61

Ap.pl – spór o domenę, czyli Dawid vs Goliat

Temat sporu o domenę ap.pl na Antywebie pojawił się już wcześniej w artykule Maćka. Pisał wtedy o tym, że całą sprawę Apple mogło rozwiązać polubownie, nie nadwyrężając przy tym swojego wizerunku. Sprawa jednak skończyła się w sądzie. Tym razem skupimy się zatem na możliwych rozwiązaniach prawnych. Autorem wpisu jest Adwokat Jakub Orłowski. Już na wstępie […]

Temat sporu o domenę ap.pl na Antywebie pojawił się już wcześniej w artykule Maćka. Pisał wtedy o tym, że całą sprawę Apple mogło rozwiązać polubownie, nie nadwyrężając przy tym swojego wizerunku. Sprawa jednak skończyła się w sądzie. Tym razem skupimy się zatem na możliwych rozwiązaniach prawnych.

Autorem wpisu jest Adwokat Jakub Orłowski.

Już na wstępie trzeba powiedzieć, że w prawie polskim brak jest jakichkolwiek norm prawnych, które jasno wskazywałyby, że doszło do używania znaku towarowego Apple Inc. w adresach internetowych na terytorium Rzeczpospolitej Polski. Posługując się przykładem, jeżeli przedsiębiorca na towarze o kształcie puszki umieści logo o nazwie Coca-Kola i będzie taki produkt oferował do sprzedaży w granicach administracyjnych RP, to z łatwością odpowiemy, że narusza prawa ochronne do renomowanego znaku firmy Coca-Cola Company. Natomiast, gdyśmy zarejestrowali domenę internetową Coca-Kola.pl to, ciężko jest stwierdzić, że ten ciąg zero-jedynkowy, który na język zrozumiały dla ludzi tworzy nazwę Coca-Kola.pl jest użyciem znaku towarowego Coca-Cola.

Na takiej właśnie kanwie powstał spór Apple Inc. z polskim przedsiębiorcą, właścicielem domeny internetowej ap.pl. Ten spór sądowy jest typowym przykładem wykorzystania potężnego aparatu korporacyjnego skierowanego przeciwko zwykłemu, przeciętnemu sprzedawcy. Jest to przykład zastosowania i zaangażowania całkowicie nieproporcjonalnych środków do celu jaki gigant internetowy chce osiągnąć. Pozew w niniejszej sprawie liczy tyle, co przeciętne powieść, bo około 600 stron. Może jest tak, że w ten sposób powód chciał pokazać swoją determinację oraz zniechęcić do podjęcia obrony?

Czy w tej sytuacji Artur Janiszewski jest na całkowicie straconej pozycji? Nie do końca.

Paradoksalnie, główną siłą polskiego przedsiębiorcy jest siła jaka została wykorzystana przeciwko niemu i to właśnie ten fakt – niczym w Aikido – można obrócić przeciw atakującemu.

Zasada “czystych rąk”

W pierwszej kolejności należy wspomnieć o zasadzie “czystych rąk” polegającej na tym, że nie powinno (nie można) czynić zarzutów do kogokolwiek w sytuacji, gdy własne zachowanie może być odbierane jako naruszające pewne reguły postępowania. W tym kontekście należy cofnąć się w czasie i opowiedzieć o historii jednego ze znaków towarowych Apple i tego w jaki sposób został o zarejestrowany. Odmiana jabłek McIntosh czas jakiś temu była bardzo popularna. Jef Raskin, pracując dla Apple, owoce tej odmiany lubił. Zaprojektowany przez siebie komputer nazwał Macintosh. Modyfikacja pisowni marki była wymuszona ochroną znaku towarowego firmy McIntosh. Marka ta należała do firmy, która również zajmowała się produkcją sprzętu elektronicznego. Swoja drogą, firma Cortland będąca reselerem produktów Apple, wykorzystuje nazwę jabłoni Cortland pochodzącej właśnie od odmiany McIntosh.

Oznacza to, że firma z USA dla nazwania jednego ze swoich produktów posłużyła się istniejącą zarezerwowaną nazwą, do której nie miała żadnych praw. Sam znak towarowy Apple jest nazwą powszechną, której używania nikt zakazać nie może, bo tworzyłoby to sytuację bez precedensu.

Domena najwyższego poziomu przedmiotem sporu?

W prawie polskim (ale nie tylko) panuje powszechne przekonanie, że domena najwyższego stopnia (.pl, .com, itp.) nie ma charakteru odróżniającego. Oznacza to tyle, że przy badaniu, czy nazwa danej domeny internetowej może naruszać czyjeś prawa, bierze się pod uwagę tylko i wyłącznie domenę drugiego stopnia. Przykład: Cola.pl badamy i oceniamy nazwę Cola, a nie Cola.pl. Podobnie w tym przypadku: kwestionować można jedynie możliwość wykorzystania słowa “ap” w nazwie domeny.

Co ciekawe, Apple wydaje się doskonale tę zasadę rozumieć. Na stronie internetowej znajdziemy następującą informację:

Domain Names: You may not use an identical or virtually identical Apple trademark as a second level domain name. Not acceptable: “imac.com” , “imacapple.com”, “imac-apple.com”, “podmart.com”

W wolnym tłumaczeniu oznacza to, że zabronione jest identyczne używanie znaku towarowego Apple w domenie drugiego stopnia. Jeden z kluczowych argumentów dla których pozew nie powinien zostać uwzględniony.

A co na to polskie prawo?

W tym procesie Apple Inc. próbuje polskiemu przedsiębiorcy, który od wielu lat prowadzi działalność gospodarczą pod nazwą Art Production zakazać wykonywania działalności w internecie pod adresem ap.pl, gdzie “ap” jest akronimem od nazwy Art Production. Warto w tym miejscu przytoczyć art. 43 § 4 k.c., z którego wynika, że „Przedsiębiorca może posługiwać się skrótem firmy” – w tym przypadku „AP” jest skrótem firmy niezależnie od tego, jak będziemy czytać tez zwrot. Zgodnie z prawem polskim, przedsiębiorca ma również prawo do prowadzenia działalności w internecie, w domenie najwyższego stopnia .pl. W jaki zatem sposób połączenie tych uprawnień może naruszać prawo do znaku towarowego Apple Inc.?

Apple już wcześniej próbowało swych sił na tym polu. Chodzi o sprawę z 2012 roku, w której korporacja z Cupertino domagała się unieważnienia znaku towarowego a.pl. No cóż, w końcu pozwany pod tą domeną prowadzi sprzedaż (m.in.) jabłek.

Piąta władza – korporacje

Trudno wyobrazić sobie sytuację, że jakaś korporacja, jak duża by nie była, będzie mogła decydować o tym, czy na terenie danego kraju, ktoś będzie mógł lub nie używać liter lub słów, wchodzących w skład nazwy znaku towarowego powszechnie znanego. Możliwość posiadania takiego monopolu całkowicie wykracza poza jakiekolwiek dotychczas znane ramy prawne.

Ogranicza i negatywnie wpływa na możliwości twórcze. Przecież nazwa apple (po polsku jabłko) jest nazwą owocu, niczym więcej. Ochrona tego znaku towarowego jest zastrzeżona dla ściśle określonych zdarzeń prawnych i tak należy na nią patrzeć, nie ma ona charakteru absolutnego, o czym chyba zapominają jego właściciele.

Sprowadzając sytuację do absurdu Apple Inc. jako właściciel znaku towarowego Mac.com mógłby pozwać sieć restauracji Macdonald, że ta bezprawnie wykorzystuje jej znak towarowy w powszechnie lubianych kanapkach BigMac. Ten element ograniczania konkurencji i zawłaszczania internetu do swoich partykularnych celów jest bardzo niebezpieczny. Takie działania prowadzą do ujednolicania różnorodnego świata. Wprowadzają szablony zamiast różnorodnych form twórczego wyrazu. A w konsekwencji prowadzą do standaryzacji życia i decydowania o nim przez światowe korporacje.

Równi i równiejsi?

Dodatkowym potwierdzeniem dlaczego również roszczenie to pozbawione jest prawnego uzasadnienia, jest porównanie dotyczące prowadzenia stron internetowych o nazwie w domenie drugiego stopnia „AP” w innych krajach, w domenach najwyższego stopnia, a które to nie mają żadnych związków z firmą Apple i do niej nie należą.

Domena ap.de – związana z motoryzacją

Domena ap.fr – związana z obsługą biznesu

Domena ap.com – związana z dźwiękiem

Są to tylko wybrane przykłady nazw domen internetowych pod którymi przedsiębiorcy z różnych krajów prowadzą swoją działalność gospodarczą. Dlaczego zatem to polski przedsiębiorca ma oddać prawa do swojej domeny, która jest skrótem nazwy jego firmy, skoro nawet w domenie com, a więc na amerykańskim rynku, chyba dużo bardziej atrakcyjnym dla Apple Inc. niż rynek polski, można prowadzić działalność w internecie nie będąc związanym z tą firmą. Osobiście żadnej różnicy nie widzę, nazwy domen w domenie drugiego stopnia są takie same, identyczne.

A może chociaż strony są podobne?

Przechodząc na inne pole rozważań należy jedynie krótko powiedzieć, że odwiedzając strony powoda i pozwanego trudno jest się pomylić i stwierdzić, że strona internetowa prowadzona pod nazwą ap.pl jest w jakikolwiek sposób powiązana z firmą, w tym przypadku z Apple Inc. Szata graficzna, kolorystyka, treści, rozwiązania techniczne, użyte loga, informacje na stronie dla konsumentów, są jak ogień i woda. Na żadnym etapie nie ma nawet teoretycznej możliwości pomyłki, chyba, że była by to osoba niewidoma.

Co prawda, właściciel strony ap.pl informuje m.in., że prowadzi serwis iPhone, iPad, iPod, MacBook, Samsung, Sony, LG, HTC . Niemniej wśród urządzeń od Apple wymieniony został również sprzęt od innych producentów. Po drugie nie ma informacji o tym, że jest to serwis autoryzowany przez Apple. A co z kwestią praw do znaku towarowego Apple w odniesieniu do oferty polskiego przedsiębiorcy? Nawet jeśli nie jesteśmy wyłącznym dystrybutorem towarów danej marki, możemy posługiwać się nazwą producenta w momencie, kiedy jego towary zostały już wprowadzone do obrotu. W momencie zakupu następuje wyczerpanie praw do znaku towarowego. Polska regulacja w zakresie wyczerpania prawa na znak towarowy jest w zasadzie zbieżna z przepisami dotyczącymi wspólnotowego znaku towarowego. Art. 13 rozporządzenia o wspólnotowym znaku towarowym stanowi: „wspólnotowy znak towarowy nie uprawnia właściciela do zakazania jego używania w odniesieniu do towarów, które zostały wprowadzone do obrotu na terytorium Wspólnoty pod tym znakiem towarowym przez właściciela lub za jego zgodą”.

…one last thing

Powodem w sprawie jest Apple Inc. 1 Infinite Loop Cupertino, CA 95014 408-996-1010 właściciel znaku towarowego Apple. Ciekawostką jest to, że kolos internetowy nie ma siedziby, ani oddziału na terenie Polski. Jest to o tyle ważne, że na terytorium naszego kraju działa wyłącznie firma o nazwie: Apple Poland z siedzibą w Warszawie przy ul. Chmielnej 19 nr KRS: 0000266412, której stu procentowym właścicielem jest Apple Inc. Spółka córka Apple nie ma w Polsce żadnego wartościowego majątku, a ze znaków towarowych najprawdopodobniej korzysta na podstawie umowy licencyjnej. Ten zabieg prawno-finansowy ma daleko idące konsekwencje w kwestiach takich jak: płacenie podatków na terytoriom RP, możliwości pozywania Apple Inc. w Polsce. Oznacza to, że polski przedsiębiorca chcąc pozwać Apple Inc. zasadniczo zmuszony jest do wytoczenia powództwa na terenie USA, a więc jest to trochę jak walka z cieniem. Well played…

W podsumowaniu należy powiedzieć, że jest to tylko i wyłącznie fragment możliwej linii obrony przed tego typu działalnością monopolistów. Wtórne przejmowanie nazw domen internetowych jest zjawiskiem powszechnym, z którym właściciel ma możliwość skutecznej obrony. Należy pamiętać, że prawo jest równe dla wszystkich niezależnie od zajmowanej pozycji. Nawet taka dysproporcja pomiędzy stronami sporu nie powoduje automatycznie, że ten mniejszy jest na pozycji straconej.

Autorem wpisu jest Adwokat Jakub Orłowski.

Z wykształcenia prawnik, prowadzący praktykę adwokacką we Wrocławiu. W polu zainteresowań zawodowych znajdują się zagadnienia związane z szeroko rozumianym prawem internetu. Prywatnie miłośnik rajdów samochodowych, wspinaczki i teatru Grotowskiego.

Foto David versus Goliat at present time via Shutterstock.