66

Zamiast laptopów, rozdać uczniom eReadery

Na początku czerwca, Szymon Barczak pisał o projekcie rozdania laptopów wszystkim polskim uczniom uczęszczającym do pierwszej klasy szkoły podstawowej. W pełni podzielam jego zdanie, że taki nieprzemyślany projekt nie mógł przynieść nic dobrego. Szkoły nie są przygotowane na taką rewolucję, zazwyczaj nie mają odpowiedniej  infrastruktury ani pomysłu, co później z tymi laptopami zrobić. Skończyłoby się zapewne na tym, że w większości przypadków przenośne […]

Na początku czerwca, Szymon Barczak pisał o projekcie rozdania laptopów wszystkim polskim uczniom uczęszczającym do pierwszej klasy szkoły podstawowej. W pełni podzielam jego zdanie, że taki nieprzemyślany projekt nie mógł przynieść nic dobrego. Szkoły nie są przygotowane na taką rewolucję, zazwyczaj nie mają odpowiedniej  infrastruktury ani pomysłu, co później z tymi laptopami zrobić. Skończyłoby się zapewne na tym, że w większości przypadków przenośne komputery nie zostałby w ogóle wykorzystane, a już na pewno nie do celów edukacyjnych. Nie wspominając o tym, że projekt przewidywał ledwie 400zł na jednego laptopa i nie było w nim mowy o serwisie tych urządzeń.

Kwestia edukacji nie jest mi obojętna od czasu, kiedy uświadomiłem sobie, że z czasów liceum wyniosłem niewiele. W sumie 4 lata siedzenia w ławce po 6 – 8 godzin dziennie i był to czas w dużej mierze zmarnowany. To znaczy, nie wątpliwie ukształtował mnie jako młodego człowieka i nauczył wiele w sensie społecznym, natomiast odwołując się do konkretnych przedmiotów, takich jak biologia czy chemia, ze smutkiem stwierdzam, że tyle czasu przeciekło mi przez place bez większych efektów, podczas gdy w pół roku jestem w stanie dzięki internetowi, rożnego rodzaju poradnikom i tutorialom zgłębić nowy temat, który mnie interesuje. Podobnego zdania są autorzy programu Matura to bzdura, który dobitnie pokazuje, że problem istnieje. Dlatego zastanawiam się co można dla naszej edukacji zrobić, żeby czas poświęcony na siedzenie w ławce wykorzystywać efektywniej.

A gdyby rozdać uczniom zamiast laptopów, czytniki książek elektronicznych, czyli eReadery?

  • Jest to urządzenie zdecydowanie tańsze niż laptop i przy zakupie 350 tysięcy sztuk jestem w stanie sobie wyobrazić, że cena jednego czytnika zmieściłaby się w 400zł, a nawet mniej, zostawiając margines na serwis
  • Stanowi swojego rodzaju pomost pomiędzy tradycyjną edukacją, jaką jest czytanie książek, a nowoczesną technologią
  • W związku z powyższym, dużo łatwiej wprowadzić je do obecnego systemu edukacji, powoli ewoluując w stronę jeszcze bardziej technicznie zaawansowanych rozwiązań
  • Czytnik ma dobrze określoną funkcję i na pewno mniej rozpraszałby uczniów na lekcjach, niż laptop
  • Czytnik nie męczy oczu i sprzyja wielogodzinnemu wykorzystywaniu, podczas gdy czytanie tekstu na ekranie laptopa nie należy do przyjemnych
  • Czytnik rozwiązuje problem noszenia przez ucznia ciężkich książek w plecaku, co jest przyczyną schorzeń kręgosłupa i zaburzeń wzrostu, czyli problemem, z którym szkoła boryka się od lat, a szafki szkolne, nie dość, że rzadko występują, to nie rozwiązują w pełni problemu, bo z książek trzeba się uczyć zarówno w szkole jak i w domu
  • Przy odpowiednim rozwiązaniu kwestii eBooków, wydatki na książki mogłyby zdecydowanie spaść (myślę, że eReader to koszt zbliżony, do kompletu książek na cały rok szkolny, kwestia kosztów samych eBooków)

Podsumowując, takie rozwiązanie nie dość, że lepiej wpisuje się w obecny model szkolnictwa i rozwiązuje poważny problem noszenia ciężkich podręczników, jest również tańszy w realizacji.

Dodatkowo, nie jest powiedziane, że państwo mysi w 100% pokrywać koszty zakupu urządzenia, część rodziców wolałaby zakupić samemu, lub dopłacić do czytnika, zamiast kupować ciężkie książki, które po roku stają się makulaturą. Zwłaszcza, że obecny stan wiedzy zmienia się w tak szybkim tempie, że drukowanie podręczników wydaje się marnotrawstwem drzew i papieru. Nie ma mowy, żeby młodsze o kilka lat dziecko przeszło okres szkolny na książkach starszego brata.

Nierozwiązaną kwestią pozostaje przygotowanie i dostępność odpowiednich eBooków. Czy wydawnictwa zgodzą się na taki ruch? Czy podręczniki będą zdecydowanie tańsze, niż ich wydania papierowe? Jak rozwiązać kwestie piractwa (bo nie przez DRM), czy połączyć cenę eReedera z opłatą dla wydawnictw i autorów książek?

Pytań wciąż pozostaje wiele, ale uważam, że wprowadzenie czytników do systemu edukacji, ma na chwile obecną o wiele więcej sensu, niż wprowadzanie komputerów, które nierzadko uczniowie sami posiadają we własnym zakresie. Na pewno rozruszałoby to rynek eBooków w Polsce.