Felietony

Sam ukręciłem na siebie bata. Wczorajsza awaria Spotify całkowicie odcięła mnie od muzyki

PW
Paweł Winiarski

Pierwszy komputer, Atari 65 XE, dostał pod choinkę...

60

Wiedziałem, że prędzej czy później pożałuję tak dużej zależności od serwisu muzycznego. I to też sygnał, że potrzebuję planu B, by taka sytuacja się więcej nie powtórzyła.

Wczoraj internet obiegła informacja o tym, że na iPhonach i iPadach nie działa Spotify. W sumie nawet nie musiała, bo akurat byłem poza domem i sam doświadczyłem tego niemiłego wydarzenia na własnej skórze. Jestem jedną z tych osób, która zawsze ma przy sobie słuchawki i kiedy tylko to możliwe słucha muzyki - mam odhaczoną na ten tydzień "kupkę wstydu" albumów do przesłuchania staram się za każdym razem z niej wygrzebywać. Jest tak dużo świetnej muzyki, że aż głupio nie korzystać z taniego i prostego sposobu na zapoznanie się z nowymi wydawnictwami. A później zaznaczyć sobie te najciekawsze i nabyć je na fizycznych płytach.

Wielokrotnie pisałem na łamach Antyweb, że używam Spotify od polskiego startu tej usługi i choć kilka razy planowałem zmianę, to jednak nigdy się na nią nie zdecydowałem. Z przyzwyczajenia, z lenistwa - ale jednak mimo tych wszystkich rzeczy, które wkurzają mnie w Spotify, na razie zostaję nie widząc za bardzo lepszej alternatywy. A na pewno nie na tyle lepszej by zmieniać przyzwyczajenia.

Przeczytaj też: Co mnie wkurza w Spotify?

Najwyraźniej jednak potrzebuję jakiegoś planu B na wypadek awarii

Niefortunnie problemy ze Spotify - za które jak się okazało był winny Facebook uniemożliwiający logowanie - pojawiły się kiedy byłem poza domem. We własnych czterech ścianach alternatyw jest cała masa, choćby kolekcja płyt CD czy YouTube uruchomiony w zakładce na komputerze. Na smartfonie niestety całkowicie skupiłem się na Spotify, po okresie próbnym zrezygnowałem z YT Premium, nie mam już promocyjnego konta na Tidalu, a z korzystania z Bandcampa sobie odpuściłem z uwagi na ograniczenia w ilości odtworzeń płyt czy utworów. No i jestem poza tym domem, mam w uszach słuchawki, chcę posłuchać muzyki - nie mogę. Spotify nie działa. Trochę jakby skończyło się paliwo podczas jazdy autem, a do najbliższej stacji trzeba było swój Batmobil pchać.

Dodam, że problemy z dostępem do biblioteki utworów Spotify czy nawet problemy z dostępem do sieci da się łatwo rozwiązać - choćby tworząc listy odtwarzania z własnymi plikami (u mnie to głównie rippy z CD, ewentualnie kupione na Bandcampie cyfrowe wersje płyt). Ale kiedy przestaje działać aplikacja, do nich też nie mam dostępu.

O ile jednak serwisy vod raczej nie dublują swoich bibliotek, to w przypadku serwisów streamingu audio jest zupełnie inaczej. Owszem - są pewne materiały na wyłączność, jednak gdy któregoś dnia porównywałem biblioteki Spotify i Tidala, w zasadzie wszystko co mnie interesowało, było w obu serwisach. Najkorzystniejszy "plan B" to...YouTube Premium. Choćby dlatego, że pozwala słuchać muzyki, której często w Spotify czy Tidalu nie ma - w tym również utworów choćby youtuberów, którzy nie zdecydowali się na obecność w serwisach streamingowych. I nie ma tu znaczenia czy chodzi o możliwość odtwarzania filmu na YouTube w tle, czy YouTube Music. Ale niesmak jaki wywołują we mnie reklamy oraz ciągłe namawianie do wykupienia subskrypcji YT jest tak ogromny, że chyba nie jestem w stanie zażegnać go słodkim smakiem plusów, jakie ona daje.

Jestem bardzo ciekawy jak Wy rozplanowaliście sobie dostęp do muzyki na mobile. Korzystacie tylko z jednego serwisu? A może macie też jakiś zapas lub w ogóle słuchacie tylko własnych plików w zewnętrznym lub wewnętrznym playerze smartfona?

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy: