17

Aktualizacje Windowsa tylko raz do roku. Wolniejszy rozwój w zamian za lepsze testowanie?

aktualizacje windowsa
Aktualizacje Windowsa psują nie tylko krew użytkowników, ale też i PR Microsoftu. Dlatego firma postanowiła w końcu coś z nimi zrobić.

Muszę przyznać, że kiedy pięć lat temu przesiadałem się na Windowsa 10, byłem wielkim fanem rozwiązania, które chciał wdrożyć Microsoft. Nawet ze wszystkimi jego wadami, uważam, że rozwój systemu operacyjnego w formie aktualizacji jest lepszym rozwiązaniem niż konieczność kupowania co kilka lat nowego oprogramowania. Oczywiście, Microsoft nie mógł przewidzieć, że o ile sam system okazał się sukcesem i Windows 10 pomimo swoich wad jest raczej lubianym produktem, o tyle system aktualizacji wybuchnie korporacji w twarz. Bo nie można inaczej nazwać tego, że wraz z każdą kolejną łatką (nie tylko tą dużą, półroczną, ale też i mniejszymi) Microsoft funduje sobie kryzys PR. Teraz jednak firma wydaje się w końcu rozprawiać z tym, co jest ich największą bolączką – testowaniem.

Aktualizacje Windowsa co 365 dni – rozwój systemu zwolni?

Obecna sytuacja nie wygląda dobrze. Kwietniowa aktualizacja, która na komputer dotarła w sierpniu i miała być dostosowana do konfiguracji, wciąż sprawiła, że cały system koncertowo się wysypał. Sam już drugi raz musiałem spędzić parę godzin by wymyślić, jak po aktualizacji do 2004 zmusić komputer moich rodziców do tego, by zrozumiał, że podpinam do niego drukarkę i bardzo chciałbym, żeby ją wykrył. Jak widać, pół roku testów to za mało, by wykryć podstawowe błędy, dlatego, jak donosi WindowsLatest, Microsoft przymierza się do tego, by dać sobie więcej czasu na przygotowanie aktualizacji. Następna w kolejce, o nazwie 20H2 (czyli druga połowa 2020 roku) ma być identyczna, jak już obecna 20H1. Oznacza to tyle, że Microsoft przeskakuje pół roku, prawdopodobnie po to, by dopracować kolejną wersję systemu.

aktualizacje windowsa

Jednak taka strategia rodzi wiele pytań. Przede wszystkim, coroczne aktualizacje oznaczają, że do systemu będzie dodawanych znacznie mniej funkcji, a więc jego rozwój zwolni. Po drugie – nie jest powiedziane, że to właśnie wydłużony okres testów jest tym, co zapewni aktualizacjom niezawodność. Wszak zmiany nazewnictwa kolejnych kręgów aktualizacji nie zmieniają podstawowego faktu – duża część testów odbywa się przez maszyny wirtualne w obawie o stabilność, a Microsoft w dalszym ciągu opiera się na feedbacku, którego użytkownicy wcale nie muszą mu dawać. Może więc być tak, że pomimo tak radykalnej decyzji, Windows 21H1 wcale nie okaże się najlepszą inkarnacją systemu z dotychczasowych.

Chociaż przyznam, że bardzo chciałbym, żeby był.