60

Test smartfona ASUS Zenfone 5. Jeszcze nigdy za 700 złotych nie otrzymywaliśmy tak wiele

Zaprezentowane w styczniu bieżącego roku smartfony Zenfone ASUS-a długo nie mogły znaleźć drogi do Polski. Oficjalny powód? Były rozchwytywane na rynkach azjatyckich i nie nadążano z produkcją. W końcu jednak w miniony czwartek zadebiutowały oficjalnie nad Wisłą. Do mnie kilka tygodni wcześniej trafił Zenfone 5. Czy to rzeczywiście taki niesamowity smartfon? ASUS niedawno obchodził swoje […]

Zaprezentowane w styczniu bieżącego roku smartfony Zenfone ASUS-a długo nie mogły znaleźć drogi do Polski. Oficjalny powód? Były rozchwytywane na rynkach azjatyckich i nie nadążano z produkcją. W końcu jednak w miniony czwartek zadebiutowały oficjalnie nad Wisłą. Do mnie kilka tygodni wcześniej trafił Zenfone 5. Czy to rzeczywiście taki niesamowity smartfon?

ASUS niedawno obchodził swoje 25-lecie istnienia. Tajwański producent mimo stosunkowo młodego (w porównaniu z niektórymi konkurentami wieku ma już całkiem niezły dorobek. Przez te wszystkie lata oferta firmy ewoluowała i była bardzo elastyczna. Najpierw płyty główne, potem notebooki i netbooki, a w końcu tablety i hybrydy (a w szczególności będące wizytówką marki Transformery). Teraz przyszła pora na smartfony.

Zenfone to marka, która jest reprezentowana przez trzy modele: 4,5-calowy, 5-calowy oraz 6-calowy. Więcej o nich pisałem kilka dni temu przy okazji relacji z 25-lecia firmy. Nazwa jest nieprzypadkowa, bo dopasowuje się do linii Zenbooków, a także interfejsu ZenUI będącego graficzną nakładką ASUS-a na Androida.

ASUS Zenfone 5 zaskakiwał od samego początku. Przede wszystkim samo pudełko miało w sobie nutkę oryginalności – skonstruowano je tak, aby eksponowało jak najmocniej atuty urządzenia zilustrowane w postaci ikonek na bocznych ściankach. Wnętrze już tak nie olśniewało. Poza smartfonem znajdziemy tutaj dwuczęściową ładowarkę, kabelek USB oraz słuchawki dokanałowe z wymiennymi gumowymi końcówkami (dwie pary otrzymujemy dodatkowo). Nie mogło zabraknąć też papierowych broszurek, których chyba już nikt na świecie nie przegląda.

Wygląd i wykonanie

Zenfone 5, który do mnie trafił miał tylny panel w kolorze czerwonym. Co ciekawe, do tej barwy dostosowane zostało również pudełko i… tapeta na ekranie głównym. Niby drobiazg, a cieszy. Samo urządzenie sprawia wrażenie dość grubego. W dobie, gdy smartfony zeszły już mocno poniżej 10 mm grubości ASUS serwuje nam konstrukcję mierzącą 10,34 mm. W rezultacie wygląda ona trochę topornie, szczególnie przy pozostałych wymiarach wynoszących 148,2 mm długości oraz 72,8 szerokości. Na szczęście wagę udało się utrzymać w ryzach – 145 gramów to wynik w pełni akceptowalny. Całość jest solidnie wykonana, a elementy dobrze ze sobą spasowane. Nie zaobserwowałem, żadnych znaczących odchyleń od normy. Tylna klapka się co prawda ugina pod ciężarem palców, ale to dość typowe zjawisko.











Front prezentuje się bardzo klasycznie. Najważniejszym elementem jest tutaj 5-calowy wyświetlacz, który otaczają dość grube ramki. Bezpośrednio nad nim producent umieścił swoje logo, a nieco powyżej zabezpieczony srebrną maskownicą głośnik rozmów. Nieopodal w oczy rzuca się również obiektyw kamerki i czujniki światła, zbliżeniowy oraz Halla. Na przeciwległej stronie mamy trzy przyciski typowe dla smartfonów z Androidem: back, home i multitasking. Nie są one podświetlane, a więc korzystanie z urządzenia po zmroku będzie sprawiał problemy. Ciekawie wygląda fragment obudowy pod nimi – zastosowano tutaj prążkowanie w kształcie półokręgu. W rezultacie wąska ramka na dole przypomina trochę wierzch pokrywy Zenbooków, które również mają podobny wzór. ASUS przywiązuje do niego szczególną wagę, tłumacząc, że odzwierciedla filozofię Zen przyświecającą jego produktom. Wierzę na słowo.

Tylny panel również nie zaskakuje niczym szczególnym. Umieszczony w górnej części obiektyw aparatu został wsparty diodą doświetlającą LED. Zaraz poniżej w oczy znów rzuca się logo firmy ASUS. Tuż przy dolnej krawędzi można zauważyć cztery rzędy malutkich otworków, które pełnią rolę maskownicy głośnika multimedialnego. Gra on zadziwiająco przyjemnie – bez „charczenia” i zniekształcani tonów. Oczywiście o basach można tutaj tylko pomarzyć. Zaraz nad głośniczkiem kolejne logotypy – tym razem marki Zenfone oraz Intela.

Tylny panel zachodzi na krawędzie urządzenia, co jest pozytywnym zjawiskiem, biorąc pod uwagę fakt, że w dowolnym momencie możemy go wymienić. W sytuacji, gdy element ten ucierpi wskutek upadku lub zadrapania, jego wymiana nie przysporzy nam dużych kosztów. Na prawej krawędzi Zenfone’a 5 umieszczono dwustopniowy przycisk regulacji głośności oraz guziczek zasilania – oba o prążkowanej fakturze. Góra to złącze słuchawkowe 3,5 mm minijack, a dół port MicroUSB.

Jak wspomniałem, tylny panel możemy z powodzeniem zdjąć i zastąpić innym. Nie wymaga to zbyt dużej siły. Ja dość niefortunnie otrzymałem do testów dwa egzemplarze w kolorze czerwonym. Pod klapką znajdziemy niewymienną baterię, a także sloty na kartę SIM i Micro SD. Możemy tutaj umieścić nośnik o maksymalnej pojemności 64 GB.

Wyświetlacz, bateria i łączność

ASUS Zenfone 5 posiada wyświetlacz IPS o przekątnej 5 cali i rozdzielczości 1280 x 720 px. Producent zabezpieczył go powłoką ochronną Corning Gorilla Glass 3, a także przystosował do obsługi w rękawiczkach. Ekran charakteryzuje się szerokimi, sięgającymi 178 stopni kątami widzenia. Wrażenie zrobił na mnie również bardzo wysoki współczynnik kontrastu 800 : 1. Niestety podświetlenie już tak nie imponuje. W słoneczne dni treści na ekranie Zenfone’a są praktycznie niewidoczne. To największa wada tego komponentu, a być może również całego smartfona.

Producent zastosował w tym modelu baterię o pojemności 2110 mAh. Teoretycznie ma to zapewniać 395 godzin w trybie czuwania i 20,6 godzin rozmów (3G). W praktyce po całym dniu średnio intensywnego użytkowania (kilkanaście minut rozmów, kilkadziesiąt SMS-ów, trochę internetu 3G i WiFi) zostawało mi na ogół 20-25 proc. Przygotujcie się zatem, że Zenfone 5 będzie potrzebował codziennie wieczorem podłączenia kabelka. Na średnim poziomie jasności smartfon wytrzymał niespełna 7 godzin odtwarzania pliku wideo w rozdzielczości 720p.

Smartfon dysponuje pełnym zestawem modułów łączności. Do mnie trafiła wersja 3G (42 Mb/s download i 5,75 Mb/s upload), ale w sprzedaży dostępny będzie również model z modemem LTE. W obu przypadkach znajdziemy również WiFi 802.11 b/g/n, Bluetooth 4.0 oraz A-GPS (z GLONASS). W trakcie testów nie pojawiły się żadne problemy na tym polu.

System, aplikacje i wydajność

Testowany Zenfone 5 pracuje pod kontrolą Androida 4.3 Jelly Bean z nakładką graficzną ZenUI. Producent zapewnia, że aktualizacja jest w drodze, a więc nie musimy się obawiać o losy urządzenia. Co jednak z samą nakładką? Okazuje się, że nie jest taka straszna, jakby się na pierwszy rzut oka mogło wydawać. Powiem więcej – to jeden z największych atutów testowanego smartfona, którego nie powstydziłby się żaden model ze znacznie wyższej półki cenowej.

2014-09-30_121654

ZenUI mnie ujął już od pierwszej chwili. Przejrzyste kolorowe ikonki, wyraźne elementy interfejsu, intuicyjna obsługa nawiązująca do klasycznego Androida i setki smaczków na każdym kroku. Całość zaprojektowano zgodnie z obecnymi trendami, a więc mamy do czynienia z typowym flat designem. Twórcy zastosowali popularne z innych nakładek i modyfikacji rozwiązania, jak dynamicznie zmieniający się kolor górnej belki, modyfikowalne przełączniki ustawień na pasku stanu czy wbudowane mechanizmy czyszczenia pamięci i oszczędzania energii.

2014-09-30_121711

Nie zabrakło jednak też rozwiązań unikatowych. A do nich bez wątpienia zaliczają się aplikacje: What’s Next orazParty Link. Pierwsza z nich służy do wyświetlania najbliższych planów, a więc wydarzeń z kalendarza i sieci społecznościowych, notatek itp. To strumień tego, co nas czeka w przyszłości. Tutaj trafiają też zadania, które dodajemy za pomocą wbudowanej aplikacji o wymownej nazwie Do it Later. Druga z propozycji służy natomiast do nawiązywania łączności z innymi użytkownikami Zenfone’ów w trakcie imprez i spotkań . Dzięki niej możemy szybko przesyłać między sobą zdjęcia, wideo i inne materiały multimedialne.

2014-09-30_121725

Całość jest zaskakująco dobrze zoptymalizowana (interfejs działa płynnie bez zająknięcia), ale też same parametry robią pozytywne wrażenie. Producent zastosował tutaj procesor Intel Atom Z2560 z dwoma rdzeniami (i czterema wątkami) o taktowaniu 1,6 GHz. Wspierają go 2 GB pamięci RAM oraz 8 GB rozszerzalnej pamięci flash. Połączenie to daje bardzo zadowalające rezultaty, które przedstawiam poniżej. Warto wspomnieć również o istnieniu wersji LTE ze Snapdragonem 400, ale jej niestety nie dane mi było sprawdzić.

2014-09-30_121641

Od siebie dodam jeszcze, że sprawdzałem Zenfone’a 5 w grach takich, jak Dead Trigger 2, Asphalt 8, Real Racing 3 i we wszystkich przypadkach spisywał się całkiem przyzwoicie. Także fani mobilnego grania powinni być usatysfakcjonowani.

Test aparatu

ASUS Zenfone 5 dysponuje dwoma aparatami. Z przodu znajdziemy proste rozwiązanie z matryca 2 Mpix i przysłoną f/2.4. Z tyłu zastosowano 8-megapikselową matrycę oraz przysłonę f/2.0. Rezultaty są ponadprzeciętne – szczególnie jak na model z tej półki cenowej. Największym atutem jest jednak aplikacja PixelMaster, która oferuje niesamowite funkcje. Możemy np. podkręcić jasność wizjera po zmroku bez aktywowania lampy błyskowej czy wykonać fotografię o trzech sekund przed naciśnięciem spustu migawki. Jakim cudem? Otóż aplikacja tuż po uruchomieniu zaczyna już strzelać fotki i zapisywać je w pamięci podręcznej, więc powrócenie do nich jest banalnie proste. Oczywiście nie zabrakło też innych, znanych już rozwiązań jak nadawanie głębi poprzez wyostrzanie/rozmazywanie wybranych elementów, inteligentne usuwanie obiektów z tła czy robienia selfie tylną kamerą, która rozpoznaje twarze i na tej podstawie zwalnia spust migawki. Jestem pod bardzo dużym wrażeniem.

Zdjęcia poniżej są zmniejszone do szerokości 600 px, bo każe z nich waży kilka megabajtów. Aby zobaczyć pełnię możliwości, wystarczy kliknąć w obrazek.

Jpeg Jpeg Jpeg

 Podsumowanie

Trzymając w dłoni Zenfone’a 5 można odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z typową budżetową słuchawką – dużą i niezbyt zgrabną, a przy tym wykonaną z plastiku. Wystarczy jednak ją włączyć, aby na własnej skórze przekonać się, że nie mamy do czynienia ze zwykłym low-endem. Płynnie i żwawo działający interfejs, świetnie zaprojektowana i bardzo funkcjonalna nakładka graficzna oraz wyświetlacz IPS HD o wysokim kontraście potrafią skutecznie zauroczyć. Wisienką na tym smakowitym torcie jest przyzwoity aparat z fenomenalną aplikacja PixelMaster, która wywarła na mnie ogromne wrażenie. Aż trudno uwierzyć, że to wszystko otrzymujemy za zaledwie 699 złotych (899 zł w przypadku wersji LTE).

Niska cena została jednak okupiona kilkoma wadami. Przede wszystkim jest to zdecydowanie za niska jasność wyświetlacza. Problemem może być też przeciętna wydajność baterii. W dodatku ogniwo jest niewymienne i na stałe wbudowane w smartfona. Przydałby się też nowszy Android – wydanie 4.3 to już relikt. Na szczęście producent obiecuje rychłą aktualizację. Pozostaje wierzyć na słowo.

Konfrontują ze sobą wady, zalety oraz cenę słuchawki nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ASUS napsuł sporo krwi B-brandom. W tej kategorii cenowej dotąd najbardziej słusznym wyborem był jakiś Goclever, Kruger&Matz czy Prestigio. I sam dotąd polecałem moim znajomym rozglądanie się po ich ofertach. Teraz jednak w tej półce cenowej trudno wskazać mi alternatywę dla Zenfone’a, co chyba doskonale oddaje moją ocenę tego modelu.