55

Zuckerberg dyktatorem Facebooka. Oto dowod, że on tam może dosłownie wszystko

Facebook nie ma ostatnio dobrej passy i wiele wskazuje na to, że już wkrótce na stanowisku CEO firmy dojdzie do poważnej zmiany. Nie dość, że Zuckerberg nie radzi sobie z gaszeniem pożaru po Cambridge Analytica, to dodatkowo pojawiają się kolejne, szokujące wręcz doniesienia na temat praktyk w serwisie społecznościowym. Najnowsze można skomentować właściwie jednym zdaniem, posiłkując się starym, polskim przysłowiem: "Co wolno wojewodzie..."

Zapewne dobrze wiecie o tym, że usunięcie wiadomości w Messengerze nie spowoduje, że giną one bezpowrotnie. Nawet, jeżeli taką akcję wykonacie u siebie, ich odbiorcy w dalszym ciągu będą mogli je przechowywać (aż sami również ich nie usuną). Mało tego, jest wielce prawdopodobne, że Facebook i tak ma do nich dostęp – nawet, jeżeli te są dla nas niewidoczne. Jak wskazuje TechCrunch, Mark Zuckerberg i jego świta korzystali ze swojej pozycji celem permanentnego usunięcia wysłanych przez siebie treści. Te są niewidoczne nawet dla ich odbiorców.

Okazuje się, że Mark Zuckerberg wysyłał użytkownikom wiadomości, które w tym momencie nie pojawiają się w konwersacjach oraz plikach możliwych do pobrania w ramach paczek z danymi użytkowników. Jak przekazał sam Facebook serwisowi TechCrunch, miało to na celu podniesienie bezpieczeństwa firmy oraz jej tajemnic. Po ataku na Sony Pictures, Facebook miał wdrożyć nieco mocniejsze procedury bezpieczeństwa, które obejmowały również usunięcie wiadomości wysłanych do użytkowników przez Zuckerberga i wysokich rangą kierowników.

Zuckerberg

Facebook jawi się jako imperium, w którym użytkownicy są „uprawiani”, a zarząd bawi się w najlepsze

Regulamin Facebooka w żaden sposób nie pozwala na ingerowanie w skrzynki odbiorcze użytkowników – chyba, że ich posty naruszają tzw. „standardy społeczności”. Wygląda na to, że serwis ma bardzo dużą władzę nad tym, czym dysponują użytkownicy i jeżeli będzie to zgodne z jego interesami, dopuści się nawet czyszczenia zawartości przeprowadzonych rozmów. Ta sytuacja wywołuje spore obawy przed tym, że Facebook równie dobrze może próbować ingerować w skrzynki zwykłych użytkowników – jeżeli jest w stanie usuwać konkretne konwersacje, to dlaczego innych miałby nie przeczytać?

Z punktu widzenia afery z Cambridge Analytica, tego typu praktyki znacząco wpływają na brak transparentności Facebooka w swoich działaniach. Ledwo udało się choć trochę załagodzić sytuację związaną z „ucieczką” danych ponad 87 mln użytkowników Facebooka, a tymczasem okazuje się, że patologii w firmie jest znacznie więcej. Również i systematyczny wypływ kolejnych szokujących doniesień to dowód na to, że atmosfera w serwisie nie jest dobra i prawdopodobnie dojdzie do poważnych zmian kadrowych, być może nawet na najwyższym szczeblu.

Tak, ta sytuacja może doprowadzić do zdetronizowania Zuckerberga

Jeżeli okaże się, że inne metody załagodzenia sprawy zawiodą, to Zuckerberg będzie musiał opuścić stanowisko CEO w Facebooku. W dalszym ciągu będzie właścicielem firmy, ale nie będzie już pełnił oficjalnie ważnych funkcji, w tym reprezentatywnej. Eksperci wskazują, że jeżeli nie zrobi tego zawczasu, Facebook straci swoją szansę na odbudowanie zaufania użytkowników, które w ostatnim czasie zostało mocno nadszarpnięte.