Europa

U wybrzeży Szkocji powstaje pływająca farma wiatrowa. Hywind zapowiada się naprawdę ciekawie

MS
Maciej Sikorski
4

Jakiś czas temu pisałem o wielkiej farmie solarnej budowanej w Afryce, konkretnie w Maroko. Pomysł, by taką inwestycję realizować na pustyni, miejscu dobrze nasłonecznionym, brzmi bardzo sensownie. Podobnie sprawa wygląda w przypadku turbin wiatrowych lokowanych na morzu, w przestrzeni, w której po...

Jakiś czas temu pisałem o wielkiej farmie solarnej budowanej w Afryce, konkretnie w Maroko. Pomysł, by taką inwestycję realizować na pustyni, miejscu dobrze nasłonecznionym, brzmi bardzo sensownie. Podobnie sprawa wygląda w przypadku turbin wiatrowych lokowanych na morzu, w przestrzeni, w której po prostu mocno wieje. Kłopot polega na tym, że czasem jest to trudne - np. ze względu na głębokość. Hywind rozwiązuje ten problem.

Pewnie każde z Was przynajmniej raz w życiu przyglądało się turbinie wiatrowej, może nawet całej ich farmie. Osobiście lubię obserwować takie miejsca i korzystam, gdy nadarzy się okazja (np. w okolicach wrocławskiego odcinka autostrady A4). Jednocześnie zdaję sobie sprawę z tego, że niektórzy za widokiem wiatraków nie przepadają - zwłaszcza, gdy są one ulokowane niedaleko miejsca ich życia. Zdarzają się przypadki, gdy ludzie protestuję przeciwko planom budowy farmy światowej w ich okolicy: bo to nieestetyczne, bo szum, bo ptaki płoszy, bo niezdrowe...

W tym kontekście budowa farm wiatrowych w miejscach niewidocznych, oddalonych od ludzkich siedlisk, wydaje się naprawdę sensownym pomysłem. Szczególnie, gdy dodam, że w takim miejscu może naprawdę mocno wiać. Wiatraki lokowane są w okolicach brzegów mórz już od jakiegoś czasu - dobrym przykładem kraje skandynawskie. Ale i w tym przypadku pojawia się kwestia estetyki, czasem problem stanowi podłoże. A gdyby tak poważnie oddalić się od brzegu i nie zwracać uwagi na głębokość, budowę dna, opinie turystów?

Hywind to projekt rozwijany od kilku lat przez korporację Statoil. Idea jest prosta: stworzyć wiatrak, który nie wymaga przytwierdzania do dna. Przynajmniej nie na stałe, z solidnym fundamentem, długim słupem itd. W tym przypadku mowa o pływającej turbinie zakotwiczonej w konkretnym miejscu. Projekt był testowany przez kilka lat u wybrzeży Norwegii, przyszedł czas na etap drugi: wdrożenie pomysłu na większą skalę. W efekcie powstanie Hywind Scotland Pilot Park.

Jak sama nazwa wskazuje, wybrano lokalizację u wybrzeża Szkocji. Konkretnie 25 km od jej brzegu. Farma będzie się składać z kilku turbin, jej powierzchnia wyniesie 4 kilometry kwadratowe. Instalacja o mocy 30 MW powinna dostarczyć tyle energii, by zaspokoić potrzeby 20 tysięcy domów. Mieszkańcy i turyści nie będą narzekać, a wiatraki powinny pracować regularnie - na brak wiatru nie można tam narzekać. Ważne jest to, że głębokość morza w wybranym miejscu wynosi ponad 100 metrów - stosując tradycyjne rozwiązania byłoby naprawdę trudno postawić tam farmę wiatrową. Z pewnością byłoby to drogie przedsięwzięcie. Znacznie droższe niż zakotwiczenie wiatraków.

Tak przekonują przedstawiciele Statoil, o tym mają się niedługo przekonać inni. Instalacja ma być gotowa w roku 2017. Nim będzie można podsumować projekt, a przynajmniej podzielić się pierwszymi wrażeniami, upłynie pewnie kilka kwartałów. Oznacza to, że nieprędko dowiemy się, czy inwestycja faktycznie jest tak atrakcyjna, jak przedstawia ją Statoil. Ale warto czekać: może się okazać, że to strzał w dziesiątkę. Trzeba przy tym dodać, że na świecie są już realizowane podobne projekty - swego czasu media donosiły o pływającej farmie wiatrowej u wybrzeży Portugalii.

Gdyby okazało się, że to ma sens, pomysł mógłby być wdrażany na naprawdę dużą skalę. Nie musielibyśmy stawiać mnóstwa wiatraków w najbliższym otoczeniu, by czerpać energię z wiatru. Jednocześnie wykorzystywalibyśmy turbiny tam, gdzie ma to największe uzasadnienie ekonomiczne. Opłacalność farm wiatrowych mogłaby poważnie wzrosnąć. Pozostaje obserwować realizację projektu.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy: