Smartfony

Włożyłem kartę SIM do 4-letniego smartfona ze średniej półki. Wnioski mogą zaskoczyć

Mirosław Mazanec
Włożyłem kartę SIM do 4-letniego smartfona ze średniej półki. Wnioski mogą zaskoczyć
41

Ilość modeli jakie co roku wypuszczają producenci jest przeogromna. Co prawda pandemia nieco utrudniła im działanie, ale to i tak nie powstrzymuje ich przed zalewaniem rynku. Po prostu dostajemy częściej stare urządzenia w nowym opakowaniu i w coraz wyższych cenach.

Nie ma się więc co dziwić, że sprzedaż smartfonów spada. Bardziej zaczynamy też doceniać te firmy, które zapewniają telefonom długie wsparcie, a nie porzucają je po roku czy dwóch. Czy jednak w ostatnich latach postęp był tak duży, że nie ma sensu patrzeć na starsze urządzenia? Sprawdziłem to na sobie, przez dwa tygodniu używając jako swojego głównego smartfonu motoroli one Vision.

Ciekawy przypadek moto one Vision

Telefon zadebiutował w Polsce w maju 2019 roku. Kosztował 1299 zł. Teraz można kupić używki na portalach aukcyjnych w okolicach 300 – 400 zł.

Smartfon sam w sobie jest bardzo intrygujący. To były czasy gdy motorola poszukiwała swojej drogi i dość mocno eksperymentowała. One Vision jest właśnie dzieckiem takich eksperymentów. Np. zastosowany w nim procesor to… Exynos Samsunga. Konkretnie model 9609  wykonany w 10 nm. Do tego w tym urządzeniu mamy coś, czego często nie mają nawet dziś smartfony aspirujące do najwyższej półki – optyczną stabilizację obrazu. Należał do programu Android One, a swoją przygodę z tym systemem skończył na Androidzie 11. Ostatnia poprawka zabezpieczeń jest z maja 2022.

Ma też nieco węższy ekran o proporcjach 21:9 znanych głównie z urządzeń Sony. I chyba największą dziurę na kamerkę do selfie w historii smartfonów. Serio.

Za to jakość wyświetlacza – rewelacja. To panel IPS LCD o rozdzielczości FHD+ i 432 PPI. Więc na papierze w sumie nic specjalnego. Ale intensywność wyświetlanych kolorów i doskonałe kąty widzenia zaskakują. Ani 4 lata temu, ani teraz nie narzekałem na jego jakość i spokojnie można go pomylić z panelem AMOLED użytym w jakimś tańszym urządzeniu.

Jedynym wyraźnie słabszym jak na dzisiejsze czasy punktem jest bateria, która ma 3500 mAh pojemności. To plus Exynos robią niestety swoje. Ale o tym za chwilę.

Skoro specyfikację mamy już z grubsza ogarniętą, przejdźmy do najważniejszego czyli tego, jak telefonu używało mi się na co dzień. Czyli po prostu – czy bardzo się męczyłem, czy wszystko z grubsza było OK.

Życie z 4-letnim telefonem w kieszeni

Każdy z nas ma inne potrzeby związane ze smartfonem. W moim przypadku są one dość proste. To dobre zdjęcia i komfortowe działanie. Czyli chyba taki standard którego oczekuje większość użytkowników. Oczywiście motoroli one Vision nie można porównywać do smartfonów z wyższej czy średniej/wyższej półki. Biorąc pod uwagę jej cenę, można zestawiać ją teraz z budżetowcami. Ja od nich staram się trzymać z daleka. I z pełną odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że żaden ze smartfonów do 500 zł, o których pisałem w tym zestawieniu, do niej się nie umywa.

Wracając jednak do tematu. Czy przez te dwa tygodnie miałem jakieś problemy? Zaskakująco – nie.

To czego się bałem, to czy procesor da radę. I czy smartfon nie będzie się ciął przy najprostszych czynnościach, doprowadzając mnie tym samym do szału. Nic takiego nie miało jednak miejsca. Oczywiście – odczuwałem jego mniejszą moc. Np. przejście podczas oglądania wideo z pionu do poziomu trwało zauważalnie dłuższą chwilę. Ale wczytywanie stron, przeglądaniem internetu – bez problemu.

Drugą różnicą była różnica w płynności – jednak podniesienie odświeżania ekranu do 90 czy 120 Hz zrobiło na przestrzeni lat swoje. One Vision tego nie ma, obraz odświeżany jest w 60 Hz i to widać.

Trzeba też pamiętać, że nie jest to mocarz na którym można np. grać w wymagające tytuły. I niestety ma przypadłości które dotyczą większość smartfonów napędzanych Exynosami. Pierwszy – to wysokie temperatury. Nasz one Vision cierpi na tą chorobę i potrafi się dość mocno nagrzać. I drugi – to mocny drenaż baterii. Która, przypomnijmy, jest jak na dzisiejsze warunki mała – 3500 mAh. W nocy urządzenie traci nawet kilkanaście procent, więc lepiej ustawić sobie przełączanie w tryb oszczędzania baterii przy 5 czy 10 proc. inaczej budzik może nie zadzwonić. Tyle, że np. ja w zasadzie regularnie musiałem podładować go przed wieczorem. Jednak w dzisiejszych czasach optymalizacja smartfonów, nawet tych z Exynosem, jest chyba nieco lepsza.

Da się tym jeszcze zrobić ładne zdjęcie?

4 lata temu smartfon zrobił na mnie w tym względzie świetne wrażenie, oczywiście biorąc pod uwagę jakość do ceny. Zwłaszcza zdjęcia nocne stały na bardzo dobrym poziomie. OIS w tego typu fotografii odgrywa bardzo dużą rolę i potrafi wiele zdziałać. Pamiętam swoje porównanie gdzie one Vision  pozostawił w tyle kilka dużo droższych smartfonów.

Teraz „efektu wow” już nie było. Wciąż jest bardzo fajnie, ale widać że i hardware i software poszedł do przodu. I np. zdjęcia nocne wtedy były świetne, dziś ten poziom osiągnęła większość smartfonów ze średniej półki. Pamiętajmy tylko, że to one musiały wspiąć się tam, gdzie motka była w 2019 r…

W każdym razie zestaw:

  • obiektyw główny 48 MP, f/1.7, 1/2.0", 0.8µm, PDAF, OIS;
  • sensor głębi 5 MP, f/2.2;
  • selfie 25 MP, f/2.0, 0.9µm

wciąż trzyma poziom. Więc nie musiałem się specjalnie martwić o to, że nie mam nowszego smartfona w kieszeni. Z ciekawostek – filmy nagramy w 4K. Nowe telefony ze średniej/niższej półki, pracujące na najpopularniejszym teraz Snapdrogonie 695 – tego nie potrafią.

Generalnie – Motorola one Vision wciąż daje radę. A to kilka przykładów – sprzed 4 lat i obecnie.

Jakie wnioski płyną z mojego eksperymentu?

Po pierwsze – postęp w smartfonach jest i to widać, ale urządzeń, nawet sprzed czterech lat nie trzeba się bać, wciąż da się ich używać. Najlepiej będą się starzeć te z najwyższej półki. Więc jeśli mamy flagowca z 2019 r. bądź nowszego – nie widzę konieczności wymiany. Jasne, wszystko zależy od naszych wymagań. Gdy ktoś chce mieć najwyższą jakość zdjęć, musi inwestować w nowsze sprzęty. Ale też producenci są w stanie sporo poprawiać softem i aktualizacjami, więc i użytkownicy starszych telefonów mogą liczyć na nowe funkcje.

Po drugie – warto interesować się sprzętami producentów którzy oferują jak najdłuższe wsparcie. I nie chodzi już nawet o aktualizacje systemu, bo choć różnice między poszczególnymi wersjami są, to jednak można żyć wciąż z Androidem 12 czy 11. Ważniejsze są poprawki bezpieczeństwa. W smartfonie mamy dziś wszystkie najważniejsze dla nas rzeczy – od zdjęć zaczynając, na bankowości czy dokumentach kończąc.

Po trzecie – wzrost kosztów produkcji czy transportu powoduje, że nowe smartfony są coraz droższe. Na szczęście starsze urządzenia mają obniżane ceny. I moim zdaniem dopóki są dostępne, to właśnie one powinny zwrócić naszą uwagę. Roczny czy dwuletni telefon zaoferuje za tą samą bądź niższą cenę lepszą jakość niż telefon z ostatnich miesięcy.

Więc z jednej strony 4 lata w technologii to sporo. Ale z drugiej – widać że nie mieliśmy w tym czasie do czynienia z żadną rewolucją, a jedynie z ewolucją. I to dość powolną, zastopowaną pandemią. A może po prostu producenci doszli już do ściany. I nowych rzeczy już nie wymyślą.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

felieton