40

Kierowca podziękował mi za… uczciwość. Serio, tak to ma wyglądać?

Czasami czuję się tak, jakby w Polsce takie wartości jak uczciwość były czymś jeszcze nieugruntowanym w naszym społeczeństwie. Mnie zawsze uczono, żeby zachowywać się w taki sposób, w jaki ja bym chciał, żeby zachowywano się wobec mnie. Tym bardziej byłem zdziwiony tym, że ktoś podziękował mi za to, że zrobiłem jak trzeba. O co chodzi? O dokonanie niewielkiej szkody na parkingu. Zacznę może od początku.

Jakiś czas temu zdarzyła mi się pewna „przygoda parkingowa”, z mojej winy. Mógłbym mówić o tym, że kierowca czerwonego Volskwagena stanął w bardzo niefortunnym miejscu (na chodniku przy samym początku drogi jednokierunkowej, w którą chciałem wjechać), właściwie to stał „na skrzyżowaniu”. Nie zmieściłem się, niestety na co dzień prowadzę prawie pięciometrową „loszkę”. Nie nawinąłem i przytarłem, właściwie to wygląda to nieco gorzej niż u faceta, którego obtarłem. Moja pierwsza reakcja? Przekląłem, a jakże. Co potem? Obejrzałem szkody, zaparkowałem auto i… udałem się na poszukiwania kierowcy pojazdu, na którym wykonałem szkodę.

Czytaj również: A wiesz, że… kierowcy BMW powodują najmniej stłuczek?

Popytałem przechodniów, „Pana Parkingowego” z parkingu strzeżonego obok. Nikt nic nie wiedział. Ale okazało się, że chwila oczekiwania była jak najbardziej właściwa: na początku kierowca zaczął mnie przepraszać „za niefortunne miejsce do stania” i nawet nie zauważył szkody na kawałku tylnego zderzaka. Musiałem go uświadomić: „Proszę Pana, ja tu na Pana czekam, bo obtarłem Panu auto”. Był zdziwiony. Zobaczył szkodę, pokiwał głową i zapytał: „co robimy?”.

Cóż, powiedziałem mu, że ja poczuwam się do winy i może napiszemy oświadczenie. Żaden z nas nie miał gotowych druków, ale udało nam się je wspólnymi siłami „ogarnąć”. Spisaliśmy dane od siebie, chwilę pogadaliśmy. Okazało się, że pochodzimy z podobnych okolic (wyróżniki tablic dokładnie te same: Tarnobrzeg, powiat) i traf chciał, że (dosłownie) „spotkaliśmy się” w Rzeszowie. W trakcie pogawędki okazało się, że facet jest mi nawet wdzięczny, bo przecież mogłem odjechać, a on pewnie by nie ustalił sprawcy.

Co? Odjechać? To po co ja płacę OC?

Wiecie, gdybym nie płacił OC (i byłbym tym samym głupi), to z powodu już ugruntowanej głupoty mógłbym wpaść na pomysł ucieczki z miejsca zdarzenia. Akurat tej „obcierki” nie widział nikt, mimo, że działo się to w centrum Rzeszowa. Kamery? Nie bardzo, raczej bym się wywinął. Ale… no, gdyby stało się to mi: ktoś by mnie obtarł, a ja bym nie mógł ustalić sprawcy, pewnie bym się mocno zirytował. Wolałbym, żeby odpowiedzialna za to osoba jednak pokryła koszty malowania, części i tak dalej.

Towarzysz parkingowej niedoli podziękował mi za to, że byłem uczciwy, że poczekałem i że przyznałem się do winy. Cholera, w innym kraju byłoby to pewnie czymś dziwnym, że ludzie sobie dziękują za to, że zachowują się jak trzeba. A może po prostu jestem za bardzo do Polski i Polaków uprzedzony – zupełnie niepotrzebnie?

Może tak, może nie. Ale odrobinę za często widzę „niewyjaśnione” szkody parkingowe

Należę do kilku lokalnych grup (powiat rzeszowski i reszta „rejonu”). Szczególnie w miejskich zrzeszeniach na Facebooku często pojawiają się posty osób, które ktoś „obtarł”, ale się nie przyznał. Ludzie szukają pomocy – może ktoś ma nagranie z kamerki? Może ktoś coś widział? A może sprawca zgłosi się sam, bo ruszy go sumienie? Ludzie obiecują nawet, że potraktują sprawę „ulgowo”, że nie zgłoszą sprawy na policję, ani nie pisną ubezpieczycielowi, że człowiek zbiegł. Byleby tylko człowieka ustalić – bo naprawa auta kosztuje. Ludzie może i biorą socjal na dzieci, ale wszystko drożeje. Niespodziewana naprawa samochodu może kogoś zwyczajnie zaboleć.

W niektórych sprawach tego typu udaje się odnaleźć sprawcę – najbardziej bolał mnie najprawdopodobniej kierowca fajnego Volvo S80, który puknął człowieka na parkingu i odjechał – z premedytacją. Sam jeżdżę „łosiem” i mam wrażenie, że kierowcy tych aut jeżdżą w miarę spokojnie i rozważnie (a może to kolejny stereotyp?). Uznałem, że facet nie dorósł do tego, aby jeździć szwedzkim fortepianem na kołach.

Przeraża mnie na dodatek to, ile jest takich spraw. Puknął, obtarł i odjechał w cholerę. To się nie opłaca – jeżeli taki człowiek zostanie mimo wszystko zdemaskowany, to będzie musiał liczyć się z tym, że ubezpieczyciel zażąda od niego regresu – pokryje szkody ze swojej kieszeni. Opłaca się uciekać dla zniżek? Pewnie, że nie warto. OC ma chronić nas przed odpowiedzialnością z własnej kieszeni tylko w sytuacji, gdy nie damy rady odjechać z miejsca wypadku? Pewnie, że to tak nie działa.

Wiecie, to nie jest tak, że się chwalę tym, że jestem taki „dobry, prawy i po prostu tylko klaskać”. Nawet bym nie wspomniał o tej sprawie, gdyby nie fakt, że mi podziękowano – a w społeczeństwie widzę pewne brzydkie zjawisko. Bo wolę myśleć o takich incydentach jak o zjawiskach, a nie normie na polskich drogach.