66

Zmasowana akcja przeciwko piractwu w Polsce – płacisz, albo grozi ci rozprawa

Ruszyła kolejna ofensywa skierowana przeciwko komputerowym piratom. Do internautów z całej Polski trafiły zawiadomienia o karze finansowej za udostępnianie plików chronionych prawem autorskim. W przypadku odmowy zapłaty stojąca za całym przedsięwzięciem kancelaria Pro Bono grozi wniesieniem pozwu do sądu. O całej sprawie donosi Dziennik Wschodni, którego jedna z czytelniczek otrzymała wezwanie do zapłaty. Jego autorem […]

Ruszyła kolejna ofensywa skierowana przeciwko komputerowym piratom. Do internautów z całej Polski trafiły zawiadomienia o karze finansowej za udostępnianie plików chronionych prawem autorskim. W przypadku odmowy zapłaty stojąca za całym przedsięwzięciem kancelaria Pro Bono grozi wniesieniem pozwu do sądu.

O całej sprawie donosi Dziennik Wschodni, którego jedna z czytelniczek otrzymała wezwanie do zapłaty. Jego autorem jest Kancelaria Prawnicza Pro Bono, która reprezentuje interesy 8 firm (wydawnictw książkowych, muzycznych oraz producentów filmowych). Zawiadomień mogą się spodziewać internauci korzystający z sieci BitTorrent. Kara, którą mają zapłacić jest zależna od liczby udostępnionych plików (w przypadku wspomnianej czytelniczki było to 700 zł). Dariusz Puczydłowski, właściciel kancelarii, zapewnia, że jej uiszczenie doprowadza do zawarcia ugody i zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa zostaje wycofane. Jego zdaniem wydawcy domagają się znacznie mniejszych kwot niż w istocie mogliby.

Puczydłowski dodaje, że łącznie zostało rozesłanych około 13 tysięcy zawiadomień, a w przygotowaniu jest jeszcze kilka razy więcej. Trafią one do osób pobierających i tym samym udostępniających treści chronione prawem autorskim w całej Polsce.

Co w przypadku gdy internauta odmówi zapłaty? Sprawa trafia do Prokuratury Okręgowej w Białymstoku. Rozpowszechniane podlegających ochronie prawnej plików może być traktowane jako paserstwo lub kradzież i w teorii sąd może orzec tutaj wyrok do 5 lat pozbawienia wolności. Oczywiście dochodzą jeszcze do tego kary w postaci zabezpieczenia sprzętu komputerowego, czy udostępnienia danych zgromadzonych na dysku twardym do analizy biegłych. W praktyce jednak najczęściej na etapie sądowym dochodzi do pojednania stron i rekompensaty szkody, co skutkuje umorzeniem postępowania.

W całej sprawie nurtuje kilka kwestii. Skąd Pro Bono ma dane internautów udostępniających nielegalnie pliki? Upoważnione do otrzymania takich informacji są tylko organy ścigania, przy czym musi to byc poparte decyzją prokuratury (chyba, że coś się zmieniło w tej kwestii w ostatnim czasie…). Poza tym osoby ściągające pliki za pomocą torrentów na ogół nie udostępniają ich całości tylko pewne, niewielkie części – czy są one tak samo chronione prawem autorskim jak całość utworu?

Poprosiłem zatem dr Macieja Siwickiego, pracownika Katedry Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej na toruńskim UMK, specjalizującego się w prawie internetowym, o opinię na ten temat. Oto odpowiedź:

Art. 116 pr. aut. chroni monopol eksploatacji. Sprawcą tego przestępstwa może być każdy, kto w ten monopol wkracza w sposób zawiniony.

Z perspektywy niniejszej problematyki szczególne znaczenie ma odniesienie się do odpowiednich przepisów o dozwolonym użytku (art. 23 pr. aut.), które niewątpliwie korespondują z dyspozycją art. 116 pr. aut. Postępowanie użytkownika rozpowszechniającego cudze utwory zgodnie z warunkami określonymi w przepisach o dozwolonym użytku chronionych utworów nie będzie pozwalało sklasyfikować je ani jako bezprawne, a tym bardziej jako karalne. Pobieranie utworów, z wyłączeniem programów komputerowych, dla własnego użytku jest zatem w pełni dopuszczalne. Liczba pobranych plików, o ile podbierający działał w ramach wspomnianej licencji ustawowej, nie ma znaczenia dla przypisania takiej osobie odpowiedzialności karnej.

Istotne jest również to, że karalne jest rozpowszechnianie utworów, a nie pakietów danych. Po stronie organu ścigania i karania pojawia się zatem obowiązek udowodnienia, że sprawca rozpowszechniał pobrany w 100% plik, a nie same dane. Dopiero pobranie (dowloading) wszystkich pakietów danych pozwala stwierdzić, że mamy do czynienia z utworem lub jego częścią.

Włączenie zatem w ustawieniach programów P2P opcji udostępniania po zakończeniu pobierania nie może powodować odpowiedzialności karnej na podstawie powołanego przepisu. Stwierdzenie, że użytkownik rozpowszechniał innym podmiotom dane i z tego względu ponosi odpowiedzialność karną na podstawie art. 116 pr. jest w rzeczywistości działaniem contra legem. 

Karalne pozostaje oczywiście rozpowszechnianie całych utworów, jak również pobieranie utworów w celu rozpowszechnia. Przestępstwo to może być popełniony wyłącznie z zamiarem bezpośrednim (przestępstwo celowe), czyli „chęć rozpowszechnienia”, wykluczając zamiar ewentualny, a więc przewidywanie możliwości popełnienia czynu zabronionego i „godzenie się” na rozpowszechnianie ( art. 9 § 1 k.k.).

Otwartą kwestią pozostaje też to, w jaki sposób Pro Bono chce ukarać konkretne osoby, skoro dostęp do komputera może uzyskać każdy członek gospodarstwa domowego. Czy w takim przypadku wezwanie do sądu będzie dotyczyło osoby, na którą usługa została zarejestrowana? Trudno w takim wypadku ukarać takiego użytkownika, bo nie można mu udowodnić winy, a tymczasem w polskim prawie obowiązuje zasada domniemania niewinności.

Okazuje się, że sprawa nie jest nowa, bo Pro Bono rozsyła tego typu zawiadomienia już od pewnego czasu. Najwyraźniej taki sposób walki z piractwem okazał się bardzo skuteczny, bo obecnie już można go nazwać zakrojonym na szeroką skalę. Tymczasem okazuje się, że jest to działanie bezprawne, o czym w jednym z ostatnich artykułów informuje GazetaPrawna.pl. Wynika z niego, że kancelarie prawnicze nie mogą samodzielnie podejmować się walki z piractwem na takich zasadach jak Pro Bono, a już w szczególności wymagać od internautów pieniężnego zadośćuczynienia i straszyć przy tym pozwem sądowym.

Wygląda zatem na to, że polowanie na piratów będzie trzeba nieco odłożyć…