2

Ratował czytelnictwo w kraju, teraz zachęca do dzielenia się pasją – wywiad z Michałem Michalskim, współtwórcą BookRage i Lifetramp

Michał Michalski, rocznik 1985. Studiował skandynawistykę, której nie skończył, i kulturoznawstwo, gdzie zdobył szlify licencjackie i magisterskie. Na tym samym kierunku ukończył także studia doktoranckie, ale tytułu doktora jeszcze nie zdobył, choć ma nadzieję, że to kwestia czasu. Współtworzył serwis MusicRage.org, a obecnie macza palce w BookRage.org, GamesRage.org i ComicsRage.org. Od niedawna pracuje także przy […]

Michał Michalski, rocznik 1985. Studiował skandynawistykę, której nie skończył, i kulturoznawstwo, gdzie zdobył szlify licencjackie i magisterskie. Na tym samym kierunku ukończył także studia doktoranckie, ale tytułu doktora jeszcze nie zdobył, choć ma nadzieję, że to kwestia czasu. Współtworzył serwis MusicRage.org, a obecnie macza palce w BookRage.org, GamesRage.org i ComicsRage.org. Od niedawna pracuje także przy projekcie Lifetramp.com.

Marcin M. Drews: BookRage to niewątpliwie sukces na polu kultury. Reanimujecie podupadłe polskie czytelnictwo. Czy można jednak mówić również o sukcesie komercyjnym? Czy to startup, który utrzymuje właścicieli i pozwala zarabiać autorom biorącym udział w programie?

Michał Michalski: Miło, że tak uważasz. Nie ukrywaliśmy nigdy (ani ja, ani Tomek Stachewicz, ani Paweł Dembowski, z którymi współtworzę BR), że robimy ten serwis głównie z pobudek, powiedzmy, ideologicznych. Biorąc pod uwagę, że nie dokładamy już do tego biznesu, można też chyba powiedzieć, że od strony komercyjnej projekt również się powiódł.  Na razie te serwisy są dla nas źródłem dodatkowego, ale (jeszcze) nie głównego dochodu. Natomiast w przypadku autorów rzecz ma się dużo lepiej, co pokazuje podział zebranych pieniędzy. Nigdy żaden twórca nie kręcił nosem, a wręcz przeciwnie! Autorzy są zadowoleni i niejednokrotnie wyrażają chęć dalszej współpracy z nami. Ale to też dlatego, że porządnie się przykładamy do naszej pracy.

Ile dotychczas udało się Wam sprzedać książek i jaka kwota zasiliła konta autorów?

Dotychczas sprzedaliśmy blisko 13 tysięcy pakietów (każdy liczący kilka książek!), przy czym dodać trzeba, że najnowsza edycja BookRage wciąż trwa. Nie licząc jej, a podsumowując wszystkie poprzednie, do autorów lub spadkobierców, jak w przypadku książek Janusza A. Zajdla, trafiło w sumie przeszło 160 tysięcy zł.

Podobne akcje podejmowaliście w przypadku gier i komiksów. Czy odbiór był równie dobry?

Z grami jest nieco inaczej. Taki model sprzedaży jest tu już dość powszechny, a klienci bardzo wymagający. Póki co wypuściliśmy dwa pakiety GamesRage i z obu byliśmy zadowoleni, chociaż liczbowo nie zbliżyły się jeszcze do BookRage. W marcu jednak planujemy kolejną edycję i z pewnością na tych trzech nie poprzestaniemy.

W przypadku komiksów sprawa ma się jeszcze inaczej, bo tutaj jesteśmy zdecydowanie pionierami. Sprzedaż komiksów w formacie cyfrowym na świecie zmonopolizowana jest właściwie przez dwa czy trzy większe serwisy, a w Polsce praktycznie nie istnieje. W naszym kraju komiksy rozpowszechniania się, często pokątnie, w pdfach. Format ten nie pozwala we właściwy sposób obcować z komiksem.

W pierwszym pakiecie ComicsRage dostosowaliśmy komiksy z wydawnictwa Kultura Gniewu do formatu acv pozwalającego na przeglądanie ich poklatkowo na smartfonie czy tablecie. Często jednak ludzie nie wiedzą, że coś takiego jest możliwe. O stereotypach mówiących, że komiks to rozrywka dla dzieci, nawet nie wspomnę. Mimo to pierwszy ComicsRage sprzedał się w liczbie 717 pakietów i dla nas był to sukces. Z pewnością więc pojawią się kolejne edycje.

Tymczasem nagle objawiasz się w sieci z zupełnie innej strony, jako współtwórca enigmatycznego startupu o nazwie Lifetramp. To mały skok w bok czy próba wykreowania kolejnej, dużej inicjatywy?

To zdecydowanie coś dużego! Chcemy, żeby Lifetramp coś faktycznie zmienił. Tak jak serwisy Rage mają odwracać pewne utarte schematy (na przykład to, że wydawca pożera lwią część pieniędzy, która, naszym skromnym zdaniem, należy się twórcom) czy pokazywać, że kultura, mimo że płatna, może być dostępna dla każdego, bez względu na jego status majątkowy.

Poprzez Lifetramp chcemy pokazać, że ludzie chętnie dzielą się z innymi ludźmi swoimi doświadczeniami czy wiedzą. Że dumni z tego, co robią, nie mają nic przeciwko pewnej dozie ekshibicjonizmu, który dla kogoś innego może mieć zbawienne skutki, bo pokazuje, że można inaczej, lepiej, więcej… Tylko że potrzeba tu współpracy, bo człowiek to zwierzę stadne i bez innych ludzi sukcesu nie odniesie.

Jak dokładnie ma działać Lifetramp? Innymi słowy, jak wytłumaczyłbyś statystycznemu internaucie, o co tu w ogóle chodzi i jaką korzyść można mieć z użytkowania systemu?

Używałeś kiedyś couchsurfingu? Wyobraź więc sobie tę ideę na nowym gruncie. Lifetramp to odwiedzanie ludzi, którzy mogą Cię dużo nauczyć, którzy mogą Cię zainspirować do robienia czegoś zupełnie innego, albo takich, którzy mogą rozwiać Twoje wątpliwości czy naprostować wyobrażenia o tym, jak wygląda życie i praca w danym zawodzie czy w specyficznym miejscu. Może chcesz nauczyć się wyrębu drzew u drwala w Norwegii? A może marzysz o doszlifowaniu warsztatu fotograficznego podczas sesji modelingowej w Rzymie? Lifetramp ma łączyć głodnych wiedzy z tymi, którzy tą wiedzą chcą się podzielić.

Idea świetna – w teorii. Boję się o stronę praktyczną. Zakładacie, że ludzie będą dzielić się swoim know-how. W Polsce to może nie zadziałać. Każdy zazdrośnie strzeże tajników swego fachu…

Też się tego baliśmy, ale pierwsze próby i rozmowy z ludźmi, którzy mogliby zostać mentorami, szybko rozwiały nasze obawy. Ludzie, którzy są dumni z tego, co robią, nie wstydzą się ani nie boją pokazywać innym, jak to robią. Sami decydują zresztą, ile pokażą i czego nauczą innych. Nie wymagamy, aby szef kuchni zdradzał każdemu, czym jest jego „tajny składnik”. Poza tą wiedzą ma przecież jeszcze do przekazania tak wiele…

Osoby, które wybierają się do mentora, reprezentują szeroki przekrój społeczny. Jedni są zupełnymi laikami, a przychodzą, by zaspokoić ciekawość, nauczyć się albo spróbować czegoś zupełnie innego, nowego. Inni marzą, aby podejrzeć kogoś ze swojej profesji, o kim wiedzą, że jest lepszy od nich. Poduczyć się bądź też po prostu zobaczyć na przykład, jak to się robi się w innym kraju. To i wielka korzyść, i świetna zabawa!

A zatem integracja i postoświeceniowe ideały dialogu i dzielenia się wiedzą. Pomysł doskonały – w doskonałym świecie. Tymczasem w rzeczywistości, żeby żyć, trzeba zarabiać. Zamierzacie w jakikolwiek sposób zmonetyzować ten projekt czy też to działalność pro publico bono?

Ale ci ludzie już zarabiają na swojej pasji! Założyliśmy, że za każdy dzień spędzony z mentorem trzeba będzie się zrewanżować symbolicznym datkiem na cel ustalony przez mentora. Nie chodzi tu jednak o zapłatę sensu stricto, a o wsparcie celu, jaki chce osiągnąć mentor. Fotograf może więc zbierać na specjalny obiektyw, muzyk na nagranie płyty, a właściciel kawiarni na publiczną ławkę, którą chciałby postawić przed swoim lokalem.

Oczywiście nie zawsze musi chodzić o pieniądze. Dużo mentorów z naszej bazy zgadza się na przyjęcie kogoś w zamian za postawienie im lunchu. Ustaliliśmy zresztą, że pierwsze 100 wizyt będzie właśnie za lunch. Później mentorzy będą mieli możliwość ustalenia sami ceny za każdy dzień z nimi oraz celu, na który zbierają. Czegoś, co wspomoże ich w tym, co robią i czego my jesteśmy tak ciekawi. Patrzę na to jak oryginalny rodzaj crowfundingu. Czemu miałbym nie wspomóc osoby, która robi fascynujące rzeczy i jeszcze chce się podzielić ze mną cenną wiedzą?

Chcesz mi powiedzieć, że stworzyliście Lifetramp po prostu dlatego, że mogliście i było Was na to stać, a nie kryje się za tym wielki, sekretny plan zdobycia milionów?

Z tym, czy nas stać, różnie bywa. Ale tak. Tak jak wierzyliśmy w to, że robimy MusicRage, a potem BookRage po to, by coś zmienić na lepsze, tak przy Lifetramp mamy dokładnie ten sam cel. Ale jeśli przyniesie to ze sobą miliony, to nie mamy nic przeciwko!

Zatem o mechanikę zarabiania na pomaganiu zapytam dopiero, gdy serwis porządnie się rozwinie. Tymczasem wiem, że już działa. Ale co z powszechnym dostępem dla internautów? Czy przewidujecie oficjalną premierę?

Tak! W najbliższy poniedziałek. Serwis będzie otwarty i będzie można się można w nim zarejestrować, ale by móc skorzystać z opcji rezerwacji dnia u mentora, trzeba będzie mieć zaproszenie. Z chęcią udostępnię 10 takich zaproszeń Czytelnikom Antywebu. Czekam na zgłoszenia pod adresem michal@lifetramp.com.

Życzę zatem powodzenia i jako wierny fan BookRage mam nadzieję, że Lifetramp będzie miał się równie dobrze!