Polska

Nie sądziłem, że tyle pożyje. Albicla - jak tam jest po roku?

JS
Jakub Szczęsny
56

Albicla trafiła na bardzo ciekawy okres - polski serwis społecznościowy otworzony pod koniec stycznia 2021 uderzał w autorytarne - zdaniem twórców - zachowania socialowych gigantów. Usunięcie z Twittera Donalda Trumpa, które miało miejsce 8 stycznia 2021 roku dla jednych było szokiem, a dla innych - dniem zwycięstwa. Na "antycenzorskiej" postawie Albicla mogłaby zyskać, gdyby tylko jej otwarcie nie wiązało się z konkretnym skandalem.

W opinii osób, które pod koniec stycznia obserwowały start serwisu Albicla, skandaliczne bowiem było to, w jakim stanie otwarto projekt. Pierwsze godziny upłynęły na wyrazach niezadowolenia osób, które chciały założyć tam konto - okazało się bowiem, że linki aktywacyjne nie przychodziły na skrzynki mailowe. Co się stało? Zainteresowanie internautów było tak duże, że zwyczajnie serwery nie były w stanie obsłużyć tak ogromnej ilości żądań. Co gorsza, z Albicla przez pewien czas mogła wyjść tylko określona górnym limitem ilość maili z linkami aktywacyjnymi. Zdecydowanie, Pan Sakiewicz oraz jego serwis nie byli gotowi na tak ogromną uwagę społeczności skupionej wokół Internetu.

Jednak dziwne jest to, że nie wzięto tego pod uwagę - Albicla była bardzo mocno "pompowana", szczególnie w mediach z prawej strony bitwy ideologicznej. Gazeta Polska, Kluby Gazety Polskiej, media kojarzone z braćmi Karnowskimi chętnie wspominały o Albicla. Aktywny w mediach społecznościowych Tomasz Sakiewicz wielokrotnie wspominał o swoim najnowszym projekcie mówiąc wprost: to odpowiedź na rosnące zapędy cenzorskie big techowych social mediów. Otwarcie serwisu ujawniło niestety sporej skali partactwo: poza niedoróbkami po stronie infrastruktury, zauważono że hasło może mieć nieograniczoną długość (może być nim bez problemu np. "Pan Tadeusz", bo dlaczego nie?). Na jeden adres e-mail można było założyć wiele kont, a ustawienie loginu "logout" powodowało, że ktokolwiek kliknął na naszą nazwę użytkownika... był wylogowywany. Prawdziwa magia, prawda?

Straszliwe błędy twórców serwisu oraz niezrozumienie dla tego, jak powinno się prowadzić i nadzorować projekty tego typu zaowocowały kuriozalnymi sytuacjami. Gdy już sytuacja Albicla nieco się "ustabilizowała", odkryto że większość kont to przede wszystkim wariacje na temat osoby św. Jana Pawła II (stąd początkowe fazy działania Albicla można było liczyć w specjalnej jednostce: papagodzinie (ilość zakładanych kont papieża / godzinę)), przeważnie obraźliwe. Było też mnóstwo kont rzekomo należących do celebrytów oraz dużych ośrodków mediowych. Niejasny był również mechanizm przyznawania statusów kont zweryfikowanych i niektórym osobom udawało się je uzyskiwać w sposób niezgodny z regulaminem. Co do regulaminu - pojawiały się zarzuty, wedle których Albicla miała przekopiować jego brzmienie od Facebooka oraz Wirtualnej Polski.

Albiclę uznano za stronę niebezpieczną. Kto by pomyślał?

Były to jednak luki bezpieczeństwa konkretnego kalibru. Niebezpiecznik oraz Zaufana Trzecia Strona informowały o przypadkach, które pozwalały na ściągnięcie z infrastruktury polskiego medium społecznościowego bazę lub podejrzeć kod źródłowy Albikli. Doszło nawet do tego, że Niebezpiecznik wysłał w świat jednoznaczny komunikat - od Albicla należy trzymać się z daleka.

Oczywiście z tygodnia na tydzień sytuacja się poprawiała. Serwis otrzymywał zapowiadane funkcje oraz po prostu działał i wyglądał coraz lepiej. Jednak poprawa jakości projektu nie szła w parze za coraz wyższym zainteresowaniem ze strony użytkowników. Widać było trend, wedle którego jeżeli ktokolwiek wchodzi na Albicla, robi to po prostu "dla beki" lub dla przeprowadzenia mniej lub bardziej śmiesznego trollingu. Serwis Tomasza Sakiewicza jednak najbardziej strollował sam siebie, co stało się w momencie gdy zauważono niezasłużone bany. A przypomnijmy, Albicla miała być odpowiedzią na cenzorskie zapędy tuzów social mediowego świata. Według twórców platformy niedopuszczalnym ma być fakt, iż rozdaje się użytkownikom bany z powodów czysto ideologicznych.

Kilka dni po otwarciu serwisu Albicla, zauważyłem że moje konto oraz konto Grzegorza Marczaka prezentowane jest tak, jak inne usunięte przed moderatorów. Nie pamiętałem, bym naruszył którykolwiek z punktów regulaminu, Grzegorz też zachowywał się tam zgodnie z przyjętymi zasadami. Wyszło na to, że "nagrodzono" nas w ten sposób za krytykę poza Albicla - tak, jakby publikacje na Antyweb wystarczyły do tego, by nas zbanować. Jak bardzo to jest kuriozalne - raczej nie muszę tłumaczyć. Tym bardziej, że Albicla reklamowano jako miejsce, na którym nie będzie ideologicznych banów. W sumie, to trochę zagalopowano się z retoryką - w pewnym momencie niektórzy uwierzyli, że banów tam nie będzie w ogóle.

W lutym 2021 świętowano 50 tys. użytkowników serwisu Albicla. Licznik na stronie głównej serwisu pokazuje...

80 tysięcy użytkowników. Pierwsze "tysiące" pękały co i rusz, bo zainteresowanie serwisowi Tomasza Sakiewicza generowała po prostu beka. W czerwcu zeszłego roku przekroczono 74 tysiące użytkowników. Obecnie, licznik zatrzymał się na "80k" i trudno ocenić, kiedy drgnie ponownie. Sądząc po tym, co w ogóle można znaleźć na Albicla, trudno mi znaleźć jakikolwiek inny poza "dumą" powód funkcjonowania tego serwisu. Nikt nie wykonał analiz biznesowych, nikt nie potraktował tego projektu jak propozycję, która ma sobie radzić w typowych warunkach wolnego rynku. Ktoś miał kaprys, by stworzyć Albicla i po prostu powołał serwis do życia.

Koszmarnie niskie przyrosty kolejnych użytkowników najpewniej mają związek z tym, że w Albicla nie dzieje się nic szczególnego. Z działających w Polsce mediów, które otworzyły tam swoje konta, działają tam głównie te od Tomasza Sakiewicza i braci Karnowskich. Nawet PAP ostatnio publikował tam miesiące temu. Działa tam już naprawdę niewielu z przedstawicieli tzw. "prawej strony" mediów. Nikt nie chce marnować czasu na coś, co nie jest perspektywiczne. Nic więc dziwnego, że wydawcy - po krótkim okresie zainteresowania platformą, dali sobie z nią spokój.

Tym samym, wchodząc na Albicla, ma się wrażenie pobytu na pustyni. Niewiele się tam dzieje, niewiele tam można robić, poza oczywiście konsumowaniem treści. I to jeszcze nie od każdego - jak słusznie prognozowałem ja oraz inni twórcy w Internecie, Albicla stała się serwisem konkretnej bańki informacyjnej. W umowny sposób z tego serwisu skorzystają głównie osoby, które raczej rzadko czytają Gazetę Wyborczą, a także z obrzydzeniem spoglądają na TVN. I to też nie zawsze - w dalszym ciągu, ze względu na symboliczną aktywność ośrodków mediowych na Albicla, trzeba mieć sporo cierpliwości i wiary.

Może i większość problemów technicznych naprawiono. Ale to nic nie znaczy przy położonym potencjale tej platformy. Na początku okazała się ona nośnikiem beki oraz partactwa (oraz hipokryzji) - potem trudno już było budować wizerunek na realnie przydatnych funkcjach, prawdziwych sukcesach. Sądzę, że nawet osoby z grona fanów Gazety Polskiej wkrótce zauważyły, że Albicla nie kojarzy się dobrze. A zdecydowanie wygodniej jest po prostu na Twitterze oraz na Facebooku - jakkolwiek złe one się nie wydają, razem ze swoją cenzurą. Tomasz Sakiewicz, który ostatnio reklamował Albicla, w związku z banem dla Konfederacji wyglądał trochę tak, jakby urwał się z choinki w innej rzeczywistości. Tak inteligentny facet powinien mieć świadomość, że jego projekt przez niedoróbki okazał się komediowym kapiszonem.

A szkoda, bo można było to zrobić lepiej i pokazać, że istnieje jakaś alternatywa. Wyszło na to, że aspiracje można mieć ogromne, ale w parze z tym powinny iść umiejętności i pomysł. Wszystkiego zabrakło.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu