2

Z pomocą nowych technologii pokazano to, co zniszczyli muzułmańscy bandyci

Fanatyzm religijny to zło w czystej postaci. Zatruwa umysły, depcze prawa człowieka i powoduje czasem straszne szkody. Niestety, nie jest to zjawisko, o którym czytamy dzisiaj wyłącznie w podręcznikach historii – za sprawą np. zbrodniarzy z Państwa Islamskiego możemy poznawać tę patologię z bieżących doniesień. Wcześniej obserwowaliśmy to w Afganistanie rządzonym przez talibów. Ci ostatni […]

Fanatyzm religijny to zło w czystej postaci. Zatruwa umysły, depcze prawa człowieka i powoduje czasem straszne szkody. Niestety, nie jest to zjawisko, o którym czytamy dzisiaj wyłącznie w podręcznikach historii – za sprawą np. zbrodniarzy z Państwa Islamskiego możemy poznawać tę patologię z bieżących doniesień. Wcześniej obserwowaliśmy to w Afganistanie rządzonym przez talibów. Ci ostatni wsławili się zniszczeniem posągów Buddy. Niewątpliwa strata jest dzisiaj rekompensowana z pomocą nowych technologii.

Podejrzewam, że spora część z Was kojarzy historię Posągów Buddy w Bamianie. Powstały w połowie pierwszego tysiąclecia naszej ery, ich autorami byli prawdopodobnie buddyjscy mnisi. Figur było kilka, najwyższa mierzyła ponad 50 metrów. Dzieło ludzkich rąk, które przetrwało całe wieki, opierając się wojnom, wandalom, warunkom klimatycznym. Doczekały nawet obecnego milenium, ale w 2001 roku nie wytrzymały starcia z barbarzyństwem islamskich oszołomów. Mimo protestów ONZ i wielu państw (w tym islamskich), talibowie zniszczyli posągi. Pozostały po nich dziury w ścianie skał oraz sterta gruzu, która też znika – lokalsi używają ponoć tego materiału przy konstruowaniu współczesnych budowli. Obłęd i dowód na to, jak krętymi drogami może kroczyć ludzki umysł.

Do tematu nie wracam bez przyczyny – trafiłem w Sieci na informację, która trochę rozjaśnia tę historię. Pewna chińska para za zgodą UNESCO (rejon znalazł się w roku 2003 na liście światowego dziedzictwa) oraz władz afgańskich, zorganizowała projekcję zniszczonych posągów. Ludzie mogli zobaczyć w trójwymiarze coś, co stało tam przez wieki, ale za sprawą jednej decyzji obróciło się w ruinę. Czy to ma sens? Ktoś może powiedzieć, że taka akcja to sztuka dla sztuki, do tego kosztowna – pieniądze można wydać lepiej, budując np. szkoły. I może będzie miał rację.

Uważam jednak, że ludzie, zwłaszcza młodzi, powinni być uświadamiani, co utracili, jak duży to cios dla ich regionu, dla kultury, ale też gospodarki, która mogła przecież czerpać spore korzyści z turystyki. Im częściej i mocniej będzie się podkreślać, unaoczniać takie straty, tym większa szansa, że w przyszłości nie dojdzie do podobnych aktów barbarzyństwa. Może tym młodym ludziom przyjdzie kiedyś bronić innych zabytków, wszak żyją w niebezpiecznym i niestabilnym regionie świata. I nie pozwolą na destrukcję dóbr kultury, bo będą mieli w pamięci projekcję, w której zobaczyli nieistniejące posągi.

Na koniec dodam, że takie lub podobne straty nie wynikają jedynie z ekstremizmu religijnego – powody są różne, ale sprowadzają się do głupoty, braku wyobraźni i ograniczenia umysłowego. Dotyczy to także Polski – nie brakuje u nas przykładów zabytków, które zostały zdewastowane lub całkowicie unicestwione. Apatia lub nawet zła wola władz w połączeniu z prywatnymi interesami oraz zwyczajnym szabrownictwem doprowadziły do nieodwracalnych strat. W takich miejscach też przydałyby się projekcje 3D, by decydenci i mieszkańcy zobaczyli, co zmarnowali. Może dzięki temu będą ratować to, co jeszcze się da.