81

Apple dostaje właśnie srogą lekcję. Marzenia wielu akcjonariuszy legły w gruzach

Pisałem już o wynikach kwartalnych Google i Microsoftu – obie firmy pozytywnie zaskoczyły analityków oraz inwestorów, co przełożyło się na wzrost kapitalizacji korporacji. Akcjonariusze gigantów z Mountain View i Redmond mają powody do zadowolenia, a wiele znaków na niebie i ziemi wskazuje na to, że w najbliższym czasie ich humory nie popsują się w znacznym […]

Pisałem już o wynikach kwartalnych Google i Microsoftu – obie firmy pozytywnie zaskoczyły analityków oraz inwestorów, co przełożyło się na wzrost kapitalizacji korporacji. Akcjonariusze gigantów z Mountain View i Redmond mają powody do zadowolenia, a wiele znaków na niebie i ziemi wskazuje na to, że w najbliższym czasie ich humory nie popsują się w znacznym stopniu. Tego samego nie mogą być pewni właściciele papierów wartościowych Apple. To, co dzieje się z akcjami firmy z Cupertino doprowadziło już zapewne wielu inwestorów na skraj rozpaczy.

Poprzedni tydzień na giełdzie zakończył się dla Apple dość pesymistycznie – cena jednej akcji spadła do poziomu 390 dolarów. Nadal jest to imponujący wynik, ale na przestrzeni kilku ostatnich kwartałów korporacja przyzwyczajała rynek do dużo wyższych wartości. Wystarczy wspomnieć, że mniej niż 400 dolarów za akcję Apple płacono ostatnio pod koniec 2011 roku. Niektórzy akcjonariusze pewnie już zapomnieli, że w przypadku tej firmy takie liczby są w ogóle możliwe.

Jeszcze we wrześniu ubiegłego roku za jedną akcję płacono 700 dolarów – prawie dwa razy więcej niż obecnie. Kapitalizacja firmy wynosiła wówczas 650 mld dolarów, a część analityków wspominała o parciu na magiczną granicę 1 biliona (powtórzę: BILIONA) dolarów. Brzmiało to kosmicznie i wiele osób dało się chyba uwieść tym kuszącym prognozom. Dzisiaj, gdy kapitalizacja firmy wynosi 366 mld dolarów część akcjonariuszy czuje się oszukana i rwie włosy z głów – taki urok grania na giełdzie.

Przypadek Apple to doskonały przykład tego, jak szybko mogą się zmienić sympatie akcjonariuszy oraz wiara w możliwości danej firmy. Przecież na przestrzeni ostatnich 2-3 kwartałów nie wydarzyło się nic, co mogłoby w poważny sposób wpłynąć na funkcjonowanie giganta z Cupertino. Kwartał temu zaprezentowali dobre wyniki, zapewne podobnie będzie i tym razem. A nawet jeżeli sprzedaż okaże się znacznie niższa niż w poprzednich kwartałach, to trudno doszukiwać się w tym tragedii – do kieszeni Apple nadal trafia lwia część zysków ze sprzedaży komputerów i sprzętu mobilnego. Nawet słaba sprzedaż amerykańskiego producenta będzie poza zasięgiem wielu graczy z tego sektora (o zyskach nawet nie ma co wspominać).

tim-cook

Producent nadal radzi sobie świetnie, ma na kontach górę pieniędzy, fani ich filozofii produktowej raczej nie odwrócą się od korporacji, największy rywal dostał nauczkę za kopiowanie pomysłów (to oczywiście sporna kwestia), media każdego dnia bombardują nas informacjami i plotkami na temat kolejnych produktów Apple (część dotyczy następców już istniejących produktów, część poświęcona jest umieszczaniu w portfolio firmy zupełnie nowego sprzętu). Wszystko wydaje się być pod kontrolą i prezentuje się co najmniej dobrze. Tymczasem wiara w możliwości amerykańskiej legendy cały czas spada.

Trudno stwierdzić, co nagle stało się z zachwytem całej rzeszy analityków, dziennikarzy, blogerów i wszelkiej maści ekspertów, którzy niedawno pchali wagonik z napisem Apple i widzieli go już przy wspomnianym punkcie kontrolnym z napisem bilion dolarów. Zrobiło się zdecydowanie ciszej i raczej nie znajdziemy dzisiaj osoby, która z równie dużym przekonaniem co 3 kwartały temu powie, że giełdowy wzrost Apple trudno będzie zatrzymać. Jest też mało prawdopodobne, że nastroje zmienią się nagle po ogłoszeniu wyników finansowych za poprzedni kwartał. Jeżeli po raporcie nastąpią jakieś gwałtowne ruchy, to będą to raczej spadki.

Czy Apple popełniło ostatnio jakiś kardynalny błąd, za który teraz płaci? Raczej nie – firma po prostu przestała być postrzegana przez znaczną część ludzi jako cudowne dziecko i kura znosząca złote jajka. Ci którzy mieli na niej zarobić już to zrobili i przenieśli się gdzie indziej – może niedługo zacznie się okres zachwytu nad Google i to akcje internetowego giganta zawrócą w głowach inwestorom? Ciężko cokolwiek przewidzieć, ale można się pokusić o pewien wniosek: zawsze trzeba zachować zdrowy rozsądek i umiar. Wiara w to, że cena akcji jednej firmy będzie rosła w nieskończoność i każdy na tym skorzysta kończy się zazwyczaj podobnie. Czyli źle.

Źródła grafik: digitaltrends.com, capital.cl