27

Nie szukaj chorób w Google – jest coś lepszego. Oto Ada

Leczenie się z Google jest... bardzo ryzykowne. I niezwykle czasochłonne. I nie mówię tu wcale o takich "duperelowatych" przypadłościach jak refluks, który swoją drogą niemal codziennie mi przeszkadza, ale raczej nie wydaje mi się, żeby miał mnie za chwilę wysłać na tamten świat. Wiem natomiast, że gdybym leciał z każdą, choćby najmniejszą przypadłością do "dra Google", do cmentarza zbliżyłbym się pewnie o kilka siwych włosów.

Uspokoję Was. Mimo starzejących się społeczeństw większość z Was pożyje długo – o ile nie zdecyduje się w przypływie geniuszu skoczyć na główkę w nieodpowiednim miejscu, zamknąć samochodowy licznik w miejscu raczej do tego nieprzeznaczonym lub zrobić cokolwiek innego – głupiego. Są jeszcze nieszczęśliwe wypadki – warto o nich wspominać. Ale w idealnych warunkach najpewniej będziecie żyć długo i do późnej starości: jeszcze przez bardzo, bardzo długo zawstydzając co młodszych przy stole swoją tolerancją na niesamowite ilości wody gadającej.

Do czego piję: medycyna rozwinęła się tak mocno, że te przypadłości, które zabijały nas jeszcze niecały tuzin dekad temu – dzisiaj są absolutnie „zwykłe” i leczy się je krótko i skutecznie. Wydłużyliśmy sobie oczekiwaną długość życia i w pewnych specjalnościach medycznych lekarze są zgodni: płacimy za to pewną cenę. Czym dłużej żyjemy, tym łatwiej o np. choroby neurodegeneracyjne, które w dalszym ciągu dla niektórych lekarzy stanowią ogromne trudności diagnostyczne. Co więcej – jako że same w sobie powodują spore trudności diagnostyczne, łatwo jest pomylić je z innymi przypadłościami. Oczywiście – aplikacja nie będzie idealnym miejscem do diagnozowania się i zawsze lepiej jest robić to z możliwie jak najlepszym lekarzem (mówię to z premedytacją, bo w Polsce leczą lekarze i Lekarze). Co jednak w sytuacji, gdy pacjent jest ciekawy i chce sprawdzić, czy jego objawy mieszczą się w granicach normy? A może to już czas, żeby skontaktować się z zaprzyjaźnionym kamieniarzem / grabarzem?

Ada. Oto dlaczego już nie potrzebujesz Google w procesie „samodiagnozowania”

Poszukiwanie odpowiedzi na pytania o konkretne symptomy powoduje sytuację, w której nie dostrzegamy związków między innymi istotnymi zmiennymi. Ada – będąc czymś w rodzaju „asystenta” do spraw chorób wypyta nas o wszystko. Oczywiście, część symptomów należy jej podać samodzielnie – w niejasnych sytuacjach zapyta o więcej szczegółów: na przykład która część brzucha boli? W razie problemów ze stolcem, zapyta o ich kolor i konsystencję. W sprawach niejasnych na końcu diagnozowania zapyta o jeszcze kilka informacji – tak, aby ostateczna „diagnoza” była możliwie jak najtrafniejsza.

I okazuje się, że w przypadku nawet bardzo trudnych chorób Ada radzi sobie całkiem nieźle. Czy chodzi o rzadkie neurodegeneracje, czy też o nieco częstsze jednostki chorobowe – jest w miarę bezbłędna, zawsze jednak prosi o skontaktowanie się z lekarzem i podaje kilka możliwych przyczyn nieprawidłowych stanów rzeczy. Ale oczywiście, jej wskazania należy brać z odpowiednim dystansem: najlepiej jest w sytuacjach wątpliwych wybrać się do specjalisty, który zleci znacznie szersze badania i zapewne zada dokładnie te same pytania, które znajdziecie w Ada. Ale, swoje obserwacje podeprze także wynikami badań, które w toku diagnozowania choroby są nieodzowne i stanowią niezwykle istotny element procesu rozpoznawania przypadłości.