11

Abonament albo płyta. Cyfrowa wersja to dla mnie ostateczność

Zgodzę się ze stwierdzeniem, że jeśli chodzi o kulturę i multimedia to mamy okazję żyć w bardzo wygodnych i bogatych czasach. Nie zawsze jednak nowoczesne rozwiązania niosą za sobą dobre zmiany.

Streaming czy wypożyczanie/kupowanie?

Lubię i korzystam z każdego rodzaju dystrybucji gier, muzyki, książek oraz filmów. W zależności od tytułu, rodzaju premiery i ewentualnej specyfiki dzieła dobieram najlepszy sposób konsumpcji. Niektóre książki po prostu chciałbym posiadać w papierowym, klasycznym wydaniu ze względu na charakterystykę wydania, zaś inne między innymi z powodu komfortu czytania wybieram w wydaniu cyfrowym, jako ebooki. W ostatnim czasie coraz więcej czytam też dzięki abonamentom i aplikacjom na czytniki, gdzie w ramach ceny jednego tytułu mogę bez konsekwencji przebierać pomiędzy dziesiątkami książek. Zaczyna to przypominać rynek muzyczny i filmowy, gdzie serwisy streamingowe cieszą się coraz większą popularnością, więc nie będę zdziwiony, gdy w następnych latach takie rozwiązania będą wybierane przez klientów coraz częściej.

Polecamy: HBO usuwając „Przeminęło z wiatrem” przekonało mnie do kupowania Blu-ray

Niestety, w przypadku muzyki, filmów i seriali, sytuacja pod pewnymi względami zaczyna robić się, delikatnie mówiąc, nieciekawa. Co prawda muzyczne treści na wyłączność nie prześladują już tak tego rynku jak wcześniej, ale mam wrażenie, że widmo exclusive’ów wciąż wisi nad muzycznym streamingiem. Kontekst filmów i seriali online jest mi jeszcze bliższy ze względu na same treści, a także jakość w jakiej są dystrybuowane, a ostatnie wydarzenia jeszcze dobitniej pokazują, że w niektórych sytuacjach jedynym właściwym wyjściem jest wyposażenie się w fizyczną kopię filmu lub serialu, jeśli to tylko możliwe.

Wersje cyfrowe? Zapłacę za jedno, a podmienią mi na drugie

Tytuł tego felietonu mówi, że najczęściej wybieram pomiędzy abonamentem i płytą, a w kontekście filmów wynika to z najprostszego faktu redukcji szans utraty czegokolwiek. W przypadku filmu posiadanego na płycie nie ryzykujemy praktycznie niczym, chyba że nieodpowiednio będziemy traktować nośnik, który po uszkodzeniu do niczego nie będzie się nadawał. Nikt nie pogorszy nam jednak jakości obrazu i dźwięku filmu (a na płycie otrzymuje możliwie najlepszą), nie będą edytowane żadne techniczne aspekty produkcji (np. format obrazu i proporcje boków), a co więcej zawartość tytułu nie będzie w ogóle zmieniona. Nie zostaną też usunięte ani ocenzurowane żadne sceny czy odcinki serialu.

Jeśli chodzi o dostęp do cyfrowych wydań – tych w ramach abonamentu czy zakupu – sytuacja jest o tyle prosta, że po inwestycji w treści cyfrowe dysponujemy coraz mniejszą kontrolą nad tym, jak te treści są nam serwowane. O ile od pewnego momentu filmu z iTunes (Apple TV) były dostępne do pobrania w maksymalnej dostępnej jakości (i nadal je można pobierać w 1080p), o tyle w przypadku 4K już takiej opcji nie przewidziano i nawet po zakupie filmu jesteśmy zdani na łaskę (nie)zawodności serwerów usługodawcy, dostawcy Internetu, a także naszego urządzenia odtwarzające.

Taką samą praktykę stosują inne sklepy i wypożyczalnie, gdzie zakup nie wiąże się z uzyskaniem pliku, który można pobrać i bezpiecznie zarchiwizować. To zostawia, niestety, pole do manipulacji przy materiałach, które co prawda mogą doczekać się poprawy na lepszą wersję (np. darmowy upgrade z 1080p do 4K w Apple TV), ale nie jest wykluczone, że w ich miejsce pojawi się nieodpowiadające nam wydanie.

Albo stracę dostęp w ogóle

Nie jest to co prawda regułą i na szczęście są to jeszcze pojedyncze przypadki, ale zdarza się, że sklepy online są zamykane i ze względu na brak planów dalszej działalności klienci pozbawiani są możliwości dostępu do opłaconych treści w ramach serwisu online. Poprzedzające takie kroki powiadomienia przypominają o potrzebie pobrania zakupionych treści, ale przecież wcześniej wmawiano nam, że nie musimy się bać o kopie zapasowe, bo będą one dostępne i bezpieczne na naszym koncie…

Zobacz też: Niewygodne i drogie, ale nikt mi ich nie zabierze ani nie ograniczy.  Wybieram płyty

Z dwojga złego stawiam więc na abonament, gdzie rzeczywiście po zaprzestaniu opłacania abonamentu zostanę z niczym, ale w trakcie trwającej subskrypcji mogę do woli korzystać z oferowanych mi treści. Jak wspomniałem, ostatnie miesiące dobitnie pokazały, że usługi online są podatne na przeróżne, często nieprzewidywalne czynniki, a wtedy nasz plan na idealny wieczór z filmem czy grą (której nie można będzie pobrać czy zaktualizować) legną w gruzach. Świat się wtedy nie kończy, ale wyjmując pieniądze z portfela warto się czasem dwa razy zastanowić, czy wybierany przez nas format albumu, gry, książki czy filmu jest najlepszym z możliwych.