Apple

1,2 miliarda dolarów straty. Winna... karta kredytowa od Apple

Krzysztof Rojek
78

Apple Card miała być przełomowym wejściem Apple w usługi bankowości. Bank obsługujący płatności z pewnością tak nie uważa.

Apple to jedna z korporacji, która może pochwalić się największymi sukcesami, jeżeli chodzi o wypuszczone produkty. iPad, iPhone, Macbook, AirPods - nawet jeżeli na co dzień nie używamy tych sprzętów, to wiemy czym są, jak wyglądają i w większości - jakie są ich funkcje, a to dużo mówi o ich wpływie na cały rynek. Zazwyczaj szydzimy sobie z Apple, że ich sprzęty bardzo powoli wdrażają rynkowe nowości, ale zaletą tego jest fakt, że to, co wypuszczą na rynek jest zazwyczaj przemyślane. Oczywiście - Apple nie jest odporne na wpadki. Sprzęty takie jak HomePod okazały się niewypałem, a to, co dzieje się obecnie z modelami iPadów i ich kompatybilnością z Apple Pencil wytykane jest praktycznie przez wszystkich. Jednak jedną z największych wpadek z pewnością musi być Apple Card.

Goldman Sachs notuje kolosalną stratę na obsłudze Apple Card

Apple Card to kolaboracja pomiędzy Apple a Goldman Saschs i ma postać fizycznej, tytanowej karty bez numeru konta czy 3 cyfrowego kodu. Nie ma także daty ważności na samej karcie. Jej płatności obsługiwane są przez Goldman Sachs, ale klienci Apple traktowani są specjalnie. Karta nie ma bowiem żadnych opłat czy to miesięcznych, czy rocznych, nie ma dodatkowych opłat za korzystanie z niej za granicą, a dodatkowo - klienci otrzymują różne cachbacki z wielu okazji. Jeżeli to brzmi za dobrze, żeby było prawdziwe to... jest. Ale nie dla klientów, a dla banku, dla którego współpraca z Apple okazała się kiepskim interesem.

Jak donosi Bloomberg, bank tylko w pierwszych 9 miesiącach 2022 roku dopisał do swoich strat kwotę 1,2 miliarda dolarów z tytułu obsługi klientów Apple Card. Dlaczego? Wszystkie banki mają specjalne fundusze na pokrycie kredytów, których szansa na spłatę jest bardzo niewielka. Jak się okazuje w przypadku klientów Apple Card (która przecież jest kartą kredytową) taka sytuacja ma miejsce nader często. Dodatkowo, ze względu na brak prowizji, zyski Goldman Sachs z obsługi Apple Card są dużo niższe niż wynosi rynkowa średnia.

W teorii uruchomienie Apple Card było dobrym planem. Najpopularniejsza marka na świecie miała przyciągnąć klientów do Goldman Sachs, który miał zarabiać na oprocentowaniu kredytów na karcie. Jednak wychodzi na to, że wizja braku prowizji i atrakcyjnych cashbacków przyciągnęła ludzi, którzy nie chcą spłacać na czas swoich zobowiązań. Jak podaje Bloomberg, koszt przyciągnięcia do banku jednego klienta kosztowało bank aż 350 dolarów.  Jak podają analitycy, przy takiej strategii bank może wyjść "na zero" na Apple Card za około 4 lata. Apple, zapowiedziało, że będzie chciało rozszerzyć ofertę także o konto oszczędnościowe, ale patrząc po wspomnianych wyżej kwotach, nie jest powiedziane, że Goldman Sachs będzie chciał kontynuować współpracę z firmą.

Źródło

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu