Moje przemyślenia

Windows to na razie jeden wielki plac budowy – czyli w co gra Microsoft?

JS
Jakub Szczęsny

Człowiek, bloger, maszyna do pisania. Społeczny as...

36

Microsoft. Niegdyś nieprzystępny monopolista, dyktator, moloch. Majestat firmy pozostał, do technologii przyszło jednak nowe. Wkroczyło nie tyle niespodziewanie, co nagle. Samolubny wtedy jeszcze gigant niezbyt poprawnie zareagował na rewolucję mobilną musi konkurować w nierównej walce z Google oraz...

Microsoft. Niegdyś nieprzystępny monopolista, dyktator, moloch. Majestat firmy pozostał, do technologii przyszło jednak nowe. Wkroczyło nie tyle niespodziewanie, co nagle. Samolubny wtedy jeszcze gigant niezbyt poprawnie zareagował na rewolucję mobilną musi konkurować w nierównej walce z Google oraz Apple, które rynkiem smartfonów oraz tabletem trzęsą, jak swoim. W Microsofcie musiały rozpocząć się mocne zmiany - takie, które w przyszłości pozwolą odwrócić role i uwarunkują powrót na dawne miejsce - a to jest możliwe, jak najbardziej.

Historia porażką pisana

Można mówić, że Windows 8 nie jest systemem złym. Brzmi to trochę jak zaklinanie rzeczywistości. Macie mnie za fanboja - ja to rozumiem w dobie powszechnej polaryzacji opinii. Lubimy się okopywać w pewnych obozach i bronić ich tak, jakby to miało nam zapewnić chleb na jutro. Wiecie, ja martwię się głównie o ten rzeczywisty chleb, o swoje zdrowie - dla mnie Microsoft to po prostu pewna część mojej pracy. A, że jest mi w pewien sposób najbliższy, to w największej części piszę właśnie o nim. Krótka spowiedź już była, przejdźmy do meritum.

Windows 8 działa nieźle. W Redmond wykonano dobrą robotę - jest to w ogromnej większości przypadków bezproblemowy kawałek oprogramowania. Z nim jest niestety jeden, bardzo poważny problem. Nijak nie odpowiada on potrzebom użytkowników.

Kiedy przyszła premiera tego systemu, urządzenia hybrydowe były absolutną nowością - drogie i wcale nie takie wydajne, jakby mogło się wydawać. To zmieniło się dopiero wraz z wypuszczeniem na rynek m. in. Asusa Transformera T100, który pokazał, do czego tak naprawdę służy Windows 8. I rzeczywiście, dopiero w wypadku urządzenia hybrydowego/posiadającego dotykowy ekran jest to system naprawdę przemyślany.

Windows jednak nie kończy się na dotyku - o tym chyba w Microsofcie zapomniano. Nieszczęsny (hehe) ekran Start jest bardzo słaby, gdy przyjdzie nam pracować na komputerze stacjonarnym, na dużym monitorze - za pomocą klawiatury oraz myszy. Wtedy przestrzeń na tym ekranie po prostu się marnuje. Kafelki są owszem, bardzo funkcjonalne - jednak tylko, gdy stukamy w nie palcami. Klawiatura, mysz i Windows 8 po prostu się gryzą.

Dlatego też komentatorzy wydarzeń w nowych technologiach w większości spisali Windows 8 na straty - robiąc z nim notabene to samo, co zrobiono z Vistą. Złe opinie w mediach przełożyły się na złe opinie użytkowników, a to z kolei spowodowało, że od Windows 8 trzymano się z daleka. Z jednej strony to rozumiem - rewolucja w interfejsie i w samym podejściu do niego, przeniesienie pewnych elementów systemu w zupełnie nowe, inne miejsca. Osoby, które od kilkunastu lat używały Windows miały po prostu ogromne problemy adaptacyjne. A sam Windows na nową modłę był po prostu niedojrzały.

Tak, niedojrzały

Odpowiedź na rewolucję mobilną uwarunkowała odejście od starych zwyczajów i wdrożenie nowych. Microsoft jednak zastosował stare metody - oparte na zasadzie: "Nawet jak się nie spodoba, to wbijemy to klientom młotkiem w głowy". To już tak nie działa. Po pierwsze, użytkownicy wcale nie mieli interesu w tym, by odejść od dużo atrakcyjniejszych pod względem dostępności aplikacji Androida oraz iOS. Po drugie - przyzwyczajeń nie bez powodu nazywa się drugą naturą człowieka. Zmiany były tak duże, że to po prostu nie mogło się udać.

Kwestia przyzwyczajeń oraz niedopasowania interfejsu do scenariusza użytkowania nie dotyczy już Windows Phone, który już z nazwy tłumaczy, do jakich celów jest przeznaczony. Wtedy kafelki są jak najbardziej przydatne. Aplikacje reprezentowane przez aktywne kwadraty wyświetlające w dodatku stan programu w tle - jeżeli tylko do Windows 10 dla telefonów Microsoft zdecyduje się dorzucić interaktywne kafelki - będzie cudnie.

Windows 10 dla pecetów w wersji Technical Preview okazał się niemałym sukcesem. Insiderów przybywa z miesiąca na miesiąc i wszyscy właściwie mówią to samo - oprócz tego, że system jest nadspodziewanie stabilny, to w dodatku wskazuje na dobry kierunek działań Microsoftu. Okazało się, że to wcale nie Microsoft jest dla konsumentów, lecz konsumenci dla Microsoftu. Wcześniej było odwrotnie. Nie bez znaczenia jest to, że gigant kiedyś mógł sobie na to pozwolić. Teraz, gdy konkurencja jest naprawdę silna nie można bawić się w samowolne uprawianie swojego ogródka. Użytkowników trzeba słuchać.

Przywrócenie Menu Start to najlepsze, co mogło się przytrafić Windows 10 - oczywiście, o ile mówimy o komputerach stacjonarnych, gdzie tego rozwiązania brakowało. W nim oczywiście dalej wyświetlają się kafelki, lecz te można spokojnie odpiąć i cieszyć się Windows pozbawionym kafelków - co kto lubi. Warto wspomnieć jednak o Continuum, czyli mechanizmie doboru interfejsu do scenariusza użytkowania.

Windows 10 dla telefonów natomiast może wydawać się być pewnym rozczarowaniem - ja to absolutnie rozumiem. Po wersji Technical Preview spodziewaliśmy się czegoś więcej, prawda? Czegoś na wzór pecetowej wczesnej wersji systemu - wyraźnego, dobrego kierunku zmian, stabilności działania. Otrzymaliśmy... jeden wielki plac budowy. Jakieś zmiany są - odpisywanie (także głosowe) w powiadomieniu toast, nowe rozmiary kafelków, nowy ekran ustawień (który w ogóle jest w powijakach), tło pod kafelkami. Zmian nie jest wiele, stąd społeczność ciekawa nowej wersji mobilnego Windows była nieco zawiedziona. Ale tylko dlatego, że użytkownikami rządziła ciekawość.

Microsoftowi chodzi o coś zupełnie innego - zamierza słuchać użytkowników i stworzyć system taki, który będzie odpowiadać przede wszystkim osobom, które zamierzają z niego korzystać. Po to jest właśnie program Windows Insider, który w swoim prostym zamyśle jest po prostu genialny. We wczesnej wersji prezentuje się to, co Microsoftowi udało się dokonać - wydajemy kompilację, użytkownicy oceniają i proponują poprawki. Microsoft wdraża je i wszyscy są zadowoleni. Nie można było tak wcześniej?

I podobnie będzie właśnie z Windows Phone, który jak sądzę będzie zbudowany tak, jak będą sobie życzyć tego Insiderzy. Żywię ogromne nadzieje co do interaktywnych kafelków oraz możliwości podłączenia telefonu do klawiatury oraz myszy. Ekscytuje mnie wizja jednego Windows - możliwości posiadania tego samego na tablecie, pececie i telefonie. Niecierpliwie czekam także na Cortanę - nie lubię wyciągać telefonu podczas podróży piechotą do sklepu, na uczelnię - cały czas zasuwam ze słuchawkami Bluetooth na szyi. O ile połączenie przychodzące można spokojnie odebrać, tak już w przypadku odpisania na wiadomość tekstową muszę sięgnąć do kieszeni i postukać palcami w ekran.

O ile z Windows 10 dla pecetów na razie użytkownicy są zadowoleni, tak ten dla telefonów nie zebrał wielu pozytywnych ocen. Bałagan we wczesnej wersji, niestabilność i mały bukiet nowych funkcji spowodował, że część osób jest niezbyt przychylna nowej wersji mobilnych okienek. Nie upatrujmy tego w kategorii porażki - popatrzmy na to z innej strony. To szansa, by Windows był wreszcie taki, jak chcą użytkownicy - niekoniecznie taki, jaki chciałby nam dać Microsoft. A to przecież my jesteśmy najważniejsi, prawda?

Grafika: 1, 2, 3, 4

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu