Fotografia

Zrobili to! Fujifilm X half to piękne szaleństwo, które wsadzisz do kieszeni

Bartosz Gabiś
Zrobili to! Fujifilm X half to piękne szaleństwo, które wsadzisz do kieszeni
Reklama

Fujifilm w końcu ujawnia, nad czym pracowano w ostatnim czasie. Pierwotnie liczono na zapowiedź krótko po majówce, ale firma przytrzymała fanów w niepewności, aby w końcu nas uwolnić niemalże pod koniec miesiąca. Recenzje już napływają do sieci i ukazują odważny, a zarazem szalony, piękny aparat do kieszeni.

Dzisiaj amatorzy fotografii są prawdziwie rozpieszczani. Dwie ważne marki zaprezentowały swoje najnowsze aparaty, które z łatwością schowamy do kieszeni. Jedna poszła w stronę tradycyjnej – jeżeli można tak nazwać fotografię cyfrową – fotografii, zaś Fuji ujawniło coś, co jest trudno zaszufladkować. Jest pięknie, dziwnie i drogo.

Reklama

Fujifilm X half to piękne szaleństwo, które wsadzisz do kieszeni

Plotki od miesięcy sprawiały zawroty głowy, męcząc pytaniem analog czy cyfra? Gdy przyszła pora oficjalnego ujawnienia hasła przewodniego kampanii reklamowej: half the size, twice the story, wcale nie stało się nic jaśniejsze. Nareszcie przyszedł kres milczenia i sieć zalewają recenzje wyczekiwanego aparatu. To jak w końcu jest z tym Fujifilm X half – analog czy cyfra? To skomplikowane.

Peta Pixel; Chris Niccolls

Japońska firma najwyraźniej wykorzystała dosłownie swoje całe doświadczenie od początku istnienia firmy. I nie jest to przesadą, bowiem w X halfie można dostrzec bogatą przeszłość firmy. Z jednej strony widać przecież i nie da się temu zaprzeczyć, że jak cała linia X, jest to aparat cyfrowy, tylko że z mniejszą matrycą niż APS-C i brzydkim, ledowym fleszem. Z drugiej strony, projektem obudowy, wizjera, dostępnymi trybami i ogólnym uczuciem – to aparat "analogowy". Jest to aparat na wskroś szalony i pociągający, inny od hybryd Instax EVO, czy pozostałych reprezentantów z sensorem X. Niestety też przygniata ceną na miarę linii Fuji X – 849 dolarów, to o wiele za dużo, aby X half mógł się stać popularnym wyborem.

Analogowa dusza, cyfrowe ciało, oto X half

Fujifilm

Podstawowe cechy:

  • Pionowy sensor CMOS 18 MP, 8,8 × 11,7 mm
  • Obiektyw 32 mm (ekwiwalent), F2.8
  • Tryb 2-w-1 łączący sekwencyjne ujęcia w obraz o proporcjach 3:2
  • Optyczny wizjer w stylu tunelowym
  • Tryb „Film Camera” symulujący doświadczenie korzystania z aparatu analogowego
  • 10 symulacji filmów
  • 18 filtrów
  • Do 880 zdjęć na jednym ładowaniu przy korzystaniu z wizjera optycznego
  • Bezpośrednie drukowanie na drukarkach Instax
  • Wyłącznie zapis w formacie JPEG

Fuji stworzyło mieszankę analogoowo-cyfrową. Jest to w pełni cyfrowy aparat ze znaną baterią NP-W126 (którą posiadają na przykład X-M5 czy X-T50 oraz X-100VI), wejście na kartę SD, gniazdko ładowania oraz dwa, niewielkie ekrany dotykowe LCD. Z drugiej strony, ma wyraźnie analogową duszę.

Jeden z ekranów służy do wyboru symulacji kliszy, której cyfrową imitację widać przez ekranik, zupełnie jakby po drugiej stronie była prawdziwa rolka. Co więcej, można całkowicie włączyć tryb aparatu analogowego, w którym na ekranie będzie się jedynie wyświetlać numer zrobionego zdjęcia, bez możliwości podglądu innego niż przez wizjer. Przy pomocy dźwigni, "przewija się kliszę", aby ponownie naświetlić film. Z kolei obiektyw to ekwiwalent 32mm ze światłem F2.8, czyli dokładnie takim... Jaki można znaleźć w jednorazowych aparatach QuickSnap Fujifilmu.

Dla kogo ty jesteś, piękny aparacie?

Fujifilm

Aparat ma oczywiście swoje korzenie w półklatkowcach, które właśnie umożliwiały robienie dwóch zdjęć na jednak klatce filmu. W ten sposób można było uzyskać aż 72 zdjęcia ze standardowej kliszy 36 strzałów. Z tym że o ile wydanie analogowej wersji takiego aparatu, wzorem Pentaxa z 2024 roku, miałoby wiele sensu, to ta cyfra wysyła wiele sprzecznych informacji.

Wyraźnie jej przeznaczeniem jest sprawiać frajdę łączącą dwa światy. Zupełnie jak Instaxy z dopiskiem EVO, które tworzą cyfrową kopię zdjęcia, tylko problem w tym, że one nie kosztują 850 dolarów, są zatem łatwiejsze do usprawiedliwienia, jeżeli szuka się po prostu lekko droższej zabawy. Tym bardziej że przy pomocy Fuji X halfa, nie można nawet robić plików RAW, wyłącznie JPEGi, które się na nic zdadzą profesjonalistom.

Jedno jest pewne, ten aparat jest prześliczny i trochę bez sensu, stworzony jedynie dla zabawy. Możliwe zatem, że już świat nigdy nie ujrzy takiego tworu i za dwadzieścia lat, każdy będzie go chciał, ale na rynku wtórnym zostaną jedynie super drogie pamiątki.

Reklama

 

Źródła: dpreview, fujifilm, petapixel

Reklama

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Reklama