Samsung

Niektórzy grzebali już Samsunga, a tu proszę: Koreańczycy grają na nosie Apple i Chińczykom

MS
Maciej Sikorski
5

Co zrobisz z Galaxy S7 - takie pytanie konkursowe zadaliśmy Wam kilka dni temu (przypominam, że termin nadsyłania odpowiedzi upływa dzisiaj). Odpowiedzi czytamy, jednocześnie spoglądam na doniesienia z Korei Południowej - okazuje się, że flagowiec Samsunga jest bohaterem wyników kwartalnych korporacji. Po chudych miesiącach w końcu przyszły te dobre. Naprawdę dobre. Oficjalny raport pojawi się dopiero za kilka tygodni, ale już teraz można przyjąć, że znajdziemy w nim najlepsze dane od ponad dwóch lat. I znowu wiodącą rolę odgrywają w tym biznesie, wspomnianych wynikach, smartfony - zwłaszcza topowe modele.

Wyniki Samsunga, te wstępne, zawsze pojawiają się kilka dni po zakończeniu kwartału i zazwyczaj zostają potwierdzone w oficjalnym raporcie, więc nie należy się spodziewać niespodzianek, poważnych zmian w stosunku do tego, czym teraz chwali się firma. A naprawdę ma się czym chwalić.

Rosną przychody, rosną zyski

Gdy spojrzy się na te wstępne wyniki Samsunga, w oczy rzuca się przede wszystkim wzrost zysku operacyjnego: przekroczył 17% i wyniosły one około 7 mld dolarów. Ostatni raz tak dobrze było na początku 2013 roku. Potem przyszedł kryzys, ostry zjazd, o którym sporo pisaliśmy. Wspominałem wówczas, że wyniki koreańskiego producenta ratuje dział komponentów: segment mobile ucierpiał, ale mocny drugi filar pozwolił firmie nadal zarabiać miliardy dolarów. Niczym echo wybrzmiewało wówczas jedno pytanie: czy Koreańczycy są jeszcze w stanie wrócić na ścieżkę wzrostów w segmencie mobilnym? Czy mogą sprzedawać więcej smartfonów i tabletów, zarabiać na tym sprzęcie tak duże pieniądze, jak wcześniej?

Wydawało się, że będzie z tym naprawdę duży problem. Po pierwsze, mocno zaatakowało Apple, które zwiększyło rozmiar smartfonów i biło kolejne rekordy, po drugie, ofensywę przypuścili Chińczycy. W efekcie rozkręciło się Huawei, które ma chrapkę nawet na pierwsze miejsce w sektorze, ambitne plany prezentowało też m.in. Xiaomi, któremu więcej uwagi poświęciłem wczoraj. Dla Koreańczyków to były naprawdę złe informacje: walka na dwóch frontach prezentowała się słabo, zaliczono spadki, zastanawiano się, co może pomóc firmie, być jej kolejnym motorem napędowym. Wychodzi jednak na to, że Samsung kontratakuje i to skutecznie.

Dobre wyniki Samsunga to dzieło flagowca

Przychody firmy wzrosły ponoć o 3% w porównaniu z analogicznym okresem roku 2015. Mniej niż zysk operacyjny, a zatem można przypuszczać, że wyniki Samsunga nakręcała dobra sprzedaż produktów z wysoką marżą. Z branżowych doniesień wynika, iż wielkim powodzeniem cieszyły się najświeższe flagowce korporacji: Galaxy S7, a zwłaszcza Galaxy S7 Edge. Przypomnę, że w przeszłości Samsung miał problem z modelem o zakrzywionym ekranie - nie przewidział dużego zainteresowania klientów i nie był w stanie odpowiedzieć na popyt. Przez to nie zarobił tyle, ile mógł. Firma najwyraźniej wyciągnęła wnioski z tamtej premiery i była lepiej przygotowana - pierwszy kwartał tego roku pokazał poprawę wyników, drugi był pod tym względem jeszcze lepszy.

Trudno stwierdzić, jak radziły sobie poszczególne oddziały firmy, ale można przyjąć, że o ile teraz dominował mobile, tak w drugiej połowie roku sporą rolę odegra segment komponentów. Co prawda czeka nas premiera nowego Note'a, ale do gry wejdzie też nowy iPhone, a od premiery podstawowego flagowca Koreańczyków upłynie już trochę czasu. Nie jest jednak pewne, że korporacja z Cupertino zaliczy naprawdę mocną prezentację i pokaże coś świeżego - jeśli pojawi się jęk rozczarowania, Samsung ma szansę podbijać wyniki także w kolejnych kwartałach. Kryzys zostanie pewnie uznany za zakończony. Firma może i zadrżała w posadach po tych kilku kwartałach wstrząsów, ale większych szkód jej to nie wyrządziło, wszystko wraca do normy. Apple i Chińczycy ostrzyli zęby na rynkowe udziały Samsunga, lecz póki co muszą się obejść smakiem - lider wrócił do gry.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu