Felietony

Wojna to nie czas na prywatność. Google - bierz te dane i ratuj życie ludzi

Krzysztof Rojek
9

Google ma narzędzia, by zapewnić Ukraińcom precyzyjny system ostrzeżeń przed nalotami. Jednak na drodze stoi, jak zwykle, marketing.

Prywatność i dane użytkowników to kwestia niezwykle ważna w dzisiejszych czasach. To, ile firmy zarabiają na ich pozyskiwaniu przekracza pojęcie zwykłego człowieka. Miliony, czy w niektórych wypadkach - miliardy, dolarów są bowiem kwotą którą zwyczajnie ciężko sobie zwizualizować. Jednocześnie, z jednej strony w wielu przypadkach oddajemy te dane za darmo, korzystając z mediów społecznościowych i produktów dużych korporacji, jak chociażby przeglądarki, a z drugiej - w najmniejszym nawet stopniu nie mamy pojęcia jakie dane są przekazywane i komu. RODO i informacje o cookiesach zamieniły się w parodię samych siebie, nie wnosząc za wiele do prywatności, a tylko utrudniając przeglądanie sieci, dając kolejny baner do "odklikania".

Są jednak sytuację, w których prywatność MUSI zejść na drugi plan

Pamiętacie zapewne aplikacje rządową, która miała badać to, z kim się kontaktujemy i na podstawie tego wysyłać alerty, że mieliśmy styczność z osobą zarażona. Jeżeli wszyscy w kraju mielibyśmy ją na swoim smartfonie, oznaczałoby to dostarczenie rządowi informacji gdzie jesteśmy i z kim się widzimy - stały nadzór nad wszystkimi obywatelami kraju. Aplikacja okazała się być spektakularną klapą, a pod maską składała się głównie z dziur w zabezpieczeniach, ale ten temat został już przewałkowany wiele razy. Mi natomiast chodzi o coś innego. Otóż w tamtym wypadku taka aplikacja zbierała wrażliwe dane użytkowników, nie dodając praktycznie nic w kwestii ich bezpieczeństwa. Owszem, Covid jest zagrożeniem, ale po pierwsze idea, że daną apkę zainstalują wszyscy w kraju była kompletnie bzdurna (bo nie wszyscy mają smartfony), a po drugie - jej działanie oparte było na fakcie, że wszyscy zarażeni będą się badać i przestrzegać kwarantanny, co, jak wiemy, zwyczajnie się nie działo. Ta aplikacja brała dane użytkownika, a jednocześnie - nie miała prawa działać. Dlatego nigdy jej nie zainstalowałem i uważam, że była to próba uzasadnienia skoku na prywatność użytkowników za pomocą sytuacji kryzysowej.

Są jednak sytuacje, w których nawet orędownicy prywatności pozwalają na wyjątki. Jednym z takich wyjątków jest bezpośrednie zagrożenie życia człowieka. Jeżeli dzięki poświęceniu prywatności można realnie uratować kogoś przed niechybną śmiercią, prywatność musi zejść na dalszy plan. Taką sytuacją jest chociażby wojna. Co się dzieje na Ukrainie każdy wie. Cywile są tam w śmiertelnym zagrożeniu. Naprawdę pokrzepiające jest to, że technologie, które "trochę" pomagają w codziennym życiu, tam przekształcane są w coś, co ratuje ludzi. Niedawno pisałem o tym, że Starlink dostarczony przez Muska i włączony nad Ukrainą jest jedynym źródłem internetu w niektórych częściach kraju i to dzięki niemu widzimy wszystko, co robią Rosjanie.

Drugą taką sytuacją jest ogłoszona niedawno przez Google funkcja ostrzegania przed bombardowaniem. Wiemy, że Rosjanie mordują cywili strzelając w budynki mieszkalne, dlatego amerykańska firma ogłosiła, że wykorzysta swój system powiadomień do alarmowania mieszkańców zagrożonych terenów przed atakiem bombowym. Jak poinformowało Google, funkcja ta jest wprowadzana na prośbę ukraińskiego rządu i jest uzupełnieniem istniejącego systemu, jednak pozwalająca dotrzeć do obywateli szybciej dzięki systemowi powiadomień z Google Play o bardzo niskiej latencji. Jednocześnie Google ogłosiło, że będzie wykorzystywało "przybliżoną" lokację urządzeń do tego, by wybrać , na które smartfony zostanie wysłane powiadomienie. Wiecie - aby chronić prywatność.

This feature uses only your device’s approximate location to send notifications about potential air raids. Google does not use this location information to track or identify you.

I szczerze - mam z tą wiadomością spory problem. Wszyscy wiemy, że Google zbiera i przetwarza nasze dane, jednocześnie zawsze mówiąc, że tego nie robi. To już jest marketingowy standard. Jednak wojna to nie miejsce na marketing. Google ma narzędzia do tego, by namierzyć każdego użytkownika Androida i ochrona poprzez ostrzeganie niewinnych cywili przed nalotem jest  dla mnie wystarczającym powodem, by z tych narzędzi skorzystać. Wątpię, by ktoś w takim wypadku narzekał na to, że powiadomienia są "zbyt dokładne". One muszą być dokładne, bo jeżeli nie będą, jest szansa, że ktoś, kto znajduje się na terenie zagrożonym ich po prostu nie dostanie. Przyznam się szczerze, że będąc w miejscu zagrożonym nalotem zdecydowanie mniej przejmowałbym się tym, czy zagraniczna firma przetwarza moje dane, niż tym, czy dostanę na czas alert o tym, że muszę szukać schronienia.

Jest to trochę smutne, że w takich sytuacjach marketing i dbanie o własny wizerunek (bo takie zapewnienia o korzystaniu z przybliżonej lokacji nie są niczym innym) może stanąć na drodze do zapewnienia lepszej i skuteczniejszej pomocy. Ale z drugiej strony - czego ja się spodziewałem...

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu