116

„To, że łatwo się nauczyć programowania nie świadczy o tym, że każdy może być programistą”

Jak wygląda rynek pracy IT w Polsce? Czy mamy czego się wstydzić na tle zachodu? Czy każdy może zostać programistą? Czy jest w Polsce praca dla juniorów i UX-owców? O tym i wielu innych kwestiach rozmawiam z Piotrem Poprawskim, dyrektorem Software Solutions Center Capgemini.

TP: Rynek pracy w branży IT rozrasta się w szalonym wręcz tempie. Z jakimi problemami muszą zmierzyć się pracodawcy, którzy szukają specjalistów w tym zakresie? Wiemy już, że na pewno jest to ich ciągły niedobór, ale co jeszcze? Czy mit o rozkapryszonych i wymagających pracownikach IT to tylko mit czy już rzeczywistość?

Nie uważam żeby polscy informatycy byli wyjątkowo wymagający, problemem jest tylko to, że jest ich ciągle za mało. Są wymagający, owszem, ale w granicach rozsądku. Bez wątpienia to wysokiej klasy specjaliści techniczni, ale często brakuje im umiejętności miękkich. Z uczelni wyższych wychodzą z wiedzą techniczną na wysokim poziomie, ale niekoniecznie potrafią efektywnie pracować w grupie. Są to jednak kwestie, które można szybko nadrobić – od tego są programy wdrożeniowe. Może ze względu na te luki w kompetencjach miękkich mogą być negatywnie postrzegani przez osoby spoza branży, ale uważam, że zdecydowanie daleko im do rozkapryszenia.

Jako pracodawca musimy na pewno spełnić trzy podstawowe kryteria, żeby móc rywalizować o najlepszych: zaoferować atrakcyjne wynagrodzenie, dać możliwości  ciągłego rozwoju oraz dobre miejsce do pracy – miasto, w którym fajnie się żyje oraz wygodne biuro. Jeśli się spełnia te warunki, problemów pojawia się zdecydowanie mniej.

TP: A druga strona barykady? Co jest największym błędem polskich firm działających na rynku IT? Co i rusz pojawiają się badania, że jesteśmy daleko w tyle za bardziej rozwiniętymi rynkami – ostatnio była mowa chociażby o Big Data, które polskie firmy teoretycznie zbierają, ale rzadko która wykorzystuje te dane i przetwarza.

Nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że jesteśmy daleko w tyle za bardziej rozwiniętymi rynkami – na pewno nie pod względem kwalifikacji naszych ekspertów. W naszym centrum tworzymy systemy informatyczne dla największych firm na świecie, na przykład systemy monitorowania przesyłek i całych łańcuchów dostaw dla firm logistycznych czy kompleksowe systemy planowania produkcji dla branży motoryzacyjnej. To rozbudowane, skomplikowane rozwiązania, korzystające często także z technologii big data, które stanowią kluczowy element funkcjonowania biznesów naszych klientów.

Z kolei firmy na polskim rynku nie tyle popełniają błędy, ile nie zawsze wykorzystują możliwości, które dają im eksperci. Ponieważ nie potrafią ich zatrzymać, nie dają im też pola do rozwinięcia innowacyjności. Innowacje technologiczne, które wprowadza się na rynek pochodzą przecież od ludzi. Trzeba im więc dać jak najszersze możliwości rozwoju kompetencji. Inwestując w ich rozwój, inwestujemy w nowe pomysły i rozwiązania, które tworzą. Technologia nie istnieje w oderwaniu od ludzi, to ludzie ją kreują i ludzie z niej potem korzystają.

TP: Ukończenie uczelni technicznej jest, jak rozumiem, na ogół atutem kandydata ubiegającego się o pracę (zapewne stanowisko juniorskie)? Czy osoby, które samodzielnie się uczą programowania lub kończą kursy (bootcampy) w procesie rekrutacji mają na ogół mniejsze szanse?

We Wrocławiu i Poznaniu zatrudniamy obecnie 1700 specjalistów IT, z czego kilka procent to właśnie osoby samodzielnie uczące się programowania lub po bootcampach. Nie ukrywam jednak, że przeważnie szukamy osób, które już mają podstawowe, a co więcej, udokumentowane doświadczenie w pracy programistycznej. Większość naszej kadry to techniczni specjaliści w swoich dziedzinach.

Mamy jednak stanowiska, na które można aplikować nawet bez jakiegokolwiek technicznego wykształcenia. Osoby po studiach humanistycznych, które mają odpowiednie miękkie kompetencje, potrafią gromadzić i analizować różne informacje oraz skutecznie dzielić się wiedzą, świetnie sprawdzają się więc w roli analityków biznesowych. Oczywiście, muszą zdobyć wiedzę o technologiach, które wykorzystujemy, ale nie muszą być technicznymi ekspertami.

TP: Jaką opinią cieszą się tacy samoucy oraz absolwenci bootcampów? Niektórzy twierdzą, że bootcampy najlepiej “sprzedają marzenia” zamiast szkolić specjalistów.

Powiedziałbym, że bootcampy te marzenia weryfikują. Tam można się dowiedzieć, czy ktoś się rzeczywiście nadaje na programistę czy nie. Jeśli już ktoś pozytywnie przejdzie ten test, to zazwyczaj staje się jednym z bardziej zaangażowanych pracowników. Ma naturalny pęd do wiedzy, bo musi nadrobić pewne zaległości. Jak najbardziej dajemy takim ludziom szansę dalszego rozwoju.

TP: Dość dużo ostatnio mówi się o tym, że oferty pracy dla juniorów i dopiero zaczynających karierę w IT stanowią zdecydowaną mniejszość. Czyli można dojść do wniosku, że – tak brakuje programistów, ale takich z doświadczeniem. Czy junior w tej branży ma ciężki start?

Juniorzy to bardzo duża część naszego zespołu. Z jednej strony to są osoby już dobrze technicznie przygotowane przez uczelnie, chętne do tego żeby inwestować w swoją karierę, uczyć się, rozwijać. Przygotowujemy dla nich specjalne kursy szkoleniowe, które pozwalają szybko wdrożyć się do efektywnej pracy w projekcie. Takie szkolenia trwają 1,5 tygodnia i pokazują główne aspekty pracy w firmie informatycznej. W praktyczny sposób prezentują jak wygląda u nas programowanie– to m.in. wysoka jakość kodu, stosowanie się do wspólnych standardów czy praca zespołowa. Również osoby, które nie mają wykształcenia informatycznego, ale mają  zacięcie do nauk ścisłych, mogą stać się profesjonalnymi programistami. Dla nich mamy na przykład Java Starter Kit. To rozbudowany kurs, po których większość osób już u nas zostaje, ale oczywiście nie wszyscy go kończą. Jakieś 10% odpada w trakcie. Osoby które ukończyły takie kursy nie stanowią dużej części naszego zespołu, ale są to ludzie bardzo zaangażowani, którzy poświęcają mnóstwo czasu i chęci na to, żeby się dokształcać. Są oczywiście firmy, które szukają tylko osób doświadczonych, ale w tej chwili nie ma problemu również ze znalezieniem oferty pracy dla początkującego programisty.

TP: Firmom szkoda czasu na szkolenie juniorów? Może to wina rotacji w tej branży, która jest relatywnie wysoka?

Rotacja to zawsze ryzyko, które trzeba podjąć. Nam nie szkoda czasu na juniorów i mamy rotację poniżej średniej rynkowej, więc najwidoczniej może być to opłacalne. Dajemy sobie po prostu czas, żeby inwestować w juniora i to podejście procentuje. Trzeba dać ludziom jasny komunikat, że mogą się w firmie rozwijać – poszerzać kompetencje, zmienić stanowisko czy profil działalności. U nas jest ten plus, że mamy szeroki zakres działalności – można wybrać stanowisko techniczne, zostać menedżerem projektu, konsultantem, czy analitykiem biznesowym. Kluczem jest więc inwestycja w juniora, który dostanie później opcje rozwoju, żeby nie musiał ich szukać na rynku.

TP: Jak widzę, stereotyp programisty-samotnika siedzącego w ciemnej piwnicy i cierpiącego na fobie społeczne powoli odchodzi do lamusa. Programista coraz częściej musi pracować z klientem, a także z innymi członkami zespołu. Jakie umiejętności miękkie są tutaj kluczowe?

Tworzenie oprogramowania to dzisiaj przede wszystkim praca w grupie. Działamy w zespołach wewnątrz firmy, ale mamy też regularny kontakt z klientem. Oczywiście, poziom i intensywność relacji z zamawiającymi różni się w zależności od stanowiska. Poza umiejętnością kooperacji, kolejną ważną cechą jest otwartość. Pracujemy w dynamicznym i międzynarodowym środowisku, realizujemy projekty dla klientów spoza Polski. Otwarta głowa i elastyczność oraz umiejętność szybkiego dostosowywania się do zmian są kluczowe. Aby dobrze rozumieć naszych klientów i ich potrzeby, niezbędna jest też empatia, zrozumienie dla innych. To także ważna umiejętność przydatna w pracy z obcokrajowcami, gdzie wchodzą w grę różnice kulturowe. Ostatnia, ale wcale nie najmniej istotna, jest zdolność agregowania i skutecznego przekazywania wiedzy. Jest to ważna umiejętność dla analityków biznesowych, ale i innych naszych pracowników, którzy rozmawiają z klientami.

TP: Dużo się teraz też mówi o UX, który wydaje się być nieodłącznym elementem tworzenia cyfrowych produktów. Czy jest w Polsce praca dla specjalistów UX? Mam wrażenie, że wiele firm nakłada UX-owe obowiązki na frontendowców zamiast rozbudowywać osobne, dedykowane temu zagadnieniu działy, prowadzić testy i badania, gromadzić dane do analizy etc.

W naszym centrum działa osobny zespół specjalistów od UX, bo doświadczenie klienta jest kluczowe w naszej pracy. Klienci oczekują od nas, że rozwiązania, które dla nich tworzymy będą w obsłudze przypominały aplikacje z jakich wszyscy korzystamy prywatnie. Tworząc oprogramowanie dla biznesu musimy kierować się także trendami konsumenckimi w projektowaniu. Eksperci z działu UX w trakcie warsztatów z końcowymi użytkownikami naszych rozwiązań definiują więc model działania systemu, który będzie najbardziej ergonomiczny i intuicyjny. Odpowiadając zatem krótko na Pana pytanie – tak, jest praca dla specjalistów UX w Polsce.

TP: Czy tego typu pracę można wykonywać zdalnie? “Cyfrowy nomadyzm” staje się coraz popularniejszym zjawiskiem. Podobno do 2035 roku liczba pracowników zdalnych ma przekroczyć 1 mld. Coraz częściej też możliwość pracy poza biurem jest jednym z kluczowych wymogów potencjalnych pracowników.

Cyfrowy nomadyzm jest wygodny dla pracownika, a nam daje większe pole jeśli chodzi o poszukiwanie kadry. Nie bez powodu istnieją jednak pakiety relokacyjne. Wieloletnie doświadczenia z pracy z dużymi, międzynarodowymi klientami pokazały nam, że zespół, który jest ulokowany w jednym miejscu działa najbardziej efektywnie, chociaż są role i sytuacje, w których model zdalny może się świetnie sprawdzać.

TP: Największe firmy i organizacje pozarządowe mocno angażują się w edukowanie społeczeństwa pod kątem programowania. Wręcz wmawia się ludziom, że każdy może być programistą. To prawda?

Każdy może się też nauczyć gotować, prawda? Nie znaczy to jednak, że zostanie mistrzem kuchni i znikną restauracje. To, że łatwo się nauczyć programowania nie świadczy o tym, że każdy może być programistą. Ktoś, kto na co dzień specjalizuje się w czymś innymi, ale nauczy się programować, może to potraktować raczej w kategoriach hobby. Do prawdziwej pracy programistycznej trzeba mieć predyspozycje. Programistami są najczęściej osoby, które dobrze odnajdowały się w naukach ścisłych. Mamy w naszej firmie ludzi, którzy mają wykształcenie matematyczne czy fizyczne, albo nawet chemiczne, ale poczuli w sobie pasję do programowania i teraz pracują z nami.

TP: A może firmom po prostu nie do końca odpowiada to, że rynek IT to rynek pracownika? W końcu rosnące koszty pracy mocno utrudniają prowadzenie biznesu.

Nie przesadzajmy. Rynek pracy jest trudny, ale firmy informatyczne mają się dobrze. Budowanie zespołów nie jest łatwe i jest kosztowne, ale zapotrzebowanie na usługi IT również rośnie i korzystają na tym obie strony – zarówno pracodawcy jak i pracownicy.

TP: W jakim kierunku będzie się zmieniała branża? Czy w perspektywie 5-10 lat ciągle możemy mówić o wysokich zarobkach i dużym zapotrzebowaniu na programistów? Czy ten zawód nie podzieli innych profesji? Mamy przecież za sobą już kilka takich trendów. Był okres, że ludzie masowo studiowali finanse i rachunkowość. Potem nastała moda na marketing. Teraz wydaje się być podobnie – tylko próg wejścia wyższy.

Teraz w każdym urządzeniu jest oprogramowanie – zaczynając od pralki, a kończąc na samochodzie. Zapotrzebowanie na pracę programistów rośnie, a rynek IT jest globalny, w Polsce tworzymy oprogramowanie dla klientów z całego świata. Programistów nie zastąpią też algorytmy, bo są przez nich pisane, są tylko tworzone na coraz bardziej zaawansowanym poziomie. Zmienia się po prostu wielkość klocków, z których składa się programy, są coraz bardziej rozbudowane i jest ich coraz więcej. Jeśli nawet część pracy jest zautomatyzowana, to dzięki temu programista może tylko więcej zdziałać. Podchodząc bardziej futurystycznie, nie sądzę też żeby sztuczna inteligencja mogła się zupełnie samodzielnie programować – zawsze będzie potrzebny ktoś, kto musi ustalić cel tego programowania. Przechodzimy po prostu na kolejny poziom abstrakcji – ktoś musi określić co ma się zadziać. Trudno powiedzieć oczywiście, co będzie za sto lat. Może sztuczna inteligencja będzie na tyle zaawansowana, że powie się jej co ma zrobić i ona się zajmie resztą, ale wtedy trudno będzie o jakąkolwiek pracę.

Piotr Poprawski, Dyrektor Software Solutions Center Capgemini – ponad 10 lat temu dołączył do 50-osobowego oddziału Software Solutions Center Capgemini we Wrocławiu. Dziś zarządza grupą 1700 specjalistów firmy w dwóch miastach. Ma ponad dwadzieścia lat doświadczenia w branży IT – pracował realizując projekty dla liderów z branż telekomunikacyjnej i medycznej, w roli kierownika projektu i managera zespołu. Ma doświadczenie w zarządzaniu projektami, realizacji projektów rozproszonych i wielokulturowych, w zarządzeniu organizacjami i współpracy z klientem. Drugi obszar specjalizacji to planowanie strategiczne rozwoju organizacji. Ukończył studia na Wydziale Informatyki i Zarządzania Politechniki Wrocławskiej oraz Executive MBA w Wyższej Szkole Bankowej.