Moje przemyślenia

Zysk z publikacji w Amazon Kindle nie zawsze tak duży jak się wydaje

SB
Szymon Barczak
12

O Amazon Kindle Grzegorz pisał już w 2007 roku. Od tamtego czasu Amazon mocno promował swój czytnik książek elektronicznych w reklamach czy też poprzez wprowadzanie do życia coraz to ciekawszych pomysłów. W 2010 roku cena małego modelu (6-calowego) spadła do 139 dolarów, co spowodowało ogromny boom...

O Amazon Kindle Grzegorz pisał już w 2007 roku. Od tamtego czasu Amazon mocno promował swój czytnik książek elektronicznych w reklamach czy też poprzez wprowadzanie do życia coraz to ciekawszych pomysłów. W 2010 roku cena małego modelu (6-calowego) spadła do 139 dolarów, co spowodowało ogromny boom na to urządzenie - obecnie najpopularniejszy na świecie czytnik książek elektronicznych. Kindle to jednak nie tylko czytnik, ale także i oprogramowanie, które pozwala użytkownikom na zakup i przeglądanie publikacji elektronicznych m.in. na komputerze PC, Macintoshu, iPadzie czy Androidzie. Ponad rok temu Grzegorz pisał o nowych pomysłach Amazona na Kindle, m.in. o zwiększeniu procentowego udziału w zyskach ze sprzedaży publikacji dla wydawców. Jednak jak na prawdę wyglądają zarobki wydawców współpracujących z Amazonem w ramach usługi Kindle?

Wiele osób okazywało zdziwienie, wręcz narzekało na to, że elektroniczne wydania gazet i czasopism dostępne w Amazon Kindle zawierają minimalną ilość grafiki. Owszem, samo urządzenie jest zdolne wyświetlać jedynie 16 odcieni szarości, jednak gazetę czy czasopismo czyta się znacznie chętniej gdy zawiera grafikę, nawet jeśli to tylko 16 odcieni szarości. Tradycyjne gazety od lat publikują czarno-białe zdjęcia, czytelnicy są do tego już przyzwyczajeni. Mimo tego, elektroniczne wydania w Kindle wzbogacone są o śladowe ilości grafiki. Wielu użytkowników pyta - dlaczego? Odpowiedź jest bardzo prosta - Amazon pobiera opłaty od transferu pobieranych wydań.

Amazon w mediach podaje, że dzieli się z wydawcami aż 70-cioma procentami zysków ze sprzedaży, jednakże prawdziwe równanie do wyliczenia zysków dla wydawcy, który wygląda jak poniżej, pojawia się dopiero w oficjalnym regulaminie Amazona:

(cena książki - koszty dostarczenia) * 70%

Koszty dostarczenia to właśnie koszty transferu na urządzenie użytkownika. Nie dotyczy ono wydań dostarczonych za pomocą WiFi lub normalnego połączenia internetowego, gigant zrzuca jedynie koszty dostarczenia egzemplarza e-publikacji przez sieć 3G. Wyliczył on, że w walucie brytyjskiej dostarczenie jednego megabajta kosztuje go aż 10 pensów (1/10 funta), co po obecnym kursie daje ok. 45 groszy. Świat Kindle pisał swego czasu o tym, że wersja 3G Amazona Kindle pozwala korzystać z internetu praktycznie za darmo, bo Amazon ponosi koszty roamingu na terenie prawie całego świata (100 krajów). Okazuje się jednak, że nie wszystko złoto, co się świeci, i za ten ficzer płacą wydawcy, a nie gigant.

Kolejnym problemem z Amazonem w kwestii dystrybucji publikacji poprzez platformę Kindle jest fakt, iż gigant sam ustata ceny e-czasopism. Wiele osób spodziewa się, że publikacje elektroniczne będą tańsze niż papierowe, i nawet jeśli wydawca jest gotowy na taki krok, to tak na prawdę wszystko zależy od Amazona - wydawcy nie mają żadnej kontroli nad tym, ile kosztują ich treści w Kindle, a przecież nie zawsze decyzja Amazona zbiegnie się ze strategią wydawcy. Dla przykładu - elektroniczne wydanie The Economist zostało przez Amazona wycenione na kwotę większą niż cena wydania papierowego, co spowodowało lawinę negatywnych komentarzy.

Jak zatem widać - Amazon Kindle to wcale nie taki raj dla wydawców, jak może wydawać się na pierwszy rzut oka.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

KindleAmazonebooki