14

Vapujesz? Podgrzewasz? Super! Ale Ciebie też obowiązuje kultura

Palacze śmierdzą, smrodzą, śmiecą i umierają. Sam mam problem z tym, że niestety - ale w liceum, poza "deltą", równaniami, analizą poezji i prozy, odrobiną francuskiego i kilku innych rzeczy, nauczyłem się również palić. Wpływ grupy rówieśniczej, psychiczny pęd ku dorosłości powodował, że najpierw popalałem, a potem już jarałem jak smok. Próbowałem rzucić i raz mi się nawet udało. Na trzy tygodnie. I przez te trzy tygodnie byłem prawdopodobnie najbardziej znerwicowanym człowiekiem w całym swoim życiu.

W domu – i za to jestem bardzo wdzięczny – uczono mnie jednak kultury. Przede wszystkim tego, by nie być uciążliwym dla ludzi wkoło. „Dziękuję”, „przepraszam”, „proszę” to słowa, z używaniem których nie mam problemu. Może nie jestem najgrzeczniejszym i najbardziej przyjemnym człowiekiem na świecie (szczególnie prowokowany), ale generalnie staram się dbać o to, by nikt na mój sposób bycia nie narzekał. Gdy musiałem zapalić w oczekiwaniu na autobus – oddalałem się istotnie od przystanku, by nikt nie wdychał tego smrodu. Gdy na ulicy widziałem rodzica z dzieckiem i wiedziałem, że się miniemy – wolałem zejść z drogi. Moja głupota nie musi oznaczać dla kogoś gorszego komfortu życia. Palenie w miejscach wyznaczonych to dla mnie świętość. Nie ma gdzie zapalić? Nie ma zmiłuj, nie ma palenia.

Czytaj również: E-papierosy mogą być szkodliwe dla zębów. Powód jest dość zaskakujący

„Nowe produkty tytoniowe” i kultura. Skoro nie śmierdzi i truje mniej (podobno), to…

…to wcale nie oznacza to, że można to robić dosłownie wszędzie. Jako że auto miało ostatnio krótki pit-stop w serwisie, musiałem na dosłownie jeden dzień przenieść się do komunikacji miejskiej. Trochę mnie zmroziło, gdy nastoletnie „łebki”, na oko lat 15-16 siedzący na tylnych siedzeniach wyciągnęli ogromne e-papierosy i bawili się w robienie kółek z dymu. Już pal licho, skąd mają taki sprzęt, kto im go sprzedał i czy wiedzą o tym rodzice. Wiem, że to głównie zabawa w robienie kółek z dymu, a nie „dojrzałe palenie”. Czy usiadłbym z paczką szlugów z tyłu autobusu i odpalił jednego po to, żeby porobić sobie kółka? No, nie: po pierwsze nie wolno. Po drugie: pewnie zaliczyłbym podniesione ciśnienie u kierowcy pojazdu, mandat i kopa w cztery litery z intencją „grzecznego wyproszenia mnie” z komunikacji miejskiej. E-papieros jednak nie śmierdzi tak jak papierosy, podgrzewacze to już nieco inna kwestia. Ale mimo wszystko.

Istnieje taka grupa użytkowników nowych produktów tytoniowych, która sądzi że skoro ich sprzęt nie generuje prawdziwego dymu, to jest zwolniona z pewnych zakazów, obostrzeń dotykających palaczy „analogów”. Zaciąganie się parą wodną / dymem z podgrzewacza w miejscu objętym zakazem jest nie tylko niegrzeczne i spotyka się ze słuszną dezaprobatą niepalących (co budujące – także palących), ale i nielegalne. Puszczanie chmur z e-fajka na przystanku nie jest wcale cool. Palenie w ogóle nie jest już cool: przestaje być modne. I bardzo dobrze. To idiotyczny nałóg swoją droga. Po papierosie nie czuję żadnego zalewu szczęścia, przypływu energii. Śmierdzę, gorzej oddycham, na twarzy pojawiają się zmarszczki i żółkną mi palce.

Raz na jakiś czas widuję niestety ludzi, którzy traktują „nowe produkty tytoniowe” tak, jakby były wyjęte spod prawa i kultury. Palenie w miejscach objętych zakazem, wśród ludzi, chuchanie w twarz – to nic fajnego. Serio, mówię to jako niereformowalny palacz i użytkownik takiego elektronicznego wyrobu, który tytoń podgrzewa.

E-papierosy, do których leje się płyny (tzw. liquidy) to jedno. Gdy chmura rozejdzie się w powietrzu, generalnie ich nie czuć w pomieszczeniu. Podgrzewacze tytoniu (gdzie nie dochodzi do jego palenia) generują dym, którego „smak” jest zbliżony do tego, co możemy poczuć w popularnych ciągle papierosach (zbliżony, co nie oznacza – taki sam!). To, co wydobywa się z takiego podgrzewacza natomiast w pomieszczeniu zostaje na dużo dłużej. Nie wsiąka w tkaniny, ale „czuć” zwyczajnie, że ktoś to robił w toalecie, czy pokoju. Zazwyczaj pomaga zwykłe wietrzenie.

Niemniej, nie wyobrażam sobie tego, by palić w pomieszczeniu w momencie, gdy komuś to przeszkadza lub może przeszkadzać. U siebie mogę sobie nawet ognisko na środku rozpalić i tańczyć wkoło niego nago smarując się Nutellą. Gdy przyjmuję gości i chcę sobie zapalić (czyt. podgrzać) – wychodzę na balkon. Nikt nie musi tego wdychać i czuć, skoro nie pali – nawet jeśli ów „dymek” nie jest tak szkodliwy jak ten, który generuje się w trakcie palenia tytoniu.

Niektórzy są zdziwieni, że vapowanie i podgrzewanie w wielu miejscach jest zakazane

Akurat to odbywa się dzięki temu, że kwestię nowych produktów tytoniowych uregulowano ustawą z 22 lipca 2016 r. o zmianie ustawy o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu i wyrobów tytoniowych. E-papierosa, podgrzewacza nie użyjesz legalnie na terenie szpitali, przychodni, uczelni, w obiektach kulturalnych / wypoczynkowych, na przystankach, w obiektach sportowych, na placach zabaw, w pomieszczeniach dostępnych do użytku publicznego, w środkach transportu publicznego, na dworcach – ale…

…można wyznaczyć palarnię w takich miejscach jak DPS-y, domy spokojnej starości, na uczelniach, w zakładach pracy, w restauracjach, na oddziałach psychiatrycznych, w obiektach obsługi podróżnych (słynne palarnie na Lotnisku Chopina w Warszawie…). I to w takich miejscach powinno odbywać się podgrzewanie i vapowanie.

Użytkownicy „nowych wyrobów tytoniowych” narzekają za to, że zakupili swoje urządzenia po to, aby uwolnić się od dymu tytoniowego, którego bierne wdychanie również jest niesamowicie szkodliwe. Zdarza się więc, że używają ich w toaletach, gdzieś na uboczu – jednak nie w palarniach. Nie jest to jednak ani kulturalne, ani legalne. I o tym trzeba pamiętać.

Na szczęście, w rozmowach z moimi znajomymi, którzy również zaczęli korzystać z „nowych wyrobów tytoniowych” widzę podobną do swojej postawę. To, co opisuję to jedynie incydenty, przykłady nieprawidłowego podejścia do takich nowinek, które wynikają z typowego braku kultury i być może niewiedzy. Dziękuję w tym miejscu wszystkim, którzy z kulturą problemu nie mają – nawet, jeżeli się trują.

Źródło danych: Puls Medycyny