11

YouTube zyskał nowego strażnika swoich interesów…Microsoft

YouTube to świetna usługa, która dostarcza masę wartości. Równocześnie nie da się ukryć, że jest to też serwis pełen patologii. Znajdziemy tam absolutnie wszystko. Od nagrań pokręconej imprezy, przez materiały od influencerów, streamerów, gamerów oraz wszystkich innych „ów” i o ile moda związana z tym, co jest tam publikowane, szybko się zmienia, o tyle jedno pozostaje takie samo…chęć słuchania nagrań w tle.

Google Play i AppStore zawiera masę tzw. downloaderów, które mają nam w tym pomóc. Prawda jest taka, że większość z nich to badziew i po prostu nie działa, a jedynym ich zadaniem jest zawalenie nas reklamami.

Można też zapłacić serwisiowi YouTube i wykupić usługę, która pozwoli nam cieszyć się na telefonie odtwarzaniem ulubionych kawałków w tle i to bez reklam. Jednak mało kto chce płacić.

Czy nie ma wyjścia?

Oczywiście, że jest to. Fakt, że większość tego typu apek po prostu nie działa, nie oznacza, że nie ma takich, które działają i to bardzo dobrze. Jedną z nich każdy mógł pobrać, przerobić i / lub rozszerzyć ściągając kod z serwisu GitHub. Wystarczyło pobrać repozytorium YouTube-DL…do czasu.

Kod tez został jednak usunięty ze względu na pogwałcenie praw autorskich (o jakim pogwałceniu mowa piszę na końcu artykułu). Stosowne żądanie wyszło od RIAA (Recording Industry Association of America, Inc.) i wszystkich firm, które zrzesza. Czym jest RIAA? To organ handlowy, którego członkami są firmy tworzące, dystrubuujące i produkujące nagrania muzyczne. Odpowiadają za blisko 85% legalnej muzyki odsłuchiwanej na terytorium Stanów Zjednoczonych.

Co zrobił internet?

Pytanie, co zrobili internauci na wieść o usunięciu tego kodu, wydaje się retoryczne. No bo co robią w sytuacjach, gdy jakieś tam korporacje zabierają im coś, co uznają za swoje? Wrzucają to ponownie. Tak też się stało i w tym przypadku.

W ciągu tygodnia kod pojawił się wszędzie gdzie to tylko możliwe, wliczając w to ponowną publikację w ramach serwisu GitHub.
Jednak tym razem Microsoft (właściciel GitHuba) musiał stanąć po stronie interesów YouTube. Jest do tego zobligowany prawnie. Zostało wystosowane następujące oświadczenie:

Jeśli chcesz złożyć lub zakwestionować żądanie usunięcia, wysyłając kod do tego repozytorium, PRZESTAŃ, ponieważ nie akceptujemy PRów (pull request) ani żadnych innych form wkładu do tego repozytorium.

Należy pamiętać, że ponowne opublikowanie dokładnie tej samej treści, która była przedmiotem żądania usunięcia, bez wykonania odpowiedniego procesu opisanego poniżej, stanowi naruszenie zasad DMCA i Warunków korzystania z usługi GitHub. Jeśli zatwierdzisz lub opublikujesz w tym repozytorium treści, które naruszają nasze Warunki świadczenia usług, usuniemy te treści i możemy również zawiesić dostęp do Twojego konta.

Mówiąc krótko, przestań albo dostaniesz bana.

Słowo wyjaśnienia na temat legalności

Na koniec dodam, o co ten cały szum. Narzędzia samo w sobie jest w pełni legalne. Samo w sobie z definicji nie narusza praw autorskich ani nie jest kodem, który został w jakikolwiek sposób wykradziony. Problemem jednak jest prawo Stanów Zjednoczonych.
John Bergmayeh (Public Knowledge Legal Director) wyjaśnia, że narzędzia narusza prawa autorskie, ponieważ jego oczywistym przeznaczeniem jest ominięcie technologicznych zabezpieczeń serwisów streamujących takich jak YouTube.

Jak dla mnie dość śliskie tłumaczenie. Można wymienić bardzo wiele rzeczy, które w ten sposób można zakwalifikować, a dalej są legalne. Jak widać wszystko zależy od tego kto na tym może zyskać, a kto straić.

Źródło: XDA-Dev