5

Oto 3 ważne powody, dla których nie można mówić o zastoju na rynku elektroniki użytkowej

Rynek sprzętu elektronicznego ostatnimi czasy bardzo miło mnie zaskakuje, choć sam ostatnio przyznałem, że na prawdziwą rewolucję, po tej mobilnej jeszcze przyjdzie nam poczekać. Wielu z Was mówiło mi wtedy, że chyba jestem ślepy, bo przecież wszystko się zmienia, wszystko płynie i... rzeczywiście tak jest. Ostatnie premiery, formujące się trendy uzmysławiają mi, że w dalszym ciągu można znaleźć coś ciekawego na rynku. Coś, co jest obietnicą (być może) czegoś większego.

Tomasz pisał dla Was dzisiaj o modułach w smartfonach Lenovo, które jego przekonały. Ze mną też nie było problemu. Idea modułowego smartfona jest mi bliska choćby z tego powodu, że bardzo interesowałem się tym, co chciało osiągnąć LG wraz ze swoją ideą dodatkowych komponentów dla urządzenia mobilnego. LG to się nie udało – sprawa została mocno przekombinowana i w ogóle nie trafiła w gusta konsumentów nowych technologii.

Ogromnym argumentem za tym, aby zawierzyć Lenovo w kwestii modułów do smartfona jest fakt, iż cały mechanizm po prostu działa tak, jak trzeba. Nie wymaga to wyłączania sprzętu, dodatkowe komponenty są niesamowicie praktyczne i takie, jakich by życzyli sobie użytkownicy. Mnie najbardziej pociąga drugi akumulator dla urządzenia – choćby miał rozpychać je do niebotycznych rozmiarów. Ja oczekuję od sprzętu mobilnego, że mobilnym po prostu będzie, a potrzeba oglądania się co rusz za gniazdkiem elektrycznym według mnie nieco to zabija.

zastój, motorola, moto

I dlatego, o ile w moduły w wykonaniu LG kompletnie nie wierzę i nie dziwię się ponadto, że producent wraz z kolejną odsłoną swojego flagowego smartfona będzie odchodzić od tego pomysłu, tak już w przypadku Lenovo jestem pełny nadziei. Do tego stopnia, że już myśląc o przesiadce na kolejnego smartfona, dopuszczam możliwość nie tylko zakupu kolejnego iPhone’a, ale coraz częściej rozglądam się za propozycjami z Androidem. Mam co prawda telefon z tym systemem (podobnie jak i trzy inne z Windows 10 Mobile na pokładzie), jednak szukam czegoś więcej, niż tylko słuchawkę z zielonym robocikiem. Pytanie tylko, czy Lenovo zdoła mnie do reszty przekonać, że kolejna przesiadka jest zasadna i opłacalna. Zobaczymy.

Znowu Android. Znowu coś ciekawego. Czyli – telefon bez ramek

Xiaomi Mi MIX to bodaj jeden z najbardziej udanych designowo telefonów w tym roku. Szczerze – żadne urządzenie nie spodobało mi się tak bardzo, jak ten przedstawiciel dalej aktualnego „chińskiego świtu” w technologiach mobilnych. Dużo mówiło się niegdyś o urządzeniach bez ramek – bo przecież pasy startowe na górze, dole oraz na bokach „nie są potrzebne”. W tym wszystkim byłbym nieco ostrożny, bo trzeba pamiętać, że z powodu uporczywego odchudzania smartfona ucierpiał Note 7. Gdyby bateria w tym urządzeniu była wymienna, afery z wybuchającymi słuchawkami by nie było. A przynajmniej, jej skutki udałoby się zminimalizować. Tymczasem, mamy do czynienia z największym w historii smartfonów blamażem – w dodatku firmy, która znajduje się praktycznie na samym szczycie „świecznika”.

zastój, xiaomi, mi max

Smartfon bez ramek może wyglądać niesamowicie efektownie i tak właśnie jest. Mimo wszystko, trzeba pamiętać o tym, że brak ramek równa się nie tylko bardzo ciasnemu upakowaniu komponentów wewnątrz takiego telefonu, ale również – zwykle mniejszej odporności na uderzenia wyświetlacza. Ramka przyjmuje część siły uderzenia i jeżeli producent postarał się o to, rozprowadza ją wzdłuż obudowy tak, aby ochronić wyświetlacz. Dlatego, co do idei bezramkowego smartfona mam sporo wątpliwości. Telefony po prostu upadają, tłuką się, a naprawa może być bardzo kosztowna.

Mało tego, w Sieci huczy już na temat Samsunga Galaxy S8, który miałby właśnie charakteryzować się brakiem ramek. Czy jest to dobra droga?

Komputery biurkowe nie umarły

Od dłuższego czasu nikt nie nazwał mnie „fanbojem” Microsoftu – nigdy nim nie byłem, poza faktem, że przed długi czas korzystałem z Lumii. Ale gdy tylko miałem już pewność, że na platformie Windows 10 Mobile nic dobrego mnie nie czeka, uciekłem z niej na rzecz iOS. I co widzę? Microsoft, mimo ogromnych trudności na rynku smartfonowym, w kontekście komputerów dumnie i bez kompleksów kroczy po swoje.

surface, surface studio, zastój

Surface Studio w dalszym ciągu wywołuje u mnie ogromne emocje, które studzone są tylko przez cenę i zerowe możliwości wykorzystania przeze mnie jego możliwości. Grafikiem nie jestem, do pisania wystarczy mi na dobrą sprawę tylko Chromebook, więc nie należę do grupy docelowej giganta w kontekście tego sprzętu. Niemniej jednak – sporo podziwu pojawiło się u mnie w kierunku Microsoftu po premierze Surface Studio.

Bo podczas gdy wszyscy mówią o tym, że mamy erę „post-PC”, ja zawsze mówiłem o „PC-reborn”. I w tym miałem absolutną rację. Wieszcząc dalsze profesjonalizowanie się komputerów osobistych wskazywałem na to, że będą one odpowiadać na potrzeby tych osób, które nie zrobią wszystkiego na małych sprzętach ultramobilnych, otrzymają pakiet zupełnie nowych funkcji powiązanych z dobrze działającym oprogramowanie. No i bum – jest Surface Studio, Microsoft przygotowuje Creators Update dla Windows 10, a nowe Macbooki próbują na własny sposób przekonać konsumentów do funkcyjnego panelu OLED. Komputery umierają? Skądże.