak zwykle w świecie Apple - przełomu nie będzie, ale pieniądz - "jeszcze jak!"

Jakub Szczęsny
24

Drugi iPhone SE wcale nie stał się tak dużym sukcesem, jak by sobie tego życzyło Apple. Jednak jak z każdym nowym telefonem głównej linii, z iPhone'em 14 będzie tak, że najpierw wszyscy skrytykują producenta za zachowawczość i brak innowacji. Potem i tak wszyscy pójdą do sklepów po to, aby zakupić nowego iPhone'a. Największa rewolucja odbędzie się i tak dopiero za rok, kiedy prawdopodobnie pożegnamy port USB typu C. Tymczasem Apple już zaczyna liczyć pieniądze, o czym napisał wczoraj Piotr.

Najnowsze dane od Bloomberga, o których pisał Piotr Kurek mówią wprost: Apple nie boi się tego, że użytkownicy będą niezadowoleni z powodu braku innowacji w nadchodzącej "czternastce" i dlatego firma spodziewa się zamówień na poziomie 90 mln egzemplarzy, które mają trafić do nabywców już w pierwszym kwartale. Do końca roku natomiast ma zostać wyprodukowanych aż 220 milionów iPhone'ów nowej generacji. Jest to dla Apple o tym istotne, że tuż po premierze zacznie się okres przedświęteczny, a ten zazwyczaj oznacza żniwa dla każdego liczącego się producenta. Nie bez powodu premiery nowych telefonów głównej linii odbywają się właśnie we wrześniu.

Mimo kryzysu gospodarczego i inflacji, które opanowały cały świat - Apple widocznie uznaje, że jego konsumenci są na tyle lojalni wobec marki, że będą w stanie wydać dokładnie takie same pieniądze (lub nawet i większe, nie zdziwię się jeżeli "czternastka" będzie droższa) za urządzenie, w którym nie ma zbyt wielu innowacji. A już na pewno takich, których nie zaprezentowałby jakiś czas temu jakiś konkurent. No, bo "zatopiony w ekranie notch", który zamiast wielkiego pasa startowego, będzie jawił się na wzór dwóch obszarów wydzielonych dla kamer już nikogo nie grzeje. Ekran always-on? To miała jedna z moich Lumii sprzed lat. Znowu mocniejszy procesor? Lepsze aparaty? Ile tak będziemy się ścigać na specyfikację techniczną i rzecz jasna - gdzie jest granica?

Apple już nie eksperymentuje - nie opłaca im się to. Sprzedadzą wszystko, ludzie to i tak kupią

Wiecie, nie mam nic do urządzeń Apple. Absolutnie - wręcz je lubię. Na tyle, że po latach eksperymentów z Androidem, przekonałem się jeszcze raz do iPhone'a. I niczego nie żałuję. Jednak oczekuję, że z roku na rok te urządzenia będą realnie lepsze - nie jedynie droższe, ładniejsze i jeżeli już lepsze... to głównie w opinii Tima Cooka i jego pracowników. iPhone 14 nie przekona mnie do siebie, jeżeli wszystkie przecieki się potwierdzą i jako jeden z najważniejszych punktów konferencji produktowej będzie... zawsze włączony ekran. Przecież to będzie kompromitacja - jednak to najprawdopodobniej i tak by nie przeszkodziło Apple.

Dlaczego? Bo Apple bazuje na lojalności swoich klientów, którzy nie potrzebują racjonalnych argumentów - ci chcą mieć poczucie, że ponownie wybierają bardzo wyjątkowe urządzenie, które będzie widać z daleka - jeżeli już się pojawi gdzieś w miejskiej dżungli. Nie spodziewam się, że najnowszy iPhone będzie zauważalnie lepszy od tego, co widzieliśmy rok temu. Będzie po prostu nieco inny - a to już wystarczy, żeby osoby kupujące telefony od Apple, po raz kolejny wybrały taki telefon.

Bo dokąd miałyby uciec? Do Samsunga? Po to, żeby opuścić bardzo atrakcyjny, świetnie działający ekosystem? Pamiętajmy o tym, że iPhone to nie tylko telefon komórkowy, ale i jeden z wielu punktów styku między użytkownikiem, a oprogramowaniem / ekosystemem. A te w przypadku Apple... to jak zwykle klasa sama w sobie. I teraz będzie tak samo.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu