23

Co mnie wkurza w Spotify?

Wieloletnie używanie Spotify zbudowało ogromną nić przywiązania, czy raczej przyzwyczajenia. Silną do tego stopnia, że ciężko mi wyobrazić sobie teraz przesiadkę na cokolwiek innego. Serwis ma ogromną bibliotekę i masę świetnych funkcji, szkoda tylko, że większość z nich działa nie działa tak, jak powinna.

Jeśli mnie pamięć nie myli, Spotify ruszyło w Polsce oficjalnie na początku 2013 roku. Myślę, że nie minęło kilka dni od startu i wykupiłem wersję premium za 19,99 zł, która jest z mojego konta pobierana regularnie co miesiąc do teraz. Nie bawiłem się w zmianę planów, nie interesowałem dzieleniem konta czy pakietami rodzinnymi. Biorąc pod uwagę jak często korzystam z serwisu (myślę, że średnio przynajmniej 5-8 godzin dziennie), taka opłata jest śmiesznie mała. Dodam, że wciąż kupuję płyty CD, czasem więcej, czasem mniej, ale od ponad 7 lat Spotify jest moim głównym źródłem muzyki. Wygodnym, bo korzystam z niego zarówno na komputerze, jak i smartfonie. Zdecydowanie najwygodniejszym, jakie kiedykolwiek miałem – a przerobiłem kilka walkmanów i discmanów. Generalnie mobilne słuchanie muzyki jest ze mną odkąd pamiętam.

Co ważniejsze – podstawowe funkcje i biblioteka Spotify czy dodatki?

Spotify nie zawsze było takie jak teraz i po starcie w Polsce trudno było stwierdzić, że to idealne rozwiązanie. Nie wiem jak w innych gatunkach muzycznych, ale w tym który interesuje mnie najbardziej bywało różnie. Masa zespołów czy nawet pojedynczych płyt nie była w Spotify dostępna i musiałem się ratować plikami lokalnymi rippowanymi z własnych płyt lub kupowanymi w cyfrowej dystrybucji. Ale prosty i łatwy mechanizm zgrywania ich na smartfona sprawił, że bardzo przyzwyczaiłem się do tego rozwiązania. Dodatkowo Spotify nigdy nie miało problemów ze scrobblowaniem do last.fm, szybko zacząłem więc budować tam swoje playlisty i uczyć algorytm serwisu jakie są moje gusta muzyczne. Nie wiem tak naprawdę kiedy zaczął on działać, ale był moment, kiedy wydawało się, że zna mnie lepiej niż ja sam.

Jednak to wciąż rosnąca biblioteka utworów i wydawnictw sprawiała, że tak bardzo polubiłem się z tym serwisem. W którymś momencie było w nim już prawie wszystko, a wykonawcy których słuchałem nie byli takimi gwiazdami by w ogóle bawić się w jakieś współprace czy materiały na wyłączność. Więc taka na przykład drama z Taylor Swift i Spotify kompletnie mnie nie dotyczyła. Z funkcji społecznościowych nie korzystam w ogóle i w zasadzie nawet nie zerkam w appce na PC kto czego aktualnie słucha – a szkoda, bo bardzo długo właśnie z tego powodu korzystałem z last.fm.

Spotify

Z czasem zacząłem też oczywiście korzystać z dodatkowych funkcji serwisu choć trudno powiedzieć bym był jakimś hard-userem, który zna Spotify od podszewki. Ja mam proste wymagania – chcę w łatwy i przyjemny sposób słuchać muzyki, nie musząc nosić w plecaku tony płyt czy kaset. Niestety, w tym aspekcie serwis też wciąż potrafi rozczarować.

Bo dziś właśnie o rozczarowaniach będzie.

Co wkurza mnie w Spotify?

Pisałem już o nim na Antywebie kilka razy i teraz tylko streszczę. Jest dramatycznie zły, nie trafia, podrzuca wykonawców, którzy kompletnie mnie nie interesują. Do tego myli gatunki kierując się wyłącznie taką samą nazwą. I w niczym nie przypomina Radaru Premier sprzed lat. Dla mnie ta funkcja mogłaby w ogóle przestać istnieć.

  • „Stworzone dla Ciebie”

Generalnie ta zakładka jest słaba i nie działa tak, jak powinna. Znajdziecie tam przeróżne rzeczy. Od „Letnich muzycznych wspomnień”, przez ulubione utwory za danych lat, Radar premier właśnie czy „Odkryj w tym tygodniu”. Trudno popsuć zestawienie ulubionych kawałków, które tworzone jest tak naprawdę w procesie sumowania odtworzeń konkretnych utworów wiec tu się nie czepiam. Letnie muzyczne wspomnienia kiedy na liście są przede wszystkim wiejące mrozem norweskie kapele black metalowe brzmi po prostu niedorzecznie i głupio, ale rozumiem zamysł.

Odkryj w tym tygodniu działa nieco lepiej niż Radar Premier, ale to kolejne miejsce, do którego boję się wchodzić. Coś z algorytmem musi być tam nie tak, skoro z 10 utworów w mój gust trafia w najlepszym wypadku jeden, prawda? A zdarzają się tygodnie gdzie prawie cała lista jest mi znana i kawałki były wielokrotnie na moim koncie odtwarzane, więc kompletnie nie rozumiem sensu takiego zestawienia. Trochę lepiej jest z codziennymi miksami, ale też między poszczególnymi zakładkami potrafię nie widzieć czasem różnicy więc nie rozumiem czemu nie zostały wrzucone do jednego worka. Źle natomiast działają u mnie podobni wykonawcy, w których algorytm często podrzuca mi…tego samego wykonawcę. No sami przyznacie, że nie ma to sensu.

Spotify

  • Spotify Connect

Cudowna funkcja, niestety tylko w teorii. Może używam złych urządzeń, ale od zawsze mam z nią problem. To znaczy działa dobrze przez pierwszą godzinę, później urządzenia się odpinają mimo tego że są włączone (jak choćby podłączony do starego kina domowego smartfon z aplikacją Spotify) przez co po jakimś czasie system po prostu przestaje działać. Powtarza się to też z telewizorem na AndroidTV, urządzenia gubią się również podczas przełączania na testowanych smartfonach gdy jest ich podpiętych więcej niż dwa.

Jedyne gdzie jakiekolwiek spięcie działa u mnie dobrze jest iPhone 11 i Apple Watch. Tu zawsze jestem w stanie zmieniać utwory z poziomu zegarka czy regulować głośność. Ale to jest akurat zasługa Apple, a nie Spotify, bo nawet bez zainstalowanej w zegarku aplikacji iOS pozwala mi na taką obsługę.

  • Błędy w bibliotece, niekompletne płyty, urwane utwory, słaba jakość

Zdarzyło mi się niedawno, że pierwszy utwór na płycie nie był utworem z tego albumu. Sam byłem zdziwiony, bo przesłuchałem krążek z 15 razy, kupiłem do na CD i po wrzuceniu płyty do odtwarzacza nie wiedziałem co się dzieje. Dla pewności włączyłem go jeszcze na YT i to Spotify dało ciała. To znaczy może wydawca, zespół – ciężko ocenić. W bibliotece jest po prostu zły utwór i tyle.

Jeden z moich ulubionych kawałków jednego ze szwedzkich zespołów jest natomiast urwany w połowie. Mam ten album na kasecie, katowałem go w szkole średniej, znam taśmę na pamięć. Urwany i tyle. Co zabawne ma też oznaczenie „explicit lyrics”, a jest wyjątkowo dla tej płyty…utworem instrumentalnym.

Różnie bywa również z jakością niektórych albumów. Trudno mi uwierzyć, że krążki które sam posiadam na CD i brzmią bardzo dobrze, w Spotify potrafią brzmieć fatalnie – jakby ktoś nie pokusił się o wrzucenie plików choćby w 128kbps. Zdarza się również, że w serwisie pojawiają się albumy z nieco innym masteringiem niż na oficjalnym wydawnictwie. Nie mówię że gorszym, innym.

Mocno kuleje natomiast informacja. Więc jeśli ktoś chce zapoznać się z dyskografią patrząc na umieszczone w Spotify lata wydania poszczególnych płyt, polecam tego nie robić. Jeśli chodzi o muzykę metalową, zajrzyjcie na świetny (choć bardzo archaiczny w konstrukcji) serwis Metal-Archives. W pozostałych gatunkach na pewno lepiej niż w Spotify zrobić to choćby w Wikipedii.

Spotify

  • Płyty, których nie ma

Wychowałem się na bazarowych składankach, które za dzieciaka uważałem za oficjalne wydawnictwa. Kiedyś nawet usiadłem i przejrzałem swoje stare kasety zespołu Metallica i naprawdę w Polsce można było kupić cuda, które nie miały nic wspólnego nawet z listą nieoficjalnych bootlegów. No, ale cóż – takie były czasy i prawo autorskie w Polsce wtedy nie istniało.

W Spotify co jakiś czas trafiam natomiast na jakieś dziwne wersje „remastered”, które nie widnieją w oficjalnej dyskografii zespołów, często też nigdzie nie jestem w stanie znaleźć informacji o takim remasteringu. Brzmią minimalnie inaczej, często lepiej, ale nie do końca rozumiem co one w zasadzie robią w serwisie. Do tego dochodzą dziwne wersje z komentarzami muzyków, jakby wyciągnięte z jakiegoś podcastu. Robi się przez to na liście płyt niepotrzebny śmietnik zmuszający do ciągłego przewijania. Jeśli dodacie do tego wspomniane wyżej błędy w datach wydania płyt, często ciężko się połapać.

  • Aplikacja mobilna jest niezła, ale nie idealna

Nie ma znaczenia czy chodzi o iOS czy Androida. Aplikacja mobilna potrafi wstrzymać odtwarzanie. Potrafi też odtwarzać utwór bez dźwięku – wtedy praktycznie zawsze pomaga jej restart. Na pewno jestem też mniej zadowolony z aplikacji na iOS – ale to ze względu na synchronizację plików lokalnych w Spotify między komputerem a smartfonem. Opisywałem ten proces na Antywebie i cały czas nic się nie zmieniło. Kawałki od razu pojawiają się na smartfonie z Androidem, na iOS natomiast potrafią gdzieś utknąć, pomagam sobie uruchamiając Spotify Connect lub restartując kilkukrotnie appkę.

Dodalibyście coś do tej listy? Na pewno macie coś w głowie, bo nie wierzę że są osoby, które uznają Spotify za usługę idealną.