VOD

Spektakularny powrót? Oceniamy premierę 2. sezonu The Morning Show

KK
Konrad Kozłowski
4

Wraca jeden z najdroższych seriali i oczko w głowie Apple. Najeżony gwiazdami "The Morning Show" zrobił furorę, a kontynuacja wcale nie była pewna. Po takim sukcesie musiał jednak powstać, a po premierowym odcinku 2. sezonu jestem w kropce ze swoją oceną.

Finał 1. sezonu zostawił akcję w krytycznym momencie, więc było jasne, że otwarcie nowej serii będzie musiało podjąć wszystkie otwarte wątki i tematy. Można by uznać, że pierwszy odcinek 2. sezonu „The Morning Show” podzielony jest na trzy rozdziały. Pierwszy z nich ukazuje nam wydarzenia bezpośrednio po ostatniej scenie poprzedniej serii, kolejne ujęcia to sekwencja zdjęć z opustoszałego Nowego Jorku, co zapowiada wyjątkowy okres przed całym miastem, a później wskakujemy na główne tory, czyli wracamy do naszych ulubionych postaci niedługo przed Sylwestrem i wejściem w Nowy Rok 2020.

Nie brakuje tu, oczywiście, nawiązań do tego, z jakimi oczekiwaniami wchodziliśmy w 2020. Ci, którzy uznawali, że 2019 był rokiem niewystarczająco dobrym, liczyli że kolejne 12 miesięcy będzie czasem na odkupienie, poprawę i załatwienie wielu życiowych spraw. Rzeczywistość dość szybko zweryfikowała te plany, dlatego nasi bohaterowie co rusz zaznaczają, że po bagnie, z którego nadal wychodzą, będą liczyć na zupełnie nowy rozdział w ich życiu. Dobrze wiemy, że kłopoty będą się długo za nimi ciągnąć.

Nowy sezon The Morning Show to wiele zmian

Jeśli zszokuje Was widok głównych postaci „The Morning Show”, to nie będziecie jedyni w swoich odczuciach. Należy pamiętać, że 1. sezon nakręcono sporo czasu przed premierą na Apple TV+, na 2. sezon czekaliśmy kilkanaście miesięcy. Ten odstęp w czasie jest od razu zauważalny, bo widzimy, że aktorzy przybrali lub stracili na wadze, nieco się postarzeli i wyglądają (nieco) inaczej. Po kilkunastu minutach zapominamy o tym i skupiamy się na historii, ale spotkanie po latach jest dość wyjątkowe.

Do zmian doszło jednak nie tylko w wyglądzie postaci, ale także w tym jak się zachowują. Zachowujący zimną krew i optymizm Cory wie, że grunt pali mu się pod nogami, Bradley wykazuje chęć zmiany otoczenia, a Alex szuka nowego pomysłu na siebie, ale może się okazać, że powrót na stare śmieci będzie dla niej najlepszym wyjściem w obecnej sytuacji. Nie powiem, żeby takie plany scenarzystów mnie zaskoczyły – to tylko wstęp do nowej serii, która na przestrzeni kilku odcinków wielokrotnie będzie potrafiła sprawić nam niespodziankę. Co do tego nie mam żadnych wątpliwości, choć podobnie jak Wy, w chwili pisania tego materiału mam za sobą seans tylko jednego odcinka. Wierzę, że twórcy zostawili najlepsze na później, a teraz starali się nadać nowy ton serialowi, który wcale nie musiał powrócić.

2. sezon The Morning Show ma zupełnie inne tempo

Realizacyjnie „The Morning Show” miewał swoje niedociągnięcia – część scen była wyraźnie kręcona na planie, a nie w plenerach, co odbijało się na tym, jak prezentowało się otoczenie. Oglądane przeze mnie odcinki były oznaczone jako nieukończone, więc muszę to zaznaczyć, ale nie jestem pewien, czy jakiekolwiek zmiany są w nich planowane. Wygląda bowiem na to, że tym razem także postawiono na inne elementy produkcji, zamiast ciągać ekipę i obsadę po mieście starając się nakręcić sceny z prawdziwym widokiem za oknem. To ryzykowne i kosztowne, a i tak przecież okres, w którym nagrywano serial był wystarczająco wymagający. Trudno więc mieć o to pretensje, takie sytuacje nie wpływają na odbiór seriali i nie sprawiają, że jest mniej atrakcyjny, ale czujne oko dostrzeże takie detale.

Nie sposób jednak nie dostrzec, jak zmieniło się tempo serialu, które wcześniej pozwalało złapać oddech pomiędzy ważnymi scenami, a teraz pędzi jak szalone. Akcji jest całe mnóstwo, więc dla niektórych widzów będzie to miła odmiana, ale zagorzali fani pierwszej serii mogą się czuć z początku trochę nie swojo. Jestem bardzo ciekaw tego, jak wypadnie na tym tle reszta odcinków.

Życzę dużo cierpliwości - nowe odcinki The Morning Show wychodzą co tydzień

„The Morning Show” wraca i w pierwszym odcinku pokazuje, że początek partii będzie rozgrywać starymi kartami. Nie twierdzę, że brakuje tu świeżości, bo przecież powrót do znanej i lubianej produkcji to zawsze miła sytuacja, ale mam wrażenie, że prawdziwe atrakcje dopiero przed nami. A premierowy odcinek dobrze buduje przed tą przejażdżką atmosferę i napięcie. A Apple będzie nam je dawkować co tydzień przez następne miesiące.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy: