97

To zyskałem dzięki YouTube Premium. Święty spokój

youtube
Jeżeli w Twoim przypadku zadowolenie z YouTube Premium to efemeryda - rozumiem i szanuję. Sam długo zastanawiałem się nad tym, czy rzeczywiście warto inwestować 24 złote (bez jednego grosza) miesięcznie w tę usługę. Prawda jest taka, że płatna subskrypcja za YouTube daje przede wszystkim święty spokój - trudno mi jednak wskazać inne powody, dla których trzeba Google zapłacić.

Święty spokój, czyli co? Zacznijmy od tego, co w ogóle otrzymujemy w ramach YouTube Premium. Prawda jest taka, że w ramach subskrypcji, Google upchnęło właściwie kilka przywilejów – to nie tylko brak reklam w materiałach i dostęp do „YouTube Originals” – co jest dla mnie kompletnie bezużyteczne. To również YouTube Music Premium (który jest zasadniczo… dramatem) oraz dostęp do Muzyka Google.

Muzyka Google w YouTube Premium

Powiem od razu – Spotify to opcja znacznie lepsza. W tym serwisie streamingowym funkcjonuję w ramach subskrypcji rodzinnej i za około 5 złotych miesięcznie mogę słuchać czego chcę i kiedy chcę. W porównaniu do Muzyka Google, Spotify ma lepszą bibliotekę utworów, paradoksalnie lepszą „szukajkę” i lepszy interfejs użytkownika. Mimo, że mam dostęp do streamingu na modłę Google, nie korzystam z tej opcji z wiadomych względów. Nie mam w zwyczaju zastępować lepszych usług gorszymi. Dużo wnosi w tej kwestii również przyzwyczajenie – próbowałem przesiąść się na Tidala chociażby i ta operacja kompletnie się nie udała.

YouTube Premium ekran komputera

A skoro muzyka, to jak jest z YouTube Music Premium?

YouTube Music Premium to muzyka… na wyłączonym ekranie i ewentualnie teledyski bez jakichkolwiek reklam. Nie jestem fanem teledysków: nigdy nie kręciły mnie klipy inspirowane muzyką. Na palcach jednej ręki jestem w stanie policzyć utwory, do których teledyski „znam”. A dlaczego znam? Bo widziałem je przed laty: na przykład w programie „30 ton – lista przebojów”. Ale to przecież naprawdę zamierzchłe czasy. Teraz, „z głowy” jestem w stanie wskazać chociażby Bla Bla Bla (Gigi D’Agostino) – ze względu na minimalizm (i słonia na końcu). Podobnie z The Riddle tego samego wykonawcy. „Jeszcze Polska…” Kazika… a! I jeszcze Around The World Daft Punk i „Interstella 5555” Daft Punk – film, który jest „teledyskiem dla całej płyty Discovery”.

Czytaj również: Odświeżona aplikacja YouTube wygląda bosko! To nie jedyna zmiana jaką szykują

Kręcą Was teledyski? Odtwarzacie muzykę z YouTube na wyłączonym ekranie? Do tego bardziej nadaje się Spotify, albo (dla masochistów)… Muzyka Google. To nie jest powód, dla którego warto nabyć abonament YouTube Premium.

Pobierz sobie filmy na urządzenie

I to już bardziej rozumiem. Nawet ja wsiąknąłem odrobinę w niektóre kanały na YouTube – na pewno nie interesują mnie „patostreamerzy” czy „patoyoutuberzy”, nie bardzo porywają mnie ulubieńcy młodszego pokolenia. Ale, z zamiłowaniem oglądam Lekko Stronniczych, kanał Karola Paciorka, Cezarego Pazurę, Miłośników Czterech Kółek, Złomnika, Motobiedę, Uwaga! Naukowy Bełkot i kilku innych jeszcze twórców. W obecnych czasach nie jest to może najlepszy możliwy przykład, ale załóżmy, że przed nami jest dłuższy lot samolotem – w ciągu 3-4 godzin musimy sobie zapewnić rozrywkę, na przykład w samolocie Ryanaira, który „słynie” z ponadprzeciętnej wygody oraz rozrywki na żądanie. Kilka odcinków jakiegoś serialu na Netfliksie, kilka filmów na YouTube i voila.

Ja mam takie zboczenie, że gdy wracam z biura, parkuję w garażu podziemnym, to siedzę chwilę w aucie i na przykład oglądam „zaległe” filmy. W garażach podziemnych jest z reguły tak, że albo zasięg jest kiepski, albo nie ma go w ogóle. Pobranie kilku filmów „zawczasu” rozwiązuje ten problem, a ja mogę się w spokoju nastroić na relaks. Święty spokój po raz pierwszy.

youtube premium screenshot

Filmy odtwarzają się na wyłączonym ekranie

Coś, czego nie doświadczą niepłacący za YouTube konsumenci: film można „odsłuchać” na wyłączonym ekranie. I bywa czasem tak, że mam do czynienia z „przegadanym” (to nic złego) materiałem, którego widzieć wcale nie trzeba. Załóżmy, że to jakaś prelekcja z TED i na przykład jadę autem. Żeby się nie rozpraszać, wyłączam ekran urządzenia, uruchamiam materiał i jest „pięknie”. Zastosowań dla tego dobrodziejstwa wynikającego z YouTube Premium jest zapewne znacznie więcej, ale w moim przypadku działa to głównie w ten sposób. To już jest coś, za co warto dopłacić do YouTube’a. A! I święty spokój po raz drugi.

W bezpłatnej wersji tego mi brakowało.

Filmy bez reklam

Materiał przeplatany reklamami? Ok, youtuberom trzeba dać trochę zarobić (zazwyczaj nie są to duże sumy – ale to zależy), więcej natomiast są w stanie wyciągnąć z akcji sponsorowanych lub od patronów. Mnie jednak reklamy w YouTube zazwyczaj irytowały: „planowane” były w bardzo złych moim zdaniem momentach (bo żaden moment nie jest dobry na reklamę), nierzadko pojawiały się również takie w formie banera na dole. I o ile wierzę w siłę reklamową Google, tak w YouTube miałem wrażenie, że reklamy są nieco „chybione”. Pozbycie się ich to najlepsze, co mogło mnie spotkać dzięki subskrypcji Premium. Święty spokój po raz trzeci. Sprzedane?

logo youtube na smartfonie

Czytaj również: 2600 złotych miesięcznie. Tyle zarabia się na YouTube robiąc ambitne treści

Nie bardzo

No, nie bardzo. Nie każdemu jestem w stanie udowodnić, że za YouTube Premium warto dopłacić – niektórzy z Was przecież mają wyższą tolerancję dla rzeczy, które stanowią kompromis w bezpłatnej wersji serwisu. Możecie nie zwracać uwagi na reklamy, możecie przecież nie potrzebować odtwarzania materiałów na wyłączonym ekranie, czy pobierania klipów „na później”.

Będzie to może nieco zbyt szerokie porównanie, ale dajmy na to taki Xbox Game Pass ma bardzo jasne korzyści dla użytkownika – spora biblioteka gier za stałą, miesięczną opłatę. Spotify podobnie. Netflix? Chyba nie trzeba tłumaczyć. W przypadku YouTube Premium są to pomniejsze rzeczy, które nie dla każdego będą miały istotne znaczenie.

Ale, jeżeli dla Ciebie liczy się święty spokój – spróbuj. Oceń sam, czy YouTube Premium to coś dla Ciebie. W moim przypadku sprawdziło się, chociaż po każdym „ściągnięciu z konta” miesięcznej opłaty zastanawiam się, czy dalej warto. Pytanie, w którym momencie przestanę się zastanawiać i… albo zostanę z usługą „na zawsze”, albo z niej zrezygnuję.