30

Zrzutka wstydu – czyli „dej mam horom głowe”

Patrzę czasami w zakamarki internetu, w które nie powinienem był się zapuszczać i zdarza mi się nie dowierzać. Z typowym dla człowieka współczuciem podchodzę do wszystkich "zrzutek", w których ludzie zbierają fundusze na naprawdę chore dzieci, chorych rodziców, na ratowanie życia, na szczytne cele. I jednocześnie z typowym dla siebie obrzydzeniem podchodzę do wszystkich tych "ściep", w których głównym bohaterem jest niejaki "Dej", człowiek, któremu się hierarchia wartości pomieszała.

Jak pewnie już zdążyliście zauważyć, uderzę w pewne bardzo niepokojące zjawisko, które można skwitować jednym, mocnym stwierdzeniem: „dej, mam horom curke”. Tyczy się ono wszystkich tych matek i ojców, dla których perk posiadania dziecka brutalnie wpływa na osobiste atrybuty SPECIAL, czyniąc im poważne braki w inteligencji. To zaś prowadzi do poczucia, że wszystko im się należy: wszak to oni budują przyszłość tego narodu, jest im niewiarogodnie ciężko (najciężej!), a w ogóle to przecież rząd tak robi i jest dobrze. Nie, nie jest dobrze – roszczeniowa postawa to nowotwór wszystkich społeczeństw i hamulec dla wszystkich rozwojowych zrywów nowoczesnych cywilizacji. Jak mamy budować dobrobyt, skoro ten sprowadza się do poczucia, że „się należy”?

Serwis Zrzutka, oprócz spełniania bardzo ważnej roli miejsca, w którym możemy pomóc rzeczywiście potrzebującym ludziom, stał się swego rodzaju „OLX-em” dla osób, których marzenia o pięknym domu, przednich wczasach czy nawet motocyklu kończą się na planowaniu. Pomijają w tym bardzo istotny aspekt jakim jest… praca. Tak, na wszystko trzeba zapracować: jeżeli się nie pracuje, nie ma też konsumowania dóbr, których pragniemy. W przypadku osób roszczeniowych owe pragnienie jest na tyle silne, że wpadają na pomysł, by zwyczajnie „pożebrać”.

Nie będę znęcał się nad konkretnymi twórcami „zrzutek”

A miałem to zrobić – materiału jest naprawdę mnóstwo. Ale uznałem, że prędzej czy później te osoby dosięgnie wstyd wyrażany w komentarzach użytkowników na stronach serwisu Zrzutka. A może się mylę? Ludzie, którzy zbierają na przeróżne rzeczy niezwiązane ze szczytnymi celami nie będą odczuwać wstydu lecz dostąpią „zaszczytu” niezrozumienia dla obrotu spraw?

Zrzutka

W ostatnim czasie obserwuję kilka grup, na których użytkownicy jawnie wyśmiewają „madki” – to typowa odpowiedź na pewne niekorzystne zjawiska społeczne. W opinii uczestników tych „kół dyskusyjnych” na Facebooku „madką” jest kobieta, która ma bardzo wąskie horyzonty myślowe, nie jest w stanie „ogarnąć” swoich dzieciaków, jest łasa na darmowe rzeczy, żebrze na OLX, jest dumną beneficjentką programu 500+, a jej brwi są malowane od szklanki. Nieco przerysowany obraz, ale punktuje pewne przywary nie tylko „madek”, ale również ich mężów lub konkubentów.

Na tych grupach piętnowane są takie patologie jak żebrzący o konsole do gier, ubrania, komputery rodzice zasłaniający się „trudną sytuacją materialną”. Wyłuskiwane są komentarze na Facebooku pisane prawdopodobnie pod wpływem czegoś mocniejszego, bo nie wyobrażam sobie wypisywać takich rzeczy na trzeźwo. Udostępniane są profile osób, których poziom intelektualny dosłownie poraża. Raz na jakiś czas pojawi się też jakaś zrzutka, w której np. samotna matka prosi o fundusze na wyjazd do Egiptu. Byli również tacy, którzy dzięki Zrzutce chcieli wyjść z długów, w które wpadli sami po tym jak dopadła ich spirala zadłużeniowa. Dlaczego? Kredyty w parabankach, kolejne zobowiązania i bum: zrobiło się parędziesiąt tysięcy do natychmiastowej spłaty.

Choć działalność wyżej wymienionych grup często przypomina ślepą nienawiść wycelowaną we wszystko co „madkowe”, irytację rozumiem. To bardzo często (co widać po profilach) ludzie, którzy łapią się do ciężko harującej klasy średniej – wiedzie im się nieźle, ale z pewnymi kompromisami. Robią kariery, ciekawe rzeczy – irytuje ich to, że ktoś w ich wieku liczy głównie na pomoc państwa lub przypadkowych ludzi i urządza sobie z tego styl życia. Zastanawiają się więc – co zrobili nie tak, że chciało im się uczciwie pracować i przy okazji bardzo często… rezygnując przy tym z dziecka?

Sam jestem oburzony tym, że widzę zrzutki, w których ludzie proszą o naprawdę dziwne rzeczy. Na motocykl, na komputer, na nowy dom, na długi. Przewodnią ideą serwisów takich jak Zrzutka czy SiePomaga było stworzenie platformy za pomocą której można przeznaczyć pieniądze na szczytny cel – nie realizowanie marzeń osób umysłowo… ułomnych. Tak to nazwijmy. Tym bardziej mnie to wkurza, że doskonale zdaję sobie sprawę, że to ja w niedalekim czasie mogę udać się do takiego serwisu jako osoba prosząca o wsparcie – nie dla siebie, ale dla naprawdę chorej osoby. W sumie nie wiem jeszcze jak to będzie – obym jednak tego nie musiał robić.

Ja sobie mogę tutaj pisać, ale pewne jest jedno: mój wpis nie zatrzyma tej karuzeli rozpaczy. Nie zatrzyma również 100 artykułów o podobnym wydźwięku. Zmiana powinna zacząć się w społeczeństwie – patrząc na nie… nie jestem skory do pozytywnych prognoz, niestety.