The Last of Us Part II
11

Gramy w The Last of Us Part II. Na ten powrót warto było czekać, co chcielibyście o nim wiedzieć?

The Last of Us Part II to jedna z najbardziej wyczekiwanych gier 2020 roku, a przy okazji kontynuacja ogromnego hitu na PlayStation 3 (i w sumie PlayStation 4 jeśli liczyć wersję na tę sprzęt). Już grałem i zapowiada się hit.

Jak możecie się domyślić, jeszcze za wcześnie na recenzję, choć ta pojawi się na Antywebie zanim gra trafi na sklepowe półki. Myślę jednak, że duża część graczy i tak złożyła już swoje zamówienia przedpremierowe – i już na chwilę obecną mogę Wam powiedzieć, że nie będziecie zawiedzeni – ale po kolei.

Tak, jak to bywa w przypadku pokazów przedpremierowych, tak i teraz producent/wydawca ogranicza fragmenty gry, o których możemy pisać w pierwszych wrażeniach. W przypadku wielu produkcji nie jest to aż tak istotne, bo często nawet na dwugodzinnej sesji można wyłapać na tyle dużo informacji, że później dość łatwo jest napisać czy opowiedzieć o tym, czym będzie pełna wersja gry. W The Last of Us Part II nie da się jednak tego zrobić, tak jak w wielu grach bazujących mocno na opowieści i klimacie. A tego właśnie oczekujemy po tej produkcji – wciągającej, emocjonującej historii, poruszającej często trudne i ciężkie tematy. I niestety dziś niewiele Wam o tym opowiem, po prostu nie mogę.

Fragment, o którym mogę opowiedzieć nie dzieje się na początku gry, jest już fabularnie dość zaawansowany, ale najwyraźniej jego zadaniem było pokazanie przede wszystkim systemu walki i starć, które wydają się ważniejsze niż w pierwszej odsłonie. Wcieliłem się w nim w znaną z pierwszej odsłony Ellie, jednak o kilka lat starszą, bardziej świadomą i doświadczoną niż w jedynce. Powiem więcej, nie chciałbym jej spotkać na swojej drodze. Dziewczyna wyrusza z opuszczonego teatru w Seattle (przez pewien czas baza wypadowa) by odnaleźć niejaką Norę w pobliskim szpitalu. Miasto to iście apokaliptyczna wizja przyszłości – opuszczone, zniszczone budynki, ulice świecące pustkami, wszystko naokoło porasta dzika roślinności. Przyjemne i lekkie przeprawy nie są w stylu Naughty Dog, więc to tak naprawdę droga przez mękę. Czy raczej przez terytorium wrogo nastawionych Blizn, jednego z lokalnych gangów. Dodam, że zrzeszających raczej nie do końca zrównoważonych członków.

The Last of Us Part II

Teoretycznie jest szansa na to, by przejść niezauważonym, ale nie jest to łatwe zadanie, choć wrogowie zdają się czasem ignorować fragmenty ciała schowanej w krzakach Ellie. Pewnie wielokrotnie się do tego przyznawałem, ale nie jestem fanem skradanek, więc za pierwszym razem postanowiłem iść na żywioł. No nie był to najlepszy pomysł, ledwo powaliłem dwóch przeciwników, by przyjąć kilka strzał, które skutecznie pozbawiły mnie życia. I to na normalnym poziomie trudności, który w tym fragmencie jest wymagający. Głównie przez dwie rzeczy – ilość przeciwników oraz problemy z ekwipunkiem. Otóż podczas walki wiecznie czegoś brakuje, niezależnie od tego czy stajemy przeciwko normalnym, niezakażonym ludziom czy zmutowanym grzybowym „zombiakom”. W magazynkach naboi jest zawsze za mało amunicji, a broń służąca do efektywniejszej walki na krótki dystans bardzo szybko ulega zniszczeniu. Trzeba więc przyjąć na tego typu starcia odpowiednią strategię – u mnie sprawdzało się omijanie części przeciwników, a kiedy nie było to możliwe, zabijanie ich z ukrycia, najlepiej od tyłu. Wtedy Ellie ma największe szanse, szczególnie, że wykańcza wrogów nożem. Druga opcja, którą warto przećwiczyć, opanować – a najlepiej wcześniej odpowiednio zmodyfikować broń – to strzały w głowę. Udany headshot to natychmiastowa śmierć przeciwnika – ale co ważniejsze, zużywająca tylko jeden nabój. No chyba, że jesteście w posiadaniu strzał, wtedy głowa nie jest kluczowa, ta broń wykańcza efektywniej – o ile oczywiście będziecie w stanie trafić. Kluczowe było też nauczenie się korzystania z nasłuchiwania ukrytego pod R1 – ekran traci wtedy kolor, a na biało zaznaczane są zarysy przeciwników, można więc odpowiednio zaplanować atak na wrogach, którzy pozostali w ukryciu.

The Last of Us Part II

Jest jeszcze jedna opcja, która przy odrobinie szczęścia sprawdzi się nawet kiedy wrogowie mają broń i nie wahają się jej użyć. Odpowiednio rozpoczęty atak, nawet bez dodatkowej broni. Najpierw należy spróbować wyminąć ostrzał wroga biegnąc zygzakiem (co nie jest łatwe), a później idealnie unikać ataków przeciwnika, a po uniku od razu wyprowadzić swój. Nie polecam tego sposobu gdy w okolicy jest ktoś jeszcze, ale 1 na 1 to często lepszy pomysł niż marnowanie amunicji. Bo ją zawsze warto zostawić na później. Zawsze.

The Last of Us Part II

Dość istotna jest też różnica w walce z ludźmi względem starć z zarażonymi. W tym konkretnym fragmencie pojawiły się takie starcia, ale były to boje przede wszystkim z maszkarami, które po pierwsze uwielbiały uciekać, okrążać i atakować z zaskoczenia – po drugie były bardzo aktywne w walce wręcz. Problemy pojawiały się więc dwa – utrudniony ostrzał oraz bardziej wymagająca walka w zwarciu. No i raczej strategia polegająca na zajściu od tyłu nie wchodziła w grę, bowiem wrogowie nie dawali się podejść, błyskawicznie zmieniając swoje położenie w bardzo ciemnej lokacji, gdzie bez światła latarki ciężko było coś dojrzeć. Na wszystkich zawsze znajdzie się jednak sposób i system – w najgorszym wypadku można też zmienić poziom trudności, gdzie Ellie jest bardziej odporna na ataki. Nie polecam, bo szkoda psuć sobie zabawy z wymagających starć, ale zawsze to jakieś koło ratunkowe dla osób, które wolą jednak skupiać się na opowieści i zwiedzaniu lokacji, a nie czują się zbyt pewnie podczas walki.

Przeczytaj też: The Last of Us Part II – co nowego u następcy wybitnej gry?

The Last of Us Part II

Walki są emocjonujące, momentami bardzo brutalne. Kamera nabiera wtedy dodatkowej dynamiki, co daje świetny efekt.

Wizualnie to nie był specjalnie reprezentatywny dla gry fragment, ale kilka elementów można na jego podstawie ocenić. Na pewno na plus zmiany w ulepszonej animacji ruchu postaci. Widać, że w zasadzie w każdym aspekcie to gra tworzona z myślą o PlayStation 4, a nie podciągnięta wizualnie produkcja z PS3. Generalnie nie jest to najpiękniejsza gra na ten sprzęt, ale na pewno będzie Wam się podobać. Nie wiem niestety na ile to kwestia przedpremierowego kodu i ile da się poprawić łatką dnia pierwszego, ale są momenty, w których czuć, że to już koniec generacji i PlayStation 4 Pro łapało pewne spadki framerate’u. I oby The Last of Us Part II pojawiło się od razu w ulepszonej wersji na PlayStation 5, tam na pewno lepiej rozłoży skrzydła. Polecam granie na telewizorze z dobrym HDR-em, efekt jest dużo lepszy niż na słabszych ekranach, ale mój telewizor po włączeniu HDR pokazywał, że gra przestawia się na rozdzielczość 1080p. Zbadam jeszcze temat i dam Wam znać przy okazji recenzji.

The Last of Us Part II

Czy warto czekać? Na podstawie fragmentu, można mieć wrażenie, że gra idzie w trochę innym kierunku. Dużo walk z ludźmi, ogromna brutalność i opanowanie Ellie trochę nie pasują do obrazu małolaty, która w pierwszej części wydawała się raczej kulą u nogi Joela. W dwójce to bezwzględny morderca i momentami nie kupuję takiej bohaterki. Ale tak, jak napisałem na początku – to ciekawy, inny, ale jednak niespecjalnie reprezentatywny fragment, po którym nie da się ocenić, ba – nawet opowiedzieć o The Lat of Us Part II. Dlatego już dziś zapraszam Was na recenzję, bo dopiero wtedy będę mógł szczegółowo powiedzieć Wam, co jest takiego fajnego w tym tytule.

Ale już dziś daję znać – warto czekać, nie odwołujcie preorderów!