5

Waleczna zakonnica od Netfliksa wyjątkowo absurdalna i skuteczna. Warrior Nun – recenzja serialu

warrior nun
Naprawdę rzadko zdarza się, bym z takim entuzjazmem i ciekawością podchodził do tego typu serialu. Do niedawna sądziłem, że nic nie będzie w stanie mnie wciągnąć, tymczasem "Warrior Nun" okazuje się zaskakująco satysfakcjonującym seansem. Chociaż nie będę ukrywał - czasem irytuje.

Na początku mojej przygody z serialami produkcje historyczne i kostiumowe, a także fantasy i bardzo lekkie sci-fi (jak ja to określam) wcale mnie do siebie nie zrażały. Wraz z upływem czasu zauważyłem jednak, że zaczynam się od nich szybko odbijać. Nie wiem, czy wynikało to z niewłaściwego doboru tytułów (choć to mało prawdopodobne), czy po prostu moja sympatia wobec tego rodzaju seriali po prostu malała. W momencie premiery „Merlin” wydawał mi się interesujący, ale już niedługo później nie byłem w stanie znieść tej konwencji.

Zobacz też: Ten klimat jest nie do podrobienia. Niewyjaśnione tajemnice ogląda się na jednym tchu

„Warrior Nun” odczarował dla mnie fantasy

Warrior Nun

Z tego powodu seriale pokroju „Warrior Nun” do niedawna z automatu wylądowałby na liście może kiedyś obejrzę, ale po zobaczeniu zwiastunu coś się zmieniło. Zapowiedź historii o nastoletniej zakonnicy, która włada supermocami mającymi jej pozwolić na walkę ze złem oraz zwiastun rzeczywistości, w której wynaleziono przejście do Nieba sprawiły, że gdy tylko odcinki „Warrior Nun” było dostępne przedpremierowo musiałem je zobaczyć.

Polecamy: Nie będzie nudy w wakacje. Co nowego w lipcu na Netflix? Oto wszystkie premiery

Czy po seansie czułem się rozczarowany? Nie. Czy byłem zachwycony? Też nie. Dlaczego w takim razie tytuł tego tekstu jest jaki jest? Sprawa rozbija się o bardzo prostą rzecz: fabuła serialu nie jest ani skomplikowana, ani zaskakująca, bo składają się na nią elementy, które gdzieś już widzieliśmy. Młoda dziewczyna, która nie cieszyła się dobrą opinią i wychowywała się bez jakiejkolwiek rodziny, przypadkowo staje się wybranką zakonu. Dochodzi do tego już po jej śmierci, dlatego aspekt narracji prowadzonej przez bohaterkę wypada naprawdę dobrze – dzięki temu, że słyszymy jej myśli całość nabiera większego sensu. Początki jej kariery to oczywiście okres, gdy jest zagubiona, nie zna swojego przeznaczenia i będzie potrzebowała trochę czasu, by pogodzić się z nową rolą. A z aureolą w plecach nie będzie łatwo. Choć z drugiej strony możliwości, jakimi zaczyna dysponować rekompensują pewne niedogodności.

W takiej lub innej formie serwowano nam już to danie, tym razem jednak składniki nieco inaczej wymieszano, inaczej przyprawiono, a niektóre z nich podmieniono na smakujące odrobinę inaczej. W efekcie otrzymujemy nieco wtórne danie, ale smakujące na tyle dobrze, że po pierwszy kęsie mamy ochotę na więcej.

Nie wiem, czy to będzie hit. Ale seans „Warrior Nun” był przyjemny

Warrior Nun

Nie twierdzę, że „Warrior Nun” to nowe objawienie Netfliksa i w kategorii fantasy będzie biło się z „Wiedźminem” o widzów, budżet i miejsce na antenie (w katalogu). To zupełnie inna liga. Nie napiszę, że niższa, ale inna, bo „Warrior Nun” ma inne cele do zrealizowania i radzi sobie z tym nad wyraz dobrze. Efekty specjalne, które oglądamy na ekranie wypadły zaskakująco udanie, podobnie jak poziom aktorstwa i realizacja całej serii. Nie uświadczymy tu zapierający dech w piersi ujęć, ale kaskaderka (walki wręcz) wypada nad wyraz dobrze i nie ma się wrażenia, że choreografowie poszli na łatwiznę.

Czytaj też: Ponad 50 filmów znika z Netfliksa na dniach! Oto lista. Sporo tego!

To naprawdę przyjemny seans, choć oczywiście miejscami trochę naiwny, wpisujący się w kategorię „teen-drama” i z nietypowym humorem. Nikt nie silił się tutaj na sprawienie, że widzowie będą wstrzymywać oddech czy zalewać się łzami, ale pojawiają się momenty, w których można trochę zżyć się z bohaterami. Dzięki temu wspólne przeżywanie kolejnych szalonych przygód upływa nieco milej, niż gdyby ich losy były nam całkowicie obojętne. A osiągnięcie takiej relacji nie jest dzisiaj wcale łatwe.

Fantasy dla każdego, nawet nie-fana jak ja

Muszę oddać Netfliksowi, że gdy efekty końcowe pokrywają się z założeniami projektu, to otrzymujemy tak miłą niespodziankę, jak „Warrior Nun”. Ten serial nie chciał być super produkcją, którą traktowalibyśmy na 100% poważnie, ale jednocześnie nie uczyniono z niego parodii. Balans pomiędzy tymi skrajnościami w serialu udało się zachować i dość zgrabnie połączono różne elementy w jednej produkcji. „Warrior Nun” nie jest w czołówce produkcji Netfliksa, do których zaliczyłbym „Dark”, „Ozark” czy „Narcos”, ale może być naprawdę fajnym sposobem na spędzenie poranka, popołudnia czy wieczoru, gdy potraktujemy go jako czystą rozrywkę.