58

Tęsknie za czasami, kiedy muzyki słuchało się na kasetach, a filmy oglądało na VHS

Tak wszyscy, przy każdej możliwej okazji, zachwalamy serwisy streamingujące filmy, seriale i muzykę. Sam to robię, bo dostęp do treści jeszcze nigdy nie był tak łatwy i tani. Niestety często czuję się przytłoczony ilością materiałów i zamiast się z nimi zapoznać, idę robić coś innego.

Wypożyczenie kasety na weekend było droższe

Część młodszych czytelników Antyweba na pewno wie co to kaseta VHS, ale nie pamięta osiedlowych wypożyczalni – a jeśli nawet, to raczej w kontekście płyt DVD, które zastąpiły tam magnetyczne nośniki. Takie wypożyczenie było wręcz rytuałem. Najpierw trzeba było mocno zastanowić się jaki dzień będzie najlepszy. W poniedziałek nie, bo pewnie dużo lekcji, bardziej środek tygodnia. Piątek też tak sobie, bo w sobotę trzeba oddać. No i ta sobota była idealna – w niedzielę wypożyczalnia zamknięta, więc film leżał w domu do poniedziałku, co oznaczało przynajmniej dwa seanse dzień po dniu. Ale znowu cena trochę wyższa (przynajmniej u mnie), bo weekend i kaseta dłużej poza lokalem. No i dochodziło jeszcze to, że przecież większość myślała tak samo, więc w sobotę najlepiej było przyjść o odpowiedniej godzinie – gdy ci z piątku oddali już film, a ci szykujący się na sobotę jeszcze go nie wzięli. Ileż to razy wyszedłem zniesmaczony, bo nie było już kasety z filmem, na którego obejrzeniu mocno mi zależało. A dziś? Pyk, włączone. Ma to swoje uroki, ale gdzieś zniknął ten cały rytuał i nastawianie się na oglądanie konkretnego hitu. I tak, trochę mi tego brakuje.

Za co tu się dziś zabrać?

Na pewno są wśród Was osoby, które mają czas i siłę pochłaniać treści tonami. Weekend z 50 odcinkami serialu to nie problem, przesłuchanie 50 płyt w dwa dni również. I trochę Wam zazdroszczę, bo mi nie udaje się znaleźć tyle wolnego czasu. A każdy z serwisów który subskrybuję wręcz zalewa mnie nowościami. Tu jakieś powiadomienia o nowym serialu w piątek na Netflix, tu informacja co dodano do HBO Go. A i jeszcze radar premier na Spotify (wciąż działa tak sobie) podpowiadający, że są nowe wydawnictwa z gatunków muzycznych, którymi się interesuję. Z muzyką jest trochę lepiej, bo można coś puścić w drodze do pracy (lub podczas samej pracy), czy choćby na rowerze lub siłowni. Z serialami jest niestety tak, że jak coś wyjdzie w piątek, to może za kilka dni znajdę chwilę czasu – szczególnie, że z poprzedniego (i jeszcze poprzedniego) piątku nie nadrobiłem premier. Czyżbym uważał, że za dużo wartych uwagi treści pojawia się w sieci? Zdecydowanie tak i chyba jeszcze nie do końca wiem jak to wszystko sobie poukładać. Macie jakieś sposoby? Może robicie sobie listę i sztywno się jej trzymacie? Na przykład środa wieczorem – dwa odcinki serialu X. Czwartek film Y, piątek dwie kolejne nowości z serwisów streamingowych? A jeśli tak – to czy to zdaje egzamin?

Kiedy ja wkręcałem się w podziemną muzykę, jedynym dostępem do nowych kaset byli znajomi lub własne zamówienia. A kaset w miesiącu mogłem kupić z kieszonkowego dwie, może trzy – czasem tylko jedną. Do tego dochodziły ze dwie pożyczone i tak przez cały miesiąc słuchałem w kółko tych pięciu nowości plus starsze albumy, które już posiadałem. Dziś jak widzę ile interesujących mnie płyt wychodzi, to mam wrażenie, że tych 5 interesujących albumów pojawia się codziennie. Bo i bardzo, naprawdę bardzo podziemne kapele zaczęły udostępniać swoją muzykę serwisach streamingowych w związku z bardzo prostym mechanizmem publikacji. A nawet jak się tam nie pojawią, to wrzucą płytę na swój Bandcamp lub profil na YouTube. I nawet jak przesłucham, podoba mi się to sam nie wiem czy lepiej poświęcić czas na trzy kolejne przesłuchania by bardziej wkręcić się w krążek, czy włączyć coś nowego.

Teoretycznie jest też taniej, bo za powiedzmy 20 złotych abonamentu Spotify mam do wyboru masę nowych płyt w miesiącu, tyle samo mniej więcej kosztowała kiedyś jedna nowa kaseta. Trochę gorzej jest ze streamingiem wideo, bo ceny są wyższe (HBO Go na przykład drożeje teraz o 5 zł), a nie zawsze tam zaglądam. A potem zaczynacie podliczać wszystkie wydatki na abonamenty i okazuje się, że to łącznie często kilka stówek. I teraz pytanie – czy kupilibyście normalnie w miesiącu płyt i filmów za tyle pieniędzy? Mam wrażenie, że jednostkowe zakupy dokonywane są dużo bardziej rozsądnie niż dodawanie kolejnego abonamentu za 20 złotych miesięcznie.

 

Kiedyś to były czasy, teraz to nie ma czasów

Kiedy czytam, że dziś jest gorzej niż kiedyś – kompletnie nie rozumiem takiego podejścia. Dostęp do treści jest dziś tani i prosty – to jednak bardzo ogólnikowe stwierdzenie. Trzeba bowiem pamiętać, że żadna usługa streamingowa (choć tu i tak wygrywają te muzyczne) nie jest idealna i nie ma nieskończonej biblioteki. Kiedy więc chcę obejrzeć jakiś film, często nie ma go w streamingu. Czasem oferuje go jakiś serwis VOD, czasem nie ma po prostu opcji obejrzenia go legalnie w Polsce. Wtedy pozostaje szukanie starych płyt DVD – czasem udaje się na Allegro lub OLX, czasem pozostaje tylko import. A to znów kwota podobna do miesiąca abonamentu, a często i większa. No i to uczucie “nie wiem w co ręce włożyć” – tyle dobrego, że kiedy coś się nie spodoba, można po prostu wyłączyć i wybrać coś innego. W czasach kaset VHS takich zwrotów z adnotacją “bo mi się nie podoba” po prostu nie było. Ale i każdą płytę, film czy serial zdecydowanie bardziej szanowaliśmy.

grafika: 1, 2