Windows

Windows 10 zaczyna mnie męczyć. Coraz częściej myślę o Macbooku

JS
Jakub Szczęsny
275

Był taki okres, że jak widziałeś na Antywebie moje personalia, to od razu myślałeś: "Windows". Jak pisałem o tym systemie - czy to na telefonach, czy na komputerach (i tabletach), byłem pełen entuzjazmu. Koncertowe ubicie projektu mobilnego Windows (był mocno nierentowny, a przecież Microsoft produkował również Lumie), nieco kontrowersyjna premiera Windows 10 już odrobinę mnie irytowały. Ale to jeszcze nie było to, co jest teraz.

Windows 10 muszę nazwać po prostu dobrym OS-em. Serio - jest z nim odrobinę jak z ładnym, rozsądnym, w miarę żwawym autem od handlarza. Wszystko jest okej - dobrze wygląda, idzie do przodu kiedy trzeba, jest nawet wygodnie, choć czasami surowo. Nic się nie dzieje, przecież wiedziałem o tym od zawsze. Tyle, że to autko czasami pokazuje rogi. A to wpadnie w tryb awaryjny, a to szyby się nie chcą zamykać po otworzeniu, czasami klimatyzacja nie działa, skrzynia szarpnie.

W moim przypadku Windows 10 sprawdza się "dobrze", ale już nie "bardzo dobrze", naprawdę. W ostatnim czasie zacząłem narzekać na aktualizacje: fajnie, że są i super, że pojawiają się często. Ale najciekawsze jest to, że zdarza się, iż system po nich nie chce wstać. Windows 10 wraca wtedy do trybu naprawy, odkręca proces i działa. Potem jest wszystko w porządku na jakiś czas, aż znowu zastaję komputer w "martwej" pozycji podczas startu i proces powtarza się na nowo. Serio? O to chodzi w tym wszystkim? Szukałem informacji na temat podobnych problemów u innych użytkowników i cóż... zdarza się to samo. Nie jestem przypadkiem odosobnionym. Tyle dobrego, że na razie nie zostałem jeszcze z niesprawnym systemem i kupą roboty do ogarnięcia, bo ostatecznie, jakoś Windows 10 udawało się wskrzesić.

Czytaj również: Wyciekł prawie gotowy Windows 10X. Wygląda zupełnie bez sensu…

Wszystko fajnie, ale gdzie jest WiFi?

Po którejś takiej "małej awarii" otrzymałem od systemu niespodziankę w postaci: niedziałającej karty łączności bezprzewodowej oraz niefunkcjonującego Menu Start. To drugie udało się ogarnąć po chwili, natomiast to pierwsze nie reagowało nawet na restart komputera. Okazało się, że winne były sterowniki, które "przestały dogadywać się" z systemem i zainstalowanie innej wersji ze strony dostawcy komponentu. Powiem tak - dla mnie to nie jest problem, straciłem na to "jedynie" godzinę. Ale wyobraźcie sobie, co by było, gdyby taka sytuacja trafiła na kogoś, kto nie wie co z tym zrobić. Nie skończyłoby się na godzinie naprawiania problemu.

Windows 10 powoduje u mnie okresowo również inne problemy. Oczekuję od OS-u, że będzie ze mną na dobre i na złe niezależnie od tego, czy komputer służy mi do rozrywki, czy też do naprawdę wytężonej pracy. Szybernaście (dużo) zakładek w Edge na Chromium, Slack, Messenger jako aplikacja, Twitter tak samo, programy graficzne, Spotify to mój codzienny zestaw programów, z których korzystam. Nie jest to coś, co powinno dosłownie "zabić" komputer w kontekście jego wydajności. Na tę również nie narzekam, i5 ósmej generacji, 8 GB pamięci RAM i dedykowana karta graficzna powinny wystarczać "spokojnie". A tymczasem, w losowych momentach zdarza się (nawet mimo braku obciążenia), że komputer się mocno zamyśli i przestanie na chwilę odpowiadać. Komendy wykonuje z opóźnieniem lub wcale i trzeba je powtórzyć. Nie jest to chyba coś, co powinno się zdarzać w trakcie pracy. To zwyczajnie dekoncentruje i irytuje.

Tak ciekawie się złożyło, że gdy zacząłem narzekać na Windows 10, ten zbuntował się i od samego rana nie bardzo chciał współpracować. Po wybudzeniu zachowywał się tak, jakby... hm. "Nie palił na wszystkie cylindry". Decyzja o zainstalowaniu aktualizacji 20H2 pogorszyła tylko sprawę. W trakcie jej pobierania, instalowania, weryfikowania i tak dalej (wszystko w tle) komputer stał się KOMPLETNIE nieużywalny. A nie jest to stara, niewydajna maszyna, lecz ledwo roczny komputer z rozsądną specyfikacją sprzętową.

Windows 10 muszę nazwać po prostu dobrym OS-em. Serio - jest z nim odrobinę jak z ładnym, rozsądnym, w miarę żwawym autem od handlarza. Wszystko jest okej - dobrze wygląda, idzie do przodu kiedy trzeba, jest nawet wygodnie, choć czasami surowo. Nic się nie dzieje, przecież wiedziałem o tym od zawsze. Tyle, że to autko czasami pokazuje rogi. A to wpadnie w tryb awaryjny, a to szyby się nie chcą zamykać po otworzeniu, czasami klimatyzacja nie działa, skrzynia szarpnie.

W moim przypadku Windows 10 sprawdza się "dobrze", ale już nie "bardzo dobrze", naprawdę. W ostatnim czasie zacząłem narzekać na aktualizacje: fajnie, że są i super, że pojawiają się często. Ale najciekawsze jest to, że zdarza się, iż system po nich nie chce wstać. Windows 10 wraca wtedy do trybu naprawy, odkręca proces i działa. Potem jest wszystko w porządku na jakiś czas, aż znowu zastaję komputer w "martwej" pozycji podczas startu i proces powtarza się na nowo. Serio? O to chodzi w tym wszystkim? Szukałem informacji na temat podobnych problemów u innych użytkowników i cóż... zdarza się to samo. Nie jestem przypadkiem odosobnionym. Tyle dobrego, że na razie nie zostałem jeszcze z niesprawnym systemem i kupą roboty do ogarnięcia, bo ostatecznie, jakoś Windows 10 udawało się wskrzesić.

Czytaj również: Wyciekł prawie gotowy Windows 10X. Wygląda zupełnie bez sensu…

Wszystko fajnie, ale gdzie jest WiFi?

Po którejś takiej "małej awarii" otrzymałem od systemu niespodziankę w postaci: niedziałającej karty łączności bezprzewodowej oraz niefunkcjonującego Menu Start. To drugie udało się ogarnąć po chwili, natomiast to pierwsze nie reagowało nawet na restart komputera. Okazało się, że winne były sterowniki, które "przestały dogadywać się" z systemem i zainstalowanie innej wersji ze strony dostawcy komponentu. Powiem tak - dla mnie to nie jest problem, straciłem na to "jedynie" godzinę. Ale wyobraźcie sobie, co by było, gdyby taka sytuacja trafiła na kogoś, kto nie wie co z tym zrobić. Nie skończyłoby się na godzinie naprawiania problemu.

Windows 10 powoduje u mnie okresowo również inne problemy. Oczekuję od OS-u, że będzie ze mną na dobre i na złe niezależnie od tego, czy komputer służy mi do rozrywki, czy też do naprawdę wytężonej pracy. Szybernaście (dużo) zakładek w Edge na Chromium, Slack, Messenger jako aplikacja, Twitter tak samo, programy graficzne, Spotify to mój codzienny zestaw programów, z których korzystam. Nie jest to coś, co powinno dosłownie "zabić" komputer w kontekście jego wydajności. Na tę również nie narzekam, i5 ósmej generacji, 8 GB pamięci RAM i dedykowana karta graficzna powinny wystarczać "spokojnie". A tymczasem, w losowych momentach zdarza się (nawet mimo braku obciążenia), że komputer się mocno zamyśli i przestanie na chwilę odpowiadać. Komendy wykonuje z opóźnieniem lub wcale i trzeba je powtórzyć. Nie jest to chyba coś, co powinno się zdarzać w trakcie pracy. To zwyczajnie dekoncentruje i irytuje.

Tak ciekawie się złożyło, że gdy zacząłem narzekać na Windows 10, ten zbuntował się i od samego rana nie bardzo chciał współpracować. Po wybudzeniu zachowywał się tak, jakby... hm. "Nie palił na wszystkie cylindry". Decyzja o zainstalowaniu aktualizacji 20H2 pogorszyła tylko sprawę. W trakcie jej pobierania, instalowania, weryfikowania i tak dalej (wszystko w tle) komputer stał się KOMPLETNIE nieużywalny. A nie jest to stara, niewydajna maszyna, lecz ledwo roczny komputer z rozsądną specyfikacją sprzętową.

Co najgorsze - całość trwała dobre 2 godziny. Mogłem zacząć pracę już o 6:00 rano, a mogłem zająć się swoimi obowiązkami dopiero o ósmej. Dwie godziny wyrwane z życiorysu to dużo, szczególnie, jeżeli ma się nie jeden, a kilka dużych projektów. Mówią, że trawa u sąsiada jest zawsze bardziej zielona, ale ta na windowsowym podwórku zaczyna po prostu gnić. A mnie się to przestaje już podobać.

Ale nie tylko to zaczyna mnie odpychać od Windows 10

Wiecie, coraz więcej osób z mojego otoczenia mówi mi: "Jakub, do cholery, dlaczego ty jeszcze nie masz Maka?". Odpowiadam, że z Windows jest mi dobrze, że obawiam się braku niektórych odpowiedników programów, zastanawiam się, czy taki workflow, jaki obowiązuje w komputerze od Apple będzie mi odpowiadać. No i śmieję się, że bardzo możliwym byłoby, gdybym na takim Maku zainstalował... Windows 10! Bo dlaczego nie?

Tyle, że Windows 10 wydaje mi się być w dalszym ciągu placem budowy. Takim naprawdę ładnym, wygodnym, ale mimo wszystko - placem budowy. Funkcje, które miały zostać dodane do systemu wczoraj dalej w nim nie są zaimplementowane. Co rusz ktoś mówi o aktualizacjach, które coś "psują". Mam również wrażenie, że w Windows 10 w ostatnim czasie nie pojawiło się nic, co by było świetnym "selling point". Gdybyście mieli powiedzieć, dlaczego warto wybrać Windows 10, to co byście powiedzieli? Co jest w nim takiego wyjątkowego? W trakcie premiery tego systemu pewnie byłbym w stanie wskazać na kilka takich rzeczy. A dzisiaj? Dzisiaj nie jestem już pewien, co mogłoby stanowić tak bardzo ważną funkcję, że warto mówić o niej w kontekście "killera". W zestawieniu z macOS, Windows 10 wypada czasami bardzo biednie.

Właśnie. macOS kusi bardziej niż kiedykolwiek

Od dawna marzyłem o pełnoprawnym urządzeniu z Windows 10 na pokładzie i procesorem ARM. W moich marzeniach był taki sprzęt, który uruchamia programy napisane z myślą o architekturę x86, działa niesamowicie długo na jednym cyklu ładowania i jest bardzo lekki. Taki komputer powstał, ale "nie z tym systemem co trzeba". Macbooki z procesorem M1 kuszą jak nic innego w ostatnim czasie.

Microsoft dopiero rozwija podobną ideę, a wydaje mi się, że powinien być w tej materii pierwszy. To przecież on chciał zaprowadzić świat urządzeń mobilnych na zupełnie nowe tory. Proponował telefon, który miał działać jak komputer. Szkoda, że nie pociągnął tej idei dalej. Być może teraz nie zastanawiałbym się, czy Windows 10 to rzeczywiście coś, co spełnia moje oczekiwania. Zawiniło nie tylko to - powyższe incydenty też bardzo mocno się przyczyniły do moich wątpliwości.

Co najgorsze - całość trwała dobre 2 godziny. Mogłem zacząć pracę już o 6:00 rano, a mogłem zająć się swoimi obowiązkami dopiero o ósmej. Dwie godziny wyrwane z życiorysu to dużo, szczególnie, jeżeli ma się nie jeden, a kilka dużych projektów. Mówią, że trawa u sąsiada jest zawsze bardziej zielona, ale ta na windowsowym podwórku zaczyna po prostu gnić. A mnie się to przestaje już podobać.

Ale nie tylko to zaczyna mnie odpychać od Windows 10

Wiecie, coraz więcej osób z mojego otoczenia mówi mi: "Jakub, do cholery, dlaczego ty jeszcze nie masz Maka?". Odpowiadam, że z Windows jest mi dobrze, że obawiam się braku niektórych odpowiedników programów, zastanawiam się, czy taki workflow, jaki obowiązuje w komputerze od Apple będzie mi odpowiadać. No i śmieję się, że bardzo możliwym byłoby, gdybym na takim Maku zainstalował... Windows 10! Bo dlaczego nie?

Tyle, że Windows 10 wydaje mi się być w dalszym ciągu placem budowy. Takim naprawdę ładnym, wygodnym, ale mimo wszystko - placem budowy. Funkcje, które miały zostać dodane do systemu wczoraj dalej w nim nie są zaimplementowane. Co rusz ktoś mówi o aktualizacjach, które coś "psują". Mam również wrażenie, że w Windows 10 w ostatnim czasie nie pojawiło się nic, co by było świetnym "selling point". Gdybyście mieli powiedzieć, dlaczego warto wybrać Windows 10, to co byście powiedzieli? Co jest w nim takiego wyjątkowego? W trakcie premiery tego systemu pewnie byłbym w stanie wskazać na kilka takich rzeczy. A dzisiaj? Dzisiaj nie jestem już pewien, co mogłoby stanowić tak bardzo ważną funkcję, że warto mówić o niej w kontekście "killera". W zestawieniu z macOS, Windows 10 wypada czasami bardzo biednie.

Właśnie. macOS kusi bardziej niż kiedykolwiek

Od dawna marzyłem o pełnoprawnym urządzeniu z Windows 10 na pokładzie i procesorem ARM. W moich marzeniach był taki sprzęt, który uruchamia programy napisane z myślą o architekturę x86, działa niesamowicie długo na jednym cyklu ładowania i jest bardzo lekki. Taki komputer powstał, ale "nie z tym systemem co trzeba". Macbooki z procesorem M1 kuszą jak nic innego w ostatnim czasie.

Microsoft dopiero rozwija podobną ideę, a wydaje mi się, że powinien być w tej materii pierwszy. To przecież on chciał zaprowadzić świat urządzeń mobilnych na zupełnie nowe tory. Proponował telefon, który miał działać jak komputer. Szkoda, że nie pociągnął tej idei dalej. Być może teraz nie zastanawiałbym się, czy Windows 10 to rzeczywiście coś, co spełnia moje oczekiwania. Zawiniło nie tylko to - powyższe incydenty też bardzo mocno się przyczyniły do moich wątpliwości.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy: