Sprawdź jaki laptop Intel Evo jest najlepszy dla Ciebie Więcej
Moje przemyślenia

Zapowiadanie dodatków przed premierą właściwej gry to bezczelność czy dopieszczanie przyszłego klienta?

PW
Paweł Winiarski
24

Temat rozszerzeń gier wraca jak bumerang i przynajmniej kilka razy do roku wywołuje duże emocje. Z jednej strony nie chcemy płacić ponownie za powrót do lubianego świata gry, z drugiej gdybyśmy tego nie robili - nie byłoby płatnych dodatków. Ale jak traktować zapowiadanie rozszerzeń zanim jeszcze po...

Temat rozszerzeń gier wraca jak bumerang i przynajmniej kilka razy do roku wywołuje duże emocje. Z jednej strony nie chcemy płacić ponownie za powrót do lubianego świata gry, z drugiej gdybyśmy tego nie robili - nie byłoby płatnych dodatków. Ale jak traktować zapowiadanie rozszerzeń zanim jeszcze podstawowa wersja gry pojawiła się na półkach sklepowych?

Czekacie na Fallouta 4? Nie wy jedni. Informację o planowanych dodatkach przywitaliście z uśmiechem na ustach? Ja nie, bo praktyka tworzenia dodatków równolegle z właściwą grą od razu kojarzy mi się z cięciem zawartości i sprzedawaniem graczom niepełnowartościowego produktu. W lepszym scenariuszu - z przenoszeniem części pracowników do prac nie nad podstawową wersją gry, a dodatkową zawartością.

Myślę, że informowanie ludzi o dodatkach i o tym, jak wpisuje się to w nasze plany po premierze gry jest dobrym pomysłem

- napisał na swoim Twitterze Pete Hines z Bethesdy.

Mamy sytuację, w której Bethesda nie wypuściła jeszcze Fallouta 4 (ten ma pojawić się na rynku w listopadzie), ale już zapowiada płatne rozszerzenia. Żeby było zabawniej, nie wie jeszcze co miałoby się w nich znaleźć. To dobra chwila, by porozmawiać o takich praktykach.

Bezczelność?

Historia pokazała, że z dodatkami bywa różnie. Capcom wielokrotnie udowodnił, że płatne dodatki były zawartością wyciętą z podstawowej wersji gry. Oczywiście nikt nigdy się do tego nie przyzna, ale jeśli po zakupie rozszerzenia, na sprzęt do grania pobiera się małych rozmiarów łatka - coś jest na rzeczy. Zdarzało się też, że gracze sami znajdowali odpowiednie pliki z dodatkami już w podstawowej wersji gry - stąd często wiemy o wyciekach dotyczących DLC.

Tu można wytłumaczyć w jakiś sposób w zasadzie wszystko, sporna jest tylko kwestia oceny takiego postępowania. Jeśli gra w swojej podstawowej wersji nie sprawia wrażenia pociętej na części, wszystko jest w porządku. Przecież część dodatków to bonusowe stroje dla postaci czy inne wizualne smaczki, które nie wpływają na rozgrywkę. Nie każdego kręcą na przykład przebieranki w bijatykach, więc nawet gdyby wszystkie wariacje dotyczące strojów dla postaci znalazły się w podstawowej wersji gry, są osoby które nigdy by z nich nie skorzystały. Bawią Cię takie zmiany? Kupujesz. Oczywiście można pójść o jeden krok za daleko, tak jak zrobiła to chociażby Bethesda przy okazji The Elder Scrolls IV: Oblivion. Płatna zbroja dla konia, która przedłuża jego żywotność była już przegięciem.

Pamiętajcie jednak o jeszcze jednej istotnej rzeczy. Często sprzedawane są tak zwane przepustki sezonowe, które gwarantują dostęp do wszystkich (czasem części) dodatków, które ukażą się w przyszłości. To taki DLC-ka przedsprzedaż, gdzie kupujemy kota w worku. Czasem kompletnie nie wiemy co znajdzie się w takich dodatkach, innym razem mamy pełną wiedzę, ale są też przypadki kiedy dysponujemy wyłącznie szczątkowymi informacjami. I niestety w przypadku przepustek sezonowych może pojawić się rozczarowanie. Ale tu dużo zależy od podejścia producenta/wydawcy do graczy. CDPR przy okazji Wiedźmina 3 starało się być fair, oferowało darmowe dodatki dla wszystkich i dwa duże, płatne fabularne rozszerzenia. I choć nie od razu znaliśmy szczegóły tych drugich, obietnica dotycząca ich obszerności była świetną maszyną promocyjną - również dla podstawowej wersji gry.

Dbanie o klienta?

Informowanie o dodatkach jeszcze przed premierą podstawowej wersji gry może być również odbierane jako dbanie o klienta i sygnał, że gra nie zostanie porzucona zaraz po premierze. Dodatki (płatne i darmowe) oraz aktualizacje, których czasem tak bardzo nie lubimy, to dodatkowa praca dla producentów. Oczywiście w przypadku łatek możemy mieć im za złe, że wypuścili produkt z wadami. Ale przecież w dawnych czasach też zdarzały się gry z błędami, po prostu nikt ich nie łatał. Gorzej jeśli producent i wydawca wychodzą z założenia, że ważniejsze jest dotrzymanie daty premiery, stwierdzają więc „to nie działa? Trudno, wypuśćmy grę, potem załatamy”.

Wczesna informacja o dalszym wsparciu gry rozszerzeniami, nawet płatnymi, pozwala sądzić, że nie kupujemy jednorazowej przygody i jeśli ta przypadnie nam do gustu, będziemy ją mogli kontynuować. Ponownie przywołam Wiedźmina 3: Dziki Gon, bo przynajmniej z kilku ust słyszałem, że po skończeniu gry ludziom było…smutno. I jestem pewien, że kupią oba fabularne dodatki bez mrugnięcia okiem, a samą wiadomość o pracach nad nimi witali z uśmiechem wiedząc, że inwestują w grę, przy której spędzą więcej niż kilkadziesiąt godzin potrzebnych na zaliczenie podstawowej opowieści.

Można też oczywiście nie informować o planowanych rozszerzeniach i bezczelnie wyciąć je z gry, by później sprzedawać oddzielnie. No bo skoro klient kupił już podstawową wersję, kupi też dodatek. Wystarczy wyciąć mu zakończenie. Oczywiście firma całkowicie straci zaufanie graczy, ale zarobi. Pojawiały się swego czasu pomysły sprzedawania gier w częściach - z powodzeniem robi to Telltale Games. Firma podeszła jednak do tematu sprytnie i podzieliła swoje przygodówki na epizody i sezony, niczym w serialach. I nikomu to nie przeszkadzało, ba niektórzy byli wręcz zachwyceni.

Nie mam nic przeciwko dodatkom, choć bardzo rzadko je kupuję. Staram się jednak nie inwestować pieniędzy w gry, których podstawowa wersja nie jest kompletnym produktem. Nie kupuję też przepustek sezonowych dla gier sieciowych - jeśli już decyduję się na zakup rozszerzenia, chcę mieć pewność, że zrobili to też inni. Bo co to za przyjemność wydać kilkadziesiąt złotych na mapy, na których nikt inny nie gra? Są oczywiście wyjątki, tak jak mający swoją premierę wczoraj The Taken King, dodatek do Destiny. Może nie jest to czystej krwi MMO, ale jednak ma wiele jego cech, a tego typu gry żyją w zupełnie inny sposób. Przemodelowywanie całej rozgrywki jest natomiast działaniem odważnym i moim zdaniem potrzebnym. Miałem okazję już je przetestować i póki co zmiany mogę zaliczyć na plus.

Pamiętajcie, że tak naprawdę to my decydujemy o tym jak wyglądać będzie rynek gier i czy pozwolimy na bezczelne wycinanie zawartości z podstawowej wersji gier. Głosujemy portfelem i z tym zarówno producenci i wydawcy muszą się liczyć. Głosujmy więc mądrze.

grafika: 1, 2, 3

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu