Recenzja

Zegarek, który uratował mi zdrowie. Oto Amazfit GTR3 Pro

JS
Jakub Szczęsny
16

Umówmy się - każdy inny zegarek, który jest podobnie dokładny do Amazfita GTR3 Pro mógłby zrobić to samo. Ale jednak ten był pierwszy, trafił na dobry okres i tym samym - w moim technologicznym serduszku ma swoje specjalne miejsce. Elegancki, choć nienachalny. Czytelny, aczkolwiek nie nazbyt angażujący. Funkcjonalny, ale nie bez kompromisów. Amazfit GTR3 Pro jest pełen czasami przyjemnych, a czasami tych mniej przyjemnych sprzeczności.

Amazfit pozycjonuje się jako markę budżetową, ale po GTR3 Pro budżetowości nie widać na pierwszy rzut oka. Na pierwszym planie znajduje się wyświetlacz o przekątnej (właściwie, to średnicy) 1,45 cala, 480 × 480 pikseli. Jest to AMOLED z 331 PPI, i powłoką oleofobową. Coś w tym jest, bo ekran nie "palcuje" się mimo mazania po nim nie najczyściejszym paluchem. A tak przecież bywa - nie myjemy rąk przed każdym użyciem smartwatcha. To nie era komputerów z lat dziewięćdziesiątych oraz nakładek na klawiatury. Pasek o szerokości 22 mm wykonany z silikonu (nie, to nie skóra) szybko się odkształca i zaskakująco szybko łapie wszelkie zanieczyszczenia. Mimo wszystko, na ręce leży pewnie i nie męczy skóry - pozwala jej całkiem nieźle oddychać. Po gumowym pasku z Mi Banda 6 lepszy byłby nawet okrętowy sznur.

Jakież to moduły łączności zawitały do tego smart-zegarka? Otóż, mamy tutaj: Wi-Fi, Bluetooth 5.0, GPS, GLONASS, Galileo, BDS i QZSS. Jest więc interfejs łączący telefon z zegarkiem, jest możliwość pozyskiwania danych o lokalizacji z przeróżnych satelitów. Ale... po jasną cholerę komu w smartwatchu jest WiFi? Bluetooth, nawet w wersji 5.0 jest kompletnie słaby jak chodzi o transfer plików oraz stabilność takiego połączenia. Gdy chodzi o aktualizację oprogramowania - nie ma mowy o kompromisach. Ma być szybko i bezbłędnie. Moduł WiFi służy do tego i tylko do tego. Cóż, niezbyt mnie to boli.

Warto poświęcić nieco uwagi na sensor BioTracker PPG 3.0. Zegarek ma do dyspozycji 6 fotodiod i 2 diody LED - jest to sukcesor BioTrackera od Huami. Możliwe jest tutaj monitorowanie pulsu, a także nasycenia tlenem krwi, a także ocena częstotliwości oddechu, a także coś tak słabo uchwytnego jak poziom stresu. Wszystko pomiary, BioTracker PPG 3.0 może robić w jednym czasie. Natomiast zebranie wszystkich wyników w idealnych warunkach zajmie maksymalnie 45 sekund. Poza tym, w zegarku znajdziemy takie udogodnienia jak akcelerometr, barometr, czujnik światła, czujnik temperatury i żyroskop: zespół tych wszystkich sensorów bezpośrednio odpowiada automatyczne wykrywanie treningów, pomiar ilości kroków, przejechanego / przebiegniętego dystansu, zmiany wysokości i wielu, wielu innych.

Akumulator o pojemności 450 mAh nie jest najmniejszy, ale czuję leciutki niedosyt. Ja ustawiłem sobie odczyt SpO2 co 10 minut, jeżeli jest taka możliwość (należy wtedy się nie ruszać). To jednak pożera baterię. Producent podaje, że zegarek wytrzyma do 12 dni w trybie zwykłym, do 30 dni w trybie oszczędzania energii i do 35 godzin z GPS. Chcesz z nim popływać? W takim razie musisz wiedzieć, że da sobie radę do 5 ATM. Głośnik i mikrofon to rzadcy bywalcy w kręgu zegarków z tej półki cenowej - ale warto to odnotować. Dziwne jest to, że nie da się dźwięku powiadomienia / dzwonka, gdy nadchodzi połączenie. Ale okej, może to się kiedyś zmieni dzięki aktualizacji.

Nosi się fajnie, czyta się okej, ale obsługuje...

Czasami średnio. Obraz jest ostry jak żyletka, ale to zasługa AMOLED-a z wysokim współczynnikiem punktów na cal. Ludzkie oko po prostu polubi ten ekranik. Możesz ustawić sobie ciekawą tarczę zegarka, ale za jasną cholerę (poza jedną, predefiniowaną - z możliwością ustawienia własnych danych na tarczy) nie mogłem wyszukać takiej, która na bieżąco pokazuje SpO2. Rozumiem, ten pomiar odbywa się w momencie, gdy człowiek nie rusza dłonią na wszystkie strony. Ale i tak by mi się to przydało. Po prostu chciałbym wiedzieć i tyle. Różne style tarcz pozwolą Ci imitować stylowy, klasyczny zegarek ze wskazówkami oraz futurystyczną maszynę, która pasowałaby i do Sokoła Millenium.

Czytanie nadchodzących powiadomień (zegarek nieźle dogaduje się i z iOS i z Androidem!) jest bezproblemowe. Ekran na to doskonale pozwala - wystarczy ruch ręką, by wyświetlić to co nas interesuje. Noszenie zegarka, dzięki silikonowemu paskowi jest bardzo przyjemne. Gumowy Mi Band powodował, że moja skóra protestowała. Wiecie, alergie i te sprawy. No, po prostu "nydyrydy". Tutaj jest inaczej.

Nawigacja odbywa się albo dotykowo, albo za pomocą dwóch przycisków na prawym boku - z czego jeden "robi" za pokrętło. Jest ono jednak na tyle "przeczulone", że trudno nim utrafić to, co nas interesuje. Więc tak zupełnie szczerze - nie jest to metoda obsługi zegarka, którą polubicie. Wolę po prostu mazać palcem po oleofobowym ekranie. Ale i to czasami jest trudne, bo... zegarek potrafi zareagować z opóźnieniem. Tak, interfejs Zepp OS od Huami (Amazfit) jest w stanie się "przyciąć", a nawet i doprowadzić do restartu zegarka. To już jest jedna z istotniejszych wad tego urządzenia i szczerze, nie życzyłbym sobie tego w smartwatchu, który w tym momencie kosztuje osiem stówek.

Zepp OS momentami jest też źle przetłumaczony: podobnie jest z aplikacją mobilną dla Androida i iOS. Wygląda to jak tłumaczenie maszynowe, przepuszczone przez Google Translate lub DeepL. No, tak średnio - tutaj bym powiedział. Jest jednak coś, co GTR3 Pro robi naprawdę dobrze.

On mierzy, liczy, określa...

Mierzenie snu działa "tak sobie" - czasami dobrze wykryje moment zaśnięcia, a nierzadko przestrzeli o pół godziny. Bywa tak, że kręcenie się w łóżku potraktuje jako zaśnięcie i wybudzenie się. Jest w stanie również przedwcześnie zaraportować wstanie z łóżka i tak oto okazuje się, że mój sen był niewystarczająco długi - bo algorytm się pomylił.

Ciekawie jednak robi się, gdy mówimy o sensorze pulsu oraz SpO2. Jak napisałem w innym tekście na Antywebie, Amazfit GTR3 Pro myli się o około 2 procent w górę lub dół, jak chodzi o natlenowanie krwi. Robi się gorzej, gdy saturacja spada poniżej 90 - wtedy margines błędu może się zwiększyć. Puls? Granica błędu to około 4 uderzenia na minutę w górę lub w dół. Na podstawie wzorców szybkości przejścia z powolnego na szybkie bicie serca - Amazfit GTR3 Pro mierzy stres. Zegarek cały czas sądzi, że jestem spokojny jak trusia - mimo tego, że tuż po spotkaniu online w biurze pierdyknąłem słuchawkami obok laptopa i rzuciłem paroma niecenzuralnymi wyrazami pod nosem. A może ja serio nie jestem zestresowany, jestem po prostu oazą spokoju?

Amazfit GTR3 Pro nie mierzy kroków podczas pisania. To wyczyn, bo Mi Band 3 potrafił to uczynić, czym rozbawiał moich kolegów w biurze (jeszcze przed COVID-em, ha!). Wystarczyło godzinę popisać i 1/3 celu z 10 000 kroków została zrobiona. Nic prostszego. Tutaj tak nie ma i co więcej: GTR3 Pro umie wykrywać samodzielnie trening. Jedziesz rowerem? Trening uruchomi się samoczynnie. Wybrałeś się na spacer? To samo. Czasami jest to niestety zbyt czułe i cóż... okazuje się, że w trakcie bujania się na huśtawce, zegarek sądzi że chcemy potrenować na rowerze stacjonarnym. Brawo!

W trybie automatycznego wykrywania treningu zdarza się ponadto, że zegarek jest w stanie samodzielnie zakończyć trening "bo tak". Wyciskasz siódme poty z siebie, ale Amazfit GTR3 Pro uznaje, że to już koniec i nie ma już nic. W aplikacji nie znajdziesz całości swojego treningu, a po wszystkim pozostają Ci tylko rzewne łzy. Bo przecież trenuje się dla cyferek w aplikacji, prawda? Czy nieprawda?

To zegarek dla casualowych użytkowników sprzętów ubieralnych

O, takich jak ja. Nie biegam, czasami jeżdżę na elektrycznym rowerze, nie oczekuję cudów. Ale Amazfit GTR3 Pro urzekł mnie sobą jeden, bardzo ważny raz. Notorycznie ostrzegał mnie przed utrzymującym się niskim SpO2. Okazało się, że nie bezpodstawnie: z powodu zaostrzenia astmy pojawiały się desaturacje, które okazały się uciążliwe dla mojego zdrowia. To dzięki temu urządzeniu ostatecznie poszedłem do lekarza, zmieniłem leki i voila - znowu oddycham jak człowiek. Ku nieuciesze niektórych użytkowników - he, he, he. Nigdzie się nie wybieram, a Antyweb nie przybierze czarno-białych barw z powodu żałoby. Niedoczekanie.

Z baterią w tym zegarku jest tak - jeżeli ma pokazywać jedynie godzinę i raz na jakiś czas coś zmierzyć - może i wytrzyma tydzień. U mnie przy multum powiadomień, pomiarach co 10 minut i ekranie w trybie Always On (sama godzina wyświetla się wtedy non-stop), daje radę przez trzy dni. I tak nieźle, bo niektórzy Apple Watche ładują codziennie.

Czy polecam? A dlaczego nie?

To bardzo przyjemne urządzenie, jedno z bardziej satysfakcjonujących jakie testowałem w ostatnim czasie. Jeżeli macie w rękach 8 stówek, chcecie je wydać naprawdę nieźle i podoba się Wam styl Amazfit GTR3 Pro (jest wersja ze srebrnym paskiem - IMO lepsza), będziecie zadowoleni. Niech tylko poprawiony zostanie interfejs aplikacji i samego zegarka, bo niektóre potworki rażą w oczy. Wtedy już będzie zupełnie "miodzio". I niech poprawi się też stabilność oraz szybkość Zepp OS: na razie za to dałbym ocenę równą 4 / 6.

Ale mnie się podoba.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu