35

Zacieram ręce – już jutro Eurowizja

Na koniec dnia i tygodnia coś mniejszego kalibru. Przynajmniej na niwie technologicznej, bo ogólnie mamy do czynienia z prawdziwą armatą. Mowa o Eurowizji. Konkurs Piosenki Eurowizji liczy sobie blisko sześć dekad, a to oznacza, że jest starszy od zdecydowanej większości naszych Czytelników. To, co oglądamy dzisiaj ma niewiele wspólnego z pierwotną wersją, ale trudno się […]

Na koniec dnia i tygodnia coś mniejszego kalibru. Przynajmniej na niwie technologicznej, bo ogólnie mamy do czynienia z prawdziwą armatą. Mowa o Eurowizji. Konkurs Piosenki Eurowizji liczy sobie blisko sześć dekad, a to oznacza, że jest starszy od zdecydowanej większości naszych Czytelników. To, co oglądamy dzisiaj ma niewiele wspólnego z pierwotną wersją, ale trudno się temu dziwić – zmienił się cały świat.

Nie będę przywoływał historii konkursu, statystyk i najkwaśniejszych informacji z nim związanych – część informacji znajdziecie w Wikipedii, nie brakuje też innych miejsc poświęconych imprezie. Chciałbym bardziej zwrócić uwagę na sam fenomen tego koncertu. Bo można mówić o fenomenie: czy jesteście w stanie wymienić inne wydarzenie (pozasportowe), które co roku ogląda kilkaset milionów ludzi na całym świecie? Zastanawiam się od kilku godzin i niewiele pomysłów przychodzi do głowy.

Eurowizja nadal pokazuje, jak silna jest telewizja. Jakie tłumy może zgromadzić przed telewizorami. Udowadnia, że Polacy, Hindusi, Amerykanie, Brazylijczycy, Egipcjanie czy Australijczycy nie muszą być podłączeni do Internetu, by w jednej chwili oglądać te same treści. Warto o tym pamiętać, nim po raz kolejny pochowa się ów „relikt przeszłości”. Jednocześnie trzeba napisać, że Eurowizja to świetne paliwo dla wydarzeń w Sieci. Konkurs jest komentowany w sieciach społecznościowych, poświęca się mu sporo uwagi w przeróżnych serwisach, nie tylko plotkarskich. To świetne pole do popisu dla twórców memów. Wystarczy sobie przypomnieć, co działo się w Internecie po zeszłorocznej edycji i zwycięstwie Conchity Wurst. Niejako przy okazji Polacy memowali (jest takie słowo?) na temat słowiańskości.

Mylą się ci, którzy myślą, że Conchita byłą pierwszym fenomenem internetowym zaczerpniętym z Eurowizji – mnie znacznie bardziej zapadł w pamięć słynny Epic Sax Guy. Tak, on też wypłynął podczas konkursu. Podejrzewam, że i w tym roku znajdziemy kilka perełek. Właśnie dla nich oglądam to widowisko. Bo oglądam, tego nie zamierzam ukrywać. Muzyka schodzi tu jednak na dalszy plan, na kilkadziesiąt piosenek zazwyczaj można wrócić do kilku – reszta to straszne badziewie. Intryguje jednak show i wszystko to, co dzieje się sokół niego. W tym roku pojawiła się np. informacja o możliwym zagłuszaniu buczenia i gwizdów widzów podczas występu Rosjanki. W Wiedniu artystka może być bardzo chłodno przyjęta, ale w telewizji zobaczymy i przede wszystkie usłyszymy pozytywne reakcje, brawa itp. Nie od dzisiaj wiadomo jednak, że „Jest prawda czasów, o których mówimy, i prawda ekranu…”.

Półfinały odpuściłem, by nie psuć sobie zabawy w sobotni wieczór, emocji może być więcej niż podczas finału Mundialu ;) Nie deprecjonujcie dla zasady i zafundujcie sobie przynajmniej pół godziny spektaklu – zapewniam, że szczęka opadnie niejednokrotnie. O takie rzeczy czasem trudno nawet w Internecie.

Grafika tytułowa: youtube.com