Windows

Windows 11? A komu to potrzebne?

Tomasz Szwast
55

Windows 11, zgodnie z doniesieniami analityków, nie radzi sobie tak dobrze, jak chciałby tego Microsoft. Dlaczego nowy system operacyjny nie zdobywa serc użytkowników? Czy Windows 10 jest zbyt dobry? Na te pytania postaram się znaleźć odpowiedź.

Windows 11, od momentu rynkowej premiery, nie ma łatwego życia. Poza typowymi dla oprogramowania chorobami wieku dziecięcego, które Microsoft stara się konsekwentnie zwalczać, musi zmagać się z brakiem przychylności ze strony zdecydowanej większości użytkowników poprzedniej wersji systemu. Dlaczego właśnie tak się dzieje? Czy mit co drugiego Windowsa wciąż trwa? A może po prostu ludzie nie chcą migrować, bo po co mają to robić, skoro system, z którego korzystają obecnie działa tak, jak powinien? Na podstawie swoich własnych odczuć, a także informacji dostarczanych przez analityków rynku spróbuję poszukać odpowiedzi na te pytania.

Microsoft to firma, o której w ostatnim czasie nie przestaje być głośno. Wszystko dlatego, że postanowiono odświeżyć wiele istotnych produktów, a nowości, jedna za drugą, trafiają na rynek. Mniej uwagi poświęcono nowej odsłonie pakietu biurowego - Microsoft Office 2022, czy aktualizacji urządzeń z serii Surface, jednak takie tematy, jak nowa generacja konsol, wraz z dostępną zawartością, a także kolejna wersja systemu operacyjnego, musiały wzbudzić wzmożone zainteresowanie mediów.

Nowy system operacyjny, zgodnie z zamierzeniami producenta, miał uczynić obsługę komputerów osobistych jeszcze wygodniejszą. Miał być odpowiedzią na nowości wprowadzane przez Apple do systemu macOS, czyniące system jeszcze bardziej zorientowanym na użytkownika. Już sam widok paska zadań, na czele z ikonami umieszczonymi na środku, pozwala zauważyć, na czym konkretnie wzorowano się w kwestii interfejsu. Problem w tym, że zdecydowana większość użytkowników systemu Windows to osoby, które nie przepadają za zmianami w czymś, do czego są przyzwyczajeni. Komputer ma działać i tyle, a wszystkie niezbędne narzędzia znajdować się w tym miejscu, do których są przyzwyczajeni. A to zwiastun kłopotów, o czym Microsoft zdążył się przekonać już kilka lat temu.

Windows 11 będzie jak Windows 8?

Zdaję sobie sprawę z tego, jak wiele błędów popełniono przy okazji premiery systemu Windows 8. Doskonale pamiętam czasy, kiedy Microsoft usilnie pozostawał na stanowisku, że zarówno komputer, jak i tablet, smartfon czy konsola, mają korzystać z identycznego interfejsu, bazującego na kafelkach. Z tego właśnie powodu, słynne, kolorowe kafelki widzieliśmy zarówno na smartfonach Lumia, komputerach z systemem Windows jak i konsolach Xbox. O ile jednak smartfony Microsoftu były chwalone za prosty, przejrzysty i bardzo szybki interfejs (zwłaszcza na tle ówczesnego, ociężałego i nieprzyjaznego użytkownikowi Androida), tak zmiany w systemie operacyjnym zbierały baty od kogo tylko się dało.

Moja przygoda z systemem Windows 8, nie licząc krótkich, nieudanych eksperymentów na laptopie, wiąże się z urządzeniem hybrydowym, jakim był ASUS T100. To między innymi ta hybryda tabletu i komputera klasy PC powinna wyciągać z Windowsa 8 wszystko to, co najlepsze. Problem w tym, że wcale tak nie było.

Windows 11 na urządzeniach hybrydowych - to dobry pomysł?

W teorii powinno to wyglądać tak, że korzystając z urządzenia w trybie tabletu, używam interfejsu opartego na kafelkach. Kiedy podłączę klawiaturę z płytką dotykową, dostanę ukrytą, ale wciąż dostępną opcję przełączenia się na klasyczny, doskonale znany widok pulpitu. Niestety, nie było to żadne ułatwienie, a wręcz przeciwnie. Zdecydowana większość programów nie była kompatybilna z kafelkami i uruchamiała się na klasycznym pulpicie. Do tego nawigacja po kafelkach wymagała przyzwyczajenia, a na to, głównie z uwagi braku aplikacji, nigdy nie było ani czasu, ani chęci. Stanęło na tym, że używałem go, niezależnie od tego, czy z klawiaturą, czy bez, w trybie komputerowym.

Odrobiona lekcja

Musiało minąć trochę czasu, by Microsoft zrozumiał swój błąd. Windows 8.1 zapewniał zdecydowanie łatwiejszy dostęp do pulpitu, przez co kafelki zostały niemal zupełnie zepchnięte na margines. W Windows 10 porzucono to kontrowersyjne rozwiązania na rzecz usprawnień w sprawdzonym, lubianym i powszechnie akceptowanym pulpicie.

Jakie były skutki zmian w interfejsie? Przede wszystkim takie, że bardzo szeroka grupa klientów nigdy ich nie zaakceptowała. Do momentu debiutu Windows 10, wiele osób prosiło, by na ich komputerze zainstalować Windows 7. W przypadku komputerów z ósemką często zlecano zmianę, czy podejmowano się prób samodzielnej instalacji poprzedniego systemu. Windows 8, z całą pewnością, nie okazał się rynkowym sukcesem, w przeciwieństwie do jego następcy. Powrót do tego, co sprawdzone okazał się dla systemu zbawienny, dlatego teraz to właśnie dziesiątka piastuje miano najpopularniejszego systemu operacyjnego dla komputerów osobistych.

Nauka i praca zdalna napędza popyt na komputery osobiste

Skąd tak wiele tekstu o Windowsie 8 w materiale, który dotyczyć ma jedenastki? Dostrzegam tu pewną analogię. Jedną z przyczyn porażki Windows 8 były zmiany w interfejsie, których użytkownicy, koniec końców, nie zaakceptowali. Czy zaakceptują te, które Microsoft zaserwował w najnowszej wersji systemu? Mam przeczucie, że może być różnie.

System, którego nikt nie chce

Tutaj znowu posłużę się porównaniem, jednak tym razem do systemu wyprodukowanego nie w Redmond, a w Cupertino. Twórcy macOS przyzwyczaili swoich klientów do tego, że zmiany w systemie, zwłaszcza te wizualne i dotyczące umiejscowienia poszczególnych funkcji, przeprowadzają bardzo rozważnie, dyskretnie i tylko w niezbędnym zakresie. Ot lekkie odświeżenie. W przypadku różnicy między Windows 10 a Windows 11, przeskok jest znacznie większy. Ikony na pasku zadań wylądowały na środku i są większe, menu Start wygląda kompletnie inaczej i początkowo trudno się w nim połapać, a panel ustawień systemowych znów przeszedł sporo zmian.

Wcale się nie dziwię, że z tego powodu niektórzy użytkownicy mogą mieć obawy przed zmianami. O ile mnie nie sprawiłyby większych trudności, zwłaszcza że nowy system wygląda zdecydowanie ładniej i o niebo bardziej świeżo niż poprzedni, tak doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że mniej zaawansowanym użytkownikom, także tym z rodziny, musiałbym pomagać w opanowaniu nowości. Problem w tym, że ani oni nie chcieliby zmieniać nawyków, ani ja poświęcać czas na kwestie techniczne, gdzie obecnie, w dobie ograniczonych kontaktów międzyludzkich, jest tyle ważniejszych i przyjemniejszych tematów.

Windows 11 a choroby wieku dziecięcego

Swoją drogą, zmiany interfejsu to tylko wierzchołek góry lodowej. Standardowo, jak przy każdym nowym oprogramowaniu, nie wszystko działa tak, jak powinno. Doszło nawet do tego, że wiodący dostawcy podzespołów komputerowych, na czele z AMD, odradzali swoim klientom migrację na Windows 11 do momentu, gdy będzie wiadome, że ten otrzymał stosowne poprawki, pozwalające osiągnąć zastosowanym komponentom właściwą wydajność.

Taka rekomendacja wystarczyła do tego, żeby powstrzymać od rychłej migracji mnóstwo użytkowników. Odwlekają ją zwłaszcza przedsiębiorstwa, głównie z uwagi na przerwy w ciągłości pracy i problemy z kompatybilnością używanego oprogramowania. Efekt? Jak podaje jeden z raportów, z Windowsa 11 korzysta zaledwie 0,21% komputerów. To mniej zarówno od Windows 7, jak i XP, czyli systemów, które już dawno powinny zostać zastąpione nowszymi rozwiązaniami.

Windows 11 w drodze do świetlanej przyszłości

Zdecydowanie bardziej optymistyczne dane pochodzą z serwisu Steam. Pamiętajmy jednak o tym, że gracze to, co do zasady, zaawansowani użytkownicy komputera, którzy nie dość, że nie boją się zmian, to wręcz ich żądają. W tej grupie użytkowników, Windows 11 jest zainstalowany już na 10,15% komputerów.

Co ja o tym sądzę?

Z systemem Windows 11 mam do czynienia już dłuższą chwilę. Przyglądałem się jego rozwojowi głównie pod kątem tego, jak spisuje się na zdecydowanie słabszych urządzeniach, niż rynkowa średnia. Zainstalowałem go na jednym z najbardziej podstawowych laptopów, gdzie spisywał się naprawdę nieźle. Przyznam jednak szczerze, że był to komputer, którego praktycznie nie używałem w systemie Windows 10. Nie miałem zatem żadnego porównania, czy nastąpił progres bądź regres w kwestii szybkości i stabilności systemu.

By to zweryfikować, zainstalowałem jedenastkę na laptopie, z którego korzystam na co dzień. Tym razem to jeden z wydajniejszych ultrabooków, wyposażony, między innymi, w procesor Intel Core i7 10. generacji oraz dedykowany układ graficzny. Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, odczułem niewielki, ale jednak, spadek płynności pracy komputera. Miałem też wrażenie, że krócej pracuje na baterii.

Czy zawinił fakt, że skorzystałem z narzędzia do aktualizacji systemu, zamiast podjąć się standardowej procedury formatowania dysku twardego? Być może tak właśnie było, niemniej, po kilku tygodniach testów zdecydowałem się na powrót do Windowsa 10. Może dużo straciłem pod względem estetycznym, ale mam wrażenie, że komputer pracuje lepiej.

Nie jest to jednak powód, dla którego zrezygnowałbym z migracji na nowy system operacyjny. Najprawdopodobniej spróbowałbym zrobić to z wykorzystaniem narzędzia do formatowania dysku i czystej instalacji nowej kopii systemu. Nie ukrywam jednak, że wcale nie mam ochoty tego robić. Dlaczego? Ponieważ wszystko działa dokładnie tak, jak tego chcę.

Skoro ja, czyli osoba pracująca na komputerze nierzadko kilkanaście godzin dziennie, nie odczuwam żadnej motywacji do zmiany systemu, to czemu miałby czuć ją ktoś, kto korzysta z komputera jedynie sporadycznie? Wiadomo, lepsze wrogiem dobrego, tyle tylko, czy jest sens zmieniać coś, co się sprawdza? Jak sądzicie?

Instalacja nowego systemu operacyjnego zawsze rodzi to samo pytanie - będzie lepiej?

Windows 11 - system, mimo wszystko, skazany na sukces

O ile jednak, na chwilę obecną, Windows 11 nie cieszy się taką popularnością jak chciałby tego Microsoft, tak jest czymś pewnym, że sytuacja diametralnie odmieni się już za niedługo. Komputery, które obecnie trafiają do sprzedaży, mają zainstalowany właśnie ten system operacyjny. Samo to oznacza perspektywę dynamicznego wzrostu udziałów w rynku, zwłaszcza, że z powodu rosnącej popularności pracy zdalnej i przenoszenia coraz większej ilości usług do sieci, nowe komputery sprzedają się jak ciepłe bułeczki.

Jeśli do tego doliczymy użytkowników domowych, których przekonają banery wyświetlane w systemie Windows 10, a także firmy, które zdecydują się na migrację, popularność jedenastki już wkrótce powinna eksplodować. Mimo wszystko.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu