Świat

Po tej historii chcę AirTaga. Smutna opowieść o zagubionej na lotnisku walizce...

Kamil Świtalski
3

Z każdym miesiącem przybywa kreatywnych historii z lokalizatorami w tle. Na szczęście nie wszystkie opowiadają o nękaniu i stalkowaniu innych ludzi.

Zagubiony przez linię lotniczą bagaż to taka codzienność wszystkich, którzy regularnie korzystają z tego środka transportu. Podobno 28 milionów bagaży zalicza bardziej krętą drogę do celu, a 5% z nich zostaje zagubionych i ich właściciele nigdy ich nie odzyskują. Szczęście w nieszczęściu — zarówno ja, jak i moi bliscy, prędzej czy później (niestety, czasem trwało to nawet kilkanaście dni (!) dostawaliśmy z powrotem nasze walizki i wszystko rozbijało się o cierpliwość. Ale nie wszyscy mają w sobie tyle nadziei i spokoju. Elliot Sharod i jego żona podczas powrotu z Republiki Poudniowej Afryki to Wielkiej Brytanii najpierw kupili bilety z przesiadkami w Abu Dhabi i Frankfurcie. Przez problemy z lotami musieli zmienić trasę (na bezpośrednią, segmentów z tego nie będzie ;), ale najwyraźniej ich bagaże takiego kłopotu nie miały.

Co sądzicie o lokalizatorach?

Małżeństwo przed nadaniem bagażu umieściło lokalizatory w każdej z nadawanych walizek, by... po prostu wiedzieć gdzie są. No i zaskoczenie — walizki trafiły do Frankfurtu, ale nigdy ostatecznie nie poleciały dalej do miejsca docelowego gdzie podróżnicy mieli je odebrać: Dublina. Jak to często bywa w takich sytuacjach: kiedy na karuzeli nie było ich bagażów, złożyli reklamację. Przedstawiciel linii lotniczej Aer Lingus obiecał, że w ciągu jednego-dwóch dni zostaną dostarczone wprost do ich drzwi — i to nie w Dublinie, a Londynie. Klasyka. Problem polega na tym, że dotarły do nich wyłącznie dwie z trzech walizek, a zarówno rozmowy telefoniczne jak i maile nie przynosiły żadnych skutków. No to jak na XXI wiek przystało, czas podziałać w internecie.

Małżeństwo nie czekało na łaskę obsługi, tylko przygotowało... specjalną prezentację, na której zaprezentowali lokalizacje ich ostatniej walizki, czym przykuli uwagę szerszej publiczności — w tym redakcji CNN, która nagłośniła całą sprawę.

Według AirTaga — ich ostatni bagaż trafił do jednego z londyńskich domów. Para podejrzewa, że najzwyczajniej w świecie został on skradziony — o czym poszkodowany nagrał zresztą wideo, odpowiednio oznaczając linię lotniczą:

Trzymam kciuki za odzyskanie walizki, a przede wszystkim: jej zawartości. Bo jak mówią poszkodowani, to pamiątki ślubne, których nie da się wycenić. Najzwyczajniej w świecie chcą je mieć z powrotem.

To pierwszy raz, kiedy pomyślałem o zakupie AirTaga

Nie jestem jakoś specjalnie przewrażliwiony — wszystkie naprawdę istotne dla mnie rzeczy w podróży, jeżeli tylko mogę, trzymam w bagażu podręcznym. Każdorazowo nadając bagaż jestem pogodzony z tym, że mogę go już więcej nie zobaczyć. Ale mimo wszystko czytając historie takie jak ta, człowiek jest najzwyczajniej w świecie poirytowany i w 100% rozumiem rozgoryczenie poszkodowanych. Przy okazji premiery AirTagów nie mogłem znaleźć nawet pół powodu, by je mieć. Ale pierwszy chyba właśnie znalazłem ;).

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu