13 powodów
9

13 powodów próbuje samo się pogrzebać. Recenzja 3. sezonu

13 powodów od początku budzi mieszane odczucia. Od 2. sezonu nie chodzi jednak o tematykę, a o sam sens powstawania kolejnych odcinków.

13 powodów zaczęło się naprawdę dobrze. Pierwsze odcinki były zrobione z pomysłem, poruszały ciekawe tematy i zostały ubrane w bardzo zgrabną formułę. Jak się okazało, to ostatnie stało się największą bolączką serialu. Od razu zaznaczę, że w tekście pojawią się spojlery dotyczące poprzednich sezonów, ale spokojnie, trzeciego spojlerować nie będę. Wróćmy na chwilę pamięcią do początków. 13 kaset, na których Hannah Baker wyjaśniała, dlaczego się zabiła – na tym oparto pierwszy sezon. Drugi opowiadał o procesie, jaki wytoczono szkole, po wypłynięciu kaset. Wiele osób wątpiło w słuszność powstania następnych odcinków po zakończeniu pierwszego sezonu. Twórcy jako tako się obronili, prezentując w drugim wiele ciekawych faktów dotyczących życia Baker, które może i wcześniej nie były nam do życia potrzebne, ale gdy już je otrzymaliśmy, mogliśmy czuć zadowolenie z otrzymania pełniejszej historii. Trzeci sezon zadaje zasadnicze pytanie, kto zabił Bryce’a Walkera? Nastoletni gwałciciel zręcznie wywinął się zasłużonym karom w sądzie, ale sprawiedliwość i tak go dosięgła. Rzecz jasna w miarę rozwoju trzeciego sezonu dowiadujemy się, że każdy ze znanych nam dzieciaków miał jakiś powód, aby się go pozbyć.

Chciałam wymyślić 13 powodów, przez które nie warto tego oglądać, ale nie jest aż tak źle

Bryce nie był lubiany w gronie głównych bohaterów. Właściwie nawet jego koledzy średnio za nim przepadali. Zrobił im oraz ich bliskim mnóstwo krzywd, nic dziwnego, że zapragnęli zemsty. Przez cały sezon serial wodzi nas za nos, pokazując powody (i pseudo dowody), dla których mieliby to zrobić poszczególni bohaterowie… chociaż też nie do końca. Pamiętacie formułę pierwszego sezonu? Każdy odcinek był poświęcony osobnej kasecie, a każda kaseta była poświęcona innej osobie. Dzięki temu faktycznie mieliśmy odcinki w pewien sposób dedykowane, skupione na konkretnej sprawie. W drugim sezonie nie trzymano się tego już tak kurczowo, ale idea z grubsza została zachowana. W trzecim rozjeżdża się to całkowicie mniej więcej na półmetku. Co ciekawe, dopiero od tamtego momentu robi się naprawdę ciekawie. Najnowszy sezon nie jest napisany tak, jak oczekiwałaby tego początkowa rama. I nie byłoby to nic złego, gdyby twórcy z jakiegoś powodu się jednak jej kurczowo nie trzymali. Zgodnie z nazwą serialu otrzymaliśmy 13 odcinków. No i po co? Akcja (szczególnie w pierwszej połowie) potrafi ciągnąć się niemiłosiernie. Fabuła rozwija się głównie przez to, że dzieciaki kłamią. Nie tylko policji, ale i sobie nawzajem, przez co z kolejnymi odcinkami możemy wraz z nimi te kłamstwa odkrywać. Niestety często są tuszowane kolejnymi łgarstwami, żeby było jeszcze o czym opowiadać. Gdyby tylko skrócono sezon do 10 albo nawet 8 odcinków, byłoby dużo lepiej. Akcja toczyłaby się szybciej, odcinki nie byłby sztucznie wydłużane i nie przestalibyśmy się interesować personaliami mordercy, odliczając w głowie, ile jeszcze musimy obejrzeć, aby je w ogóle poznać.

Pokolenie Z chce czegoś więcej niż miłość. Recenzja Euforii

Ano właśnie, rozwiązanie zagadki. O ile tajemnica w pierwszych sezonach miała charakter bardziej społeczny, tu wchodzimy już na grunt kryminalny, bo to w końcu morderstwo. A ten serial nie umie w kryminał. Rozwiązanie jest idiotyczne – i mówię tu zarówno o tym, jak do zabójstwa doszło, jak i o tym, co się wydarzyło już po samej zbrodni. Spośród wielu ciekawszych alternatyw wybrano chyba najgorszą. Osoby, które widziały sezon, zapewne domyślają się, jaki główny problem będzie męczyć bohaterów w następnym. Jestem pewna, że rozciąganie go na 13 odcinków będzie kompletnie niepotrzebne. Ale spokojnie, twórcy wymyślą nam wiele nowych spraw, które do tej pory postaci ukrywały i można rozkręcić nad nimi dramę. W kolejnych odcinkach nie zabraknie zapewne nowej bohaterki – Ani. Dla mnie to niestety minus. Dziewczyna nie przypadła mi specjalnie do gustu, bo była w sezonie kompletnie niepotrzebna. Niczego na dobrą sprawę nie zmieniła. Wszystko, co się przez nią wydarzyło, mogłoby się stać bez jej udziału. Przez wszystkie odcinki jest narratorką. W pierwszym sezonie funkcje narracji pełniły nagrania Hanki, teraz jest to rozmowa Ani z policjantem, która sama w sobie również jest dość absurdalna. Bohaterka jest wkręcona we wszystkie sprawy, mimo że pojawiła się w szkole po wydarzeniach z poprzednich sezonów. Kreuje się na wszechwiedzącą, mimo że wie bardzo mało, co zostaje jej w końcu uświadomione. Domyślam się, że twórcy chcieli tchnąć w serial coś nowego… ale w sumie po co? I dlaczego akurat ją? I w taki sposób?

10 najlepszych seriali, które warto nadrobić podczas wakacji

Zostańmy jeszcze na moment przy minusach. Męcząca jest również konstrukcja wraz z jej montażem. W każdym odcinku skaczemy między teraźniejszością a retrospekcjami. Sceny dziejące się aktualnie są lekko przyciemnione, został na nie nałożony inny filtr, aby odróżniały się od retrospekcji. Cieszę się, że twórcy próbowali odróżnić osie czasowe, ale mogliby nie pleść z nich bardzo skomplikowanego kłosa czy innego dobierańca. Czasami skaczą aż za bardzo. Akcje mieszają się bez przerwy, a przy większym znużeniu faktycznie można się zgubić i nie być pewnym, kiedy właściwie dzieje się to, na co patrzymy. No i ten zabieg, w którym teraźniejszy bohater zatrzymuje wzrok w miejscu, w którym zaraz pojawi się jego wersja z przeszłości. Postaci często stoją i gapią się w przestrzeń w kompletnie nienaturalny sposób i w kompletnie nienaturalnych momentach, tylko po to, żeby uzyskać „płynniejszy” zabieg montażowy. No błagam.

View this post on Instagram

🚨 We’re back. 🚨

A post shared by 13 Reasons Why (@13reasonswhy) on

No dobrze, ale przecież musiało się też coś udać. Spodobała mi się tematyka, jaką poruszono. To już nie jest serial o Hani Piekarz. Jej imię pada zaledwie kilka razy. Jest smutnym wspomnieniem i znakiem, jak bardzo niektórzy uczniowie zawinili, ale nie oparto na niej głównej osi fabularnej. I dobrze. Większość bohaterów przecież wciąż żyje i przeżywa mnóstwo wzlotów i upadków. Twórcy sporo uwagi poświęcili panującej wokół kulturze gwałtu. Wiele mówi się o napaściach seksualnych oraz ich konsekwencjach – zarówno dla ofiar, jak i sprawców. Jess, czyli jedna z dziewczyn, którą zgwałcił Bryce Walker, prowadzi kampanię wokół braku reakcji. Dołączają się do niej koleżanki i koledzy ze szkoły, którzy również widzą tę niesprawiedliwość i mają na tyle odwagi, aby z tym walczyć. Pokazano zarówno kobiece, jak i męskie ofiary, bo przecież gwałt nie musi być wykonany na dziewczynie, aby tym gwałtem w ogóle był. Pokazano, że panowie też mają uczucia. Czasem chorobliwie zależy im na wyglądzie, czasem są samotni i niezrozumiani, odreagowują na swój sposób. 13 powodów nikogo nie skreśla, pokazuje szarsze spektrum problemu i to się ceni. Problem w tym, że wiele z tych wątków ginie, rozmywa się. Niewiele z rozmów i krzyczenia wynika. Istotne dyskusje są przeplatane idiotycznym wątkiem kryminalnym i dramami o nic, przez co nie są w stanie porządnie wybrzmieć.

Twórcy wciąż dbają o zdrowie psychiczne swoich widzów. To świetnie!

Cieszę się, że twórcy idą do przodu, pokazują to, co dla dzieciaków jest ważne. Przed sezonem aktorzy ostrzegają przed brutalnymi scenami, zalecają oglądanie w towarzystwie, jeśli borykamy się z problemami psychicznymi. Po każdym z odcinków pojawia się również plansza przekierowująca na stronę 13 reasons why, na której cierpiący mogą szukać pomocy. Tam serial nie jest najważniejszy, informacje o nim zdobędziemy dopiero po zjechaniu na sam dół. Na pierwszy plan wychodzi pomoc, numery do wielu organizacji, które są w stanie pomóc osobom w kryzysie. I za to serialowi należą się wielkie brawa.

Zalety, które serial miał od początku, nie zniknęły. Wciąż mamy do czynienia z bardzo dobrym pomysłem i podejściem do oglądających. Aktorstwo młodzieży nadal stoi na wysokim poziomie. Ścieżka dźwiękowa również daje radę. Szkoda tylko, że to 13 powodów. Twórcy nie mają dość odwagi (albo odpowiedniego kontraktu?) aby odejść od ram, narzuconych przez pierwszy sezon, co bardzo psuje odbiór. Gdyby tylko przestali się tego kurczowo trzymać, byłoby naprawdę dobrze. Problemem może być również następny sezon. Na ten moment wydaje mi się średnio potrzebny, choć domyślam się, o czym będzie. Zapowiedziano go jednak jako ostatni. Dzieciaki skończą szkołę i rozejdą się w swoje strony, zapewne w niezbyt radosnej atmosferze. Trzymam kciuki, aby ostatni sezon był w stanie się obronić na tyle, aby dało się zapomnieć o tych wszystkich bolączkach. Trzeciemu się to nie udało. Szkoda, żeby istotne sprawy zostały przytłoczone przez niezgrabne prowadzenie historii. Lepiej, żeby każdy chciał obejrzeć sezon do końca, a nie zmęczył się w połowie i porzucił projekt przed najważniejszymi scenami, prawda?