Bezpieczeństwo

Największa afera od czasu Snowdena? CIA rzeczywiście ma dostęp do wszystkich urządzeń podłączonych do Sieci?

MS
Maciej Sikorski
76

Pytałem kiedyś w jednym z tekstów, ile zostało z tzw. afery Snowdena? Czy rewelacje, które wstrząsnęły światem kilka lat temu wywarły na niego większy wpływ? I czy rzeczywiście były rewelacjami? Większość ludzi machnęła na to ręką, sam Snowden przestał być postacią poruszającą tłumy. O ile kiedykolwiek nią był. Do tych pytań wracam dzisiaj, okazją jest wielki wyciek informacji z CIA. Tylko czy to jest wielki wyciek...?

WikiLeaks znowu aktywne - ostatni raz głośno było o demaskatorskim serwisie przed wyborami w USA, nie brakowało wówczas głosów, iż portal stał się narzędziem do walki politycznej. Tym razem... część opinii jest podobna. Ale o tym za chwilę.

Portal opublikował wczoraj pakiet ponad 8 tysięcy dokumentów, które rzekomo wyciekły z CIA. Rzekomo, bo Agencja tego nie potwierdza. Czego dotyczą? Cyberbezpieczeństwa, m.in. luk w oprogramowaniu, dzięki którym możliwy stawał się dostęp do oprogramowania i urządzeń znanych firm. Mowa o platformach Apple, Google, Microsoftu, urządzeniach z nimi współpracujących, o popularnych komunikatorach czy telewizorach Samsunga. Czego tylko dusza zapragnie. W mediach szybko zawrzało, bo to oznacza, że ludzie korzystający z tych luk mają dostęp do niemal każdego aspektu naszego życia.

WikiLeaks znowu aktywne - ostatni raz głośno było o demaskatorskim serwisie przed wyborami w USA, nie brakowało wówczas głosów, iż portal stał się narzędziem do walki politycznej. Tym razem... część opinii jest podobna. Ale o tym za chwilę.

Portal opublikował wczoraj pakiet ponad 8 tysięcy dokumentów, które rzekomo wyciekły z CIA. Rzekomo, bo Agencja tego nie potwierdza. Czego dotyczą? Cyberbezpieczeństwa, m.in. luk w oprogramowaniu, dzięki którym możliwy stawał się dostęp do oprogramowania i urządzeń znanych firm. Mowa o platformach Apple, Google, Microsoftu, urządzeniach z nimi współpracujących, o popularnych komunikatorach czy telewizorach Samsunga. Czego tylko dusza zapragnie. W mediach szybko zawrzało, bo to oznacza, że ludzie korzystający z tych luk mają dostęp do niemal każdego aspektu naszego życia.

Przekaz niektórych doniesień był taki, że jesteśmy ciągle śledzeni i podsłuchiwani: za sprawą furtek ktoś może poznać odwiedzane przez nas miejsca, uzyskać obraz z kamery, ciągle podsłuchiwać, czytać korespondencję. Na dobrą sprawę nie "ktoś", lecz CIA. Najwyraźniej po aferze z NSA w roli głównej służby nie spokorniały i nadal łamią prawo. Jeszcze gorsze jest to, że te dane wyciekły - nie wiadomo, kto ma dostęp do tak niebezpiecznych narzędzi. Skoro znalazły się w posiadaniu WikiLeaks (a portal i tak usunął niebezpieczne fragmenty, by utrudnić pracę hakerom), to mogą trafić do obcych mocarstw czy terrorystów. Świat jest zgubiony...

Po pierwszej fali paniki, przyszedł czas na zadawanie pytań ekspertom. A ci kręcili nosami nad rewelacjami portalu. Arcy niebezpieczne luki uznawali za stare, dobrze znane w branży, czasem wręcz bezużyteczne. Podkreślali, że iPhone czy WhatsApp są bezpieczne. To samo ogłosił Apple, który zakomunikował, że wiekszośc opisywanych dziur została załatana. Ten przeciek jest ponoć dobry dla hakerów-amatorów, osób stawiających pierwsze kroki na tym polu, a nie dla specjalistów. Tym bardziej dla obcych mocarstw, które na dokumentach raczej nie skorzystają. Przynajmniej nie na ich treści.

Tu pojawia się ważne pytanie: jak dokumenty trafiły w posiadanie WikiLeaks? Kto właściwie stoi za tym wyciekiem i będącą jego efektem medialną wrzawą? Mnożą się teorie, jedne bardziej wiarygodne, inne mniej, w każdej może tkwić ziarno prawdy. A może to sama CIA rzuca gawiedzi strzępy informacji, by zasłonić ostatnie lub nadchodzące działania? Skala wycieku faktycznie jest duża, ale jeżeli prawdą jest, iż nie ma w nich wielu nowości, to patrzymy właśnie na burzę w szklance wody.

Inną sprawą jest to, jakie jeszcze dokumenty znalazły się w posiadaniu WikiLeaks, co zostanie opublikowane, a co ukryte? I w jakich rękach informacje te mogą wylądować? Bo chociaż nie powinno nas dziwić, że CIA czy inne agencje wywiadowcze szukają takich luk i próbują je wykorzystać (naprawdę ktoś jest zaskoczony tymi doniesieniami?!), to intryguje poziom skuteczności ich prób. Apple przekonuje, że opublikowano stare furtki - jaka jest pewność, że na nich lista się kończy? To z kolei prowadzi do wniosku, iż kiedyś może nastąpić naprawdę groźny wyciek i sytuacja wymknie się spod kontroli. Żadne urządzenie czy system nie będą bezpieczne, a to oznacza, że każdy znajdzie się na celowniku. Nawet, jeśli dba o bezpieczeństwo i postępuje wedle zaleceń producentów.

Wizja nieciekawa, ale czy dzisiaj zainteresuje tłumy? Po wczorajszej i dzisiejszej burzy w mediach pewnie i tak machną na to ręką. Zwłaszcza, gdy przeczytają, że jest wiele hałasu o nic. Może na tym polega strategia - następnym razem ludzie nawet nie będą sprawdzać, co się wydarzyło...

/\/>

Przekaz niektórych doniesień był taki, że jesteśmy ciągle śledzeni i podsłuchiwani: za sprawą furtek ktoś może poznać odwiedzane przez nas miejsca, uzyskać obraz z kamery, ciągle podsłuchiwać, czytać korespondencję. Na dobrą sprawę nie "ktoś", lecz CIA. Najwyraźniej po aferze z NSA w roli głównej służby nie spokorniały i nadal łamią prawo. Jeszcze gorsze jest to, że te dane wyciekły - nie wiadomo, kto ma dostęp do tak niebezpiecznych narzędzi. Skoro znalazły się w posiadaniu WikiLeaks (a portal i tak usunął niebezpieczne fragmenty, by utrudnić pracę hakerom), to mogą trafić do obcych mocarstw czy terrorystów. Świat jest zgubiony...

Po pierwszej fali paniki, przyszedł czas na zadawanie pytań ekspertom. A ci kręcili nosami nad rewelacjami portalu. Arcy niebezpieczne luki uznawali za stare, dobrze znane w branży, czasem wręcz bezużyteczne. Podkreślali, że iPhone czy WhatsApp są bezpieczne. To samo ogłosił Apple, który zakomunikował, że wiekszośc opisywanych dziur została załatana. Ten przeciek jest ponoć dobry dla hakerów-amatorów, osób stawiających pierwsze kroki na tym polu, a nie dla specjalistów. Tym bardziej dla obcych mocarstw, które na dokumentach raczej nie skorzystają. Przynajmniej nie na ich treści.

WikiLeaks znowu aktywne - ostatni raz głośno było o demaskatorskim serwisie przed wyborami w USA, nie brakowało wówczas głosów, iż portal stał się narzędziem do walki politycznej. Tym razem... część opinii jest podobna. Ale o tym za chwilę.

Portal opublikował wczoraj pakiet ponad 8 tysięcy dokumentów, które rzekomo wyciekły z CIA. Rzekomo, bo Agencja tego nie potwierdza. Czego dotyczą? Cyberbezpieczeństwa, m.in. luk w oprogramowaniu, dzięki którym możliwy stawał się dostęp do oprogramowania i urządzeń znanych firm. Mowa o platformach Apple, Google, Microsoftu, urządzeniach z nimi współpracujących, o popularnych komunikatorach czy telewizorach Samsunga. Czego tylko dusza zapragnie. W mediach szybko zawrzało, bo to oznacza, że ludzie korzystający z tych luk mają dostęp do niemal każdego aspektu naszego życia.

Przekaz niektórych doniesień był taki, że jesteśmy ciągle śledzeni i podsłuchiwani: za sprawą furtek ktoś może poznać odwiedzane przez nas miejsca, uzyskać obraz z kamery, ciągle podsłuchiwać, czytać korespondencję. Na dobrą sprawę nie "ktoś", lecz CIA. Najwyraźniej po aferze z NSA w roli głównej służby nie spokorniały i nadal łamią prawo. Jeszcze gorsze jest to, że te dane wyciekły - nie wiadomo, kto ma dostęp do tak niebezpiecznych narzędzi. Skoro znalazły się w posiadaniu WikiLeaks (a portal i tak usunął niebezpieczne fragmenty, by utrudnić pracę hakerom), to mogą trafić do obcych mocarstw czy terrorystów. Świat jest zgubiony...

Po pierwszej fali paniki, przyszedł czas na zadawanie pytań ekspertom. A ci kręcili nosami nad rewelacjami portalu. Arcy niebezpieczne luki uznawali za stare, dobrze znane w branży, czasem wręcz bezużyteczne. Podkreślali, że iPhone czy WhatsApp są bezpieczne. To samo ogłosił Apple, który zakomunikował, że wiekszośc opisywanych dziur została załatana. Ten przeciek jest ponoć dobry dla hakerów-amatorów, osób stawiających pierwsze kroki na tym polu, a nie dla specjalistów. Tym bardziej dla obcych mocarstw, które na dokumentach raczej nie skorzystają. Przynajmniej nie na ich treści.

Tu pojawia się ważne pytanie: jak dokumenty trafiły w posiadanie WikiLeaks? Kto właściwie stoi za tym wyciekiem i będącą jego efektem medialną wrzawą? Mnożą się teorie, jedne bardziej wiarygodne, inne mniej, w każdej może tkwić ziarno prawdy. A może to sama CIA rzuca gawiedzi strzępy informacji, by zasłonić ostatnie lub nadchodzące działania? Skala wycieku faktycznie jest duża, ale jeżeli prawdą jest, iż nie ma w nich wielu nowości, to patrzymy właśnie na burzę w szklance wody.

Inną sprawą jest to, jakie jeszcze dokumenty znalazły się w posiadaniu WikiLeaks, co zostanie opublikowane, a co ukryte? I w jakich rękach informacje te mogą wylądować? Bo chociaż nie powinno nas dziwić, że CIA czy inne agencje wywiadowcze szukają takich luk i próbują je wykorzystać (naprawdę ktoś jest zaskoczony tymi doniesieniami?!), to intryguje poziom skuteczności ich prób. Apple przekonuje, że opublikowano stare furtki - jaka jest pewność, że na nich lista się kończy? To z kolei prowadzi do wniosku, iż kiedyś może nastąpić naprawdę groźny wyciek i sytuacja wymknie się spod kontroli. Żadne urządzenie czy system nie będą bezpieczne, a to oznacza, że każdy znajdzie się na celowniku. Nawet, jeśli dba o bezpieczeństwo i postępuje wedle zaleceń producentów.

Wizja nieciekawa, ale czy dzisiaj zainteresuje tłumy? Po wczorajszej i dzisiejszej burzy w mediach pewnie i tak machną na to ręką. Zwłaszcza, gdy przeczytają, że jest wiele hałasu o nic. Może na tym polega strategia - następnym razem ludzie nawet nie będą sprawdzać, co się wydarzyło...

/\/>

Tu pojawia się ważne pytanie: jak dokumenty trafiły w posiadanie WikiLeaks? Kto właściwie stoi za tym wyciekiem i będącą jego efektem medialną wrzawą? Mnożą się teorie, jedne bardziej wiarygodne, inne mniej, w każdej może tkwić ziarno prawdy. A może to sama CIA rzuca gawiedzi strzępy informacji, by zasłonić ostatnie lub nadchodzące działania? Skala wycieku faktycznie jest duża, ale jeżeli prawdą jest, iż nie ma w nich wielu nowości, to patrzymy właśnie na burzę w szklance wody.

Inną sprawą jest to, jakie jeszcze dokumenty znalazły się w posiadaniu WikiLeaks, co zostanie opublikowane, a co ukryte? I w jakich rękach informacje te mogą wylądować? Bo chociaż nie powinno nas dziwić, że CIA czy inne agencje wywiadowcze szukają takich luk i próbują je wykorzystać (naprawdę ktoś jest zaskoczony tymi doniesieniami?!), to intryguje poziom skuteczności ich prób. Apple przekonuje, że opublikowano stare furtki - jaka jest pewność, że na nich lista się kończy? To z kolei prowadzi do wniosku, iż kiedyś może nastąpić naprawdę groźny wyciek i sytuacja wymknie się spod kontroli. Żadne urządzenie czy system nie będą bezpieczne, a to oznacza, że każdy znajdzie się na celowniku. Nawet, jeśli dba o bezpieczeństwo i postępuje wedle zaleceń producentów.

WikiLeaks znowu aktywne - ostatni raz głośno było o demaskatorskim serwisie przed wyborami w USA, nie brakowało wówczas głosów, iż portal stał się narzędziem do walki politycznej. Tym razem... część opinii jest podobna. Ale o tym za chwilę.

Portal opublikował wczoraj pakiet ponad 8 tysięcy dokumentów, które rzekomo wyciekły z CIA. Rzekomo, bo Agencja tego nie potwierdza. Czego dotyczą? Cyberbezpieczeństwa, m.in. luk w oprogramowaniu, dzięki którym możliwy stawał się dostęp do oprogramowania i urządzeń znanych firm. Mowa o platformach Apple, Google, Microsoftu, urządzeniach z nimi współpracujących, o popularnych komunikatorach czy telewizorach Samsunga. Czego tylko dusza zapragnie. W mediach szybko zawrzało, bo to oznacza, że ludzie korzystający z tych luk mają dostęp do niemal każdego aspektu naszego życia.

Przekaz niektórych doniesień był taki, że jesteśmy ciągle śledzeni i podsłuchiwani: za sprawą furtek ktoś może poznać odwiedzane przez nas miejsca, uzyskać obraz z kamery, ciągle podsłuchiwać, czytać korespondencję. Na dobrą sprawę nie "ktoś", lecz CIA. Najwyraźniej po aferze z NSA w roli głównej służby nie spokorniały i nadal łamią prawo. Jeszcze gorsze jest to, że te dane wyciekły - nie wiadomo, kto ma dostęp do tak niebezpiecznych narzędzi. Skoro znalazły się w posiadaniu WikiLeaks (a portal i tak usunął niebezpieczne fragmenty, by utrudnić pracę hakerom), to mogą trafić do obcych mocarstw czy terrorystów. Świat jest zgubiony...

Po pierwszej fali paniki, przyszedł czas na zadawanie pytań ekspertom. A ci kręcili nosami nad rewelacjami portalu. Arcy niebezpieczne luki uznawali za stare, dobrze znane w branży, czasem wręcz bezużyteczne. Podkreślali, że iPhone czy WhatsApp są bezpieczne. To samo ogłosił Apple, który zakomunikował, że wiekszośc opisywanych dziur została załatana. Ten przeciek jest ponoć dobry dla hakerów-amatorów, osób stawiających pierwsze kroki na tym polu, a nie dla specjalistów. Tym bardziej dla obcych mocarstw, które na dokumentach raczej nie skorzystają. Przynajmniej nie na ich treści.

Tu pojawia się ważne pytanie: jak dokumenty trafiły w posiadanie WikiLeaks? Kto właściwie stoi za tym wyciekiem i będącą jego efektem medialną wrzawą? Mnożą się teorie, jedne bardziej wiarygodne, inne mniej, w każdej może tkwić ziarno prawdy. A może to sama CIA rzuca gawiedzi strzępy informacji, by zasłonić ostatnie lub nadchodzące działania? Skala wycieku faktycznie jest duża, ale jeżeli prawdą jest, iż nie ma w nich wielu nowości, to patrzymy właśnie na burzę w szklance wody.

Inną sprawą jest to, jakie jeszcze dokumenty znalazły się w posiadaniu WikiLeaks, co zostanie opublikowane, a co ukryte? I w jakich rękach informacje te mogą wylądować? Bo chociaż nie powinno nas dziwić, że CIA czy inne agencje wywiadowcze szukają takich luk i próbują je wykorzystać (naprawdę ktoś jest zaskoczony tymi doniesieniami?!), to intryguje poziom skuteczności ich prób. Apple przekonuje, że opublikowano stare furtki - jaka jest pewność, że na nich lista się kończy? To z kolei prowadzi do wniosku, iż kiedyś może nastąpić naprawdę groźny wyciek i sytuacja wymknie się spod kontroli. Żadne urządzenie czy system nie będą bezpieczne, a to oznacza, że każdy znajdzie się na celowniku. Nawet, jeśli dba o bezpieczeństwo i postępuje wedle zaleceń producentów.

Wizja nieciekawa, ale czy dzisiaj zainteresuje tłumy? Po wczorajszej i dzisiejszej burzy w mediach pewnie i tak machną na to ręką. Zwłaszcza, gdy przeczytają, że jest wiele hałasu o nic. Może na tym polega strategia - następnym razem ludzie nawet nie będą sprawdzać, co się wydarzyło...

/\/>

Wizja nieciekawa, ale czy dzisiaj zainteresuje tłumy? Po wczorajszej i dzisiejszej burzy w mediach pewnie i tak machną na to ręką. Zwłaszcza, gdy przeczytają, że jest wiele hałasu o nic. Może na tym polega strategia - następnym razem ludzie nawet nie będą sprawdzać, co się wydarzyło...

/\/>

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

Wikileakswyciekhotciawklejka