115

HBO usuwając „Przeminęło z wiatrem” przekonało mnie do kupowania Blu-ray

Protesty które wybuchły po morderstwie George Floyda, szybko przerodziły się w festiwal hipokryzji. Zamiast wywołać refleksję i dyskusję, rozpoczęła się wojna sekt na głupie symbole. Na fali tych wydarzeń HBO usunęło pod zarzutem rasizmu "Przeminęło z wiatrem”. Film powróci do serwisu, tyle że z dodatkowym komentarzem, więc ostateczną ocenę tego, jak bardzo głupi to ruch, będzie można wydać dopiero za jakiś czas. Jednak już dziś wiadomo jedno, ulubione filmy, książki i muzykę lepiej posiadać na własność, streamingowe serwisy VOD są zbyt podatne na naciski politycznej poprawności i głupiego PR.

Rób backupy

Firmy zajmujące się bezpieczeństwem danych jako pierwsze przykazanie technologiczne radzą „Rób backupy”. Patrząc na to, co się ostatnio wyprawia na świecie, chyba trzeba zacząć traktować tę radę znacznie szerzej. Produkty kultury i sztuki, takie jak filmy, książki czy muzykę warto kolekcjonować w formie, zapewniającej niezależny od innych dostęp. Film na Blu-ray, muzyka na CD lub winylu, książka na papierze, ewentualnie ich cyfrowe kopie, ale pozbawione DRM i możliwości zablokowania, czy modyfikowania ze strony dostawcy, mogą nam się w niedługim czasie bardzo przydać. Dlaczego?

Dyktatura poprawności

Skrajne ruchy polityczne zawsze przypominały sekty, ale najczęściej były zepchnięte na margines życia społeczeństw. Dziś jest zupełnie inaczej, skrajne postawy z obu stron sceny politycznej zaczęły wpływać na, kiedyś znacznie bardziej umiarkowane, centrum. To doprowadziło do powstania kilku niesympatycznych zjawisk realnie oddziałujących na nasze życie. Ruchy lewicowe rozbuchały  tak zwaną poprawność polityczną, a narodowe chcą oceniać wszytstko z perspektywy poprawności tożsamościowej, co w zasadzie jest dwiema stronami tego samego niebezpiecznego mechanizmu.

Każda ze stron marzy o stworzeniu nam przyszłości niewiele odbiegającej od scenariusza filmu „Equilibrum”, różnią się tylko zakresem rzeczy, które miałyby być usunięte sprzed naszego nosa. Opętani ideologicznie „bojownicy” nie potrafią spojrzeć na dzieła w oderwaniu od ich twórcy (np. ruch #metoo, skrajna prawica), nie potrafią uczciwie ocenić postaci żyjących w innych realiach cywilizacyjnych (też wszystkie strony), na wszystko patrzą ahistorycznie i z ich quasi-religijnej perspektywy.

Bo Hitchcock na planie był potworem…

Patrząc na kryteria jakimi musiano się posiłkować w przypadku „Przeminęło z wiatrem”, to zaraz i „Ostatni Mohikanin” Manna trafi na czarną (?) listę, dzieła Kubricka wpadną tam za promocję pedofili (nakręcił przecież „Lolitę”), a filmy Hitchcocka odpadną za mobbing jakiego dopuszczał się na planie. O filmach Romana Polańskiego dyskusja już przecież trwa. A seria z Jamesem Bondem i jego podejściem do kobiet? Pozostaje tylko pytanie, czy wystarczy usunąć same filmy o 007, czy trzeba rozszerzyć infamię na pracujących przy tej serii reżyserów i cały ich dorobek.

Wczoraj przeczytałem też, że Marta Kaufmann, współtwórczyni „Przyjaciół” przepraszała, że jej wybory obsadowe nie były różnorodne rasowo. Fani tego rozrywkowego serialu, też powinniście się poczuć zagrożeni… Kwestią czasu wydaje się być także atak na dzieła muzyków z lat 60 – 80 XX w. przecież to według obecnych kryteriów bestie, które wykorzystały tysiące naiwnych, często nieletnich, groupies, pchających się im do przyczep i pokoi hotelowych.

Czterej Pancerni zindoktrynują wam dzieci

Z drugą strony sceny politycznej nie jest lepiej. Pojawiały się swego czasu głosy, że należałoby wyrzucić z telewizji „Czterech Pancernych..”, „Stawkę wiekszą niż życie” i parę innych dobrych, lecz zrobionych za komuny i mających propagandowe naleciałości, seriali i filmów. Na szczęście duży sentyment do tych produkcji u wielu pokoleń widzów spowodował, że pomysł spalił na panewce.

Problem nie dotyczy jedynie kina. Przecież „zdolna inaczej” nauczycielka próbowała ostatnio sklecić petycję wyrzucającą z kanonu lektur szkolnych „W pustyni i w puszczy”, o czym wcześniej gardłowała zresztą część polskiej lewicy. Szwedzcy cenzorzy zmieniają tytuły powieści Agathy Christie i ingerują w treść książek Astrid Lindgren, niszcząc jednocześnie ich stare wydania. Środowiska nacjonalistyczne dla odmiany próbują deprecjonować dorobek Wisławy Szymborskiej za błędy jakie popełniła w młodości czy wartość prac z zakresu socjologii Zygmunta Baumana, za jego służbę i czynną rolę w komunistycznym aparacie „bezpieczeństwa”.

Broń? Nie ma takiego przedmiotu jak broń. Są brony.

W Stanach dochodzi już do tak kuriozalnych sytuacji, jak pozbawienie Elmera J. Fudda ikonicznej dubeltówki w bajkach z serii Looney Toons. Na razie tylko w nowych odcinkach, ale przecież jak się powiedziało A, to kolejny krok może być kwestią czasu. Jeśli fobia na punkcie broni rozwinie się jeszcze bardziej, to zagrożonych tytułów będzie tysiące, i to nie tylko bajki. Tylko czekać, aż i u Nas jakaś partia wystąpi z petycją, żeby myśliwego w Czerwonym Kapturku zastąpić działaczem Greenpeace’u, który zamiast uratować główne bohaterki wygłosi na końcu przemowę, że ludzie nie powinni budować na terenach leśnych.

Historia uczy, że historia niczego nie uczy

Mam na półce specjalne wydanie „Mistrza i Małgorzaty”, w którym na czerwono zaznaczone są fragmenty nieobecne w PRL-owskich wydaniach tej książki. Dziś przenoszenie coraz większej ilości rzeczy do „chmury” powoduje, że jeszcze prościej niż kiedyś będzie można je zmanipulować czy wręcz wymazać. Ostatnie lata pokazują, że do wprowadzenia takiej cenzury wcale nie trzeba dyktatury, wystarczy zwykłe sekciarstwo polityczno-społeczne. Dlatego przechodzenie na model cyfrowego wypożyczania dzieł, raczej nie jest najlepszym pomysłem, nie dorośliśmy do tego cywilizacyjnie. Tym bardziej, że tendencje rynkowe wskazują, że za jakiś czas zostanie na tym rynku tylko kilku dużych graczy. Cóż, ja muszę uzupełnić moją skromną kolekcję filmów Blu-ray o przynajmniej kilkanaście tytułów, które to rozkręcające się szaleństwo może w ten czy inny sposób dotknąć.

P.S. W międzyczasie Netflix usunął serial „Little Britain”, szaleńcy się rozkręcają.